Netanjahu mówi „nie” planowi Trumpa. Gaza i lekcja twardego realizmu

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Netanjahu mówi „nie” planowi Trumpa. Gaza i lekcja twardego realizmu


Izrael odrzucił najnowszy plan Donalda Trumpa dla Strefy Gazy. Binjamin Netanjahu postawił warunek pełnego rozbrojenia Hamasu przed wycofaniem wojsk. To brutalne przypomnienie, iż w polityce międzynarodowej papierowe gwarancje nie zastępują bezpieczeństwa, a państwo, które traci kontrolę nad granicą i bronią przeciwnika, płaci najwyższą cenę.

Warunek: najpierw rozbrojenie Hamasu

Binjamin Netanjahu oznajmił na posiedzeniu rządu, iż Izrael odrzuca plan Donalda Trumpa dla Strefy Gazy. Jak podała Interia, izraelski premier zapowiedział, iż wojska izraelskie nie wycofają się z Gazy, dopóki Hamas nie zostanie całkowicie rozbrojony. Według Times of Israel chodzi o 15-punktowy dokument, który miał wiązać rozbrojenie Hamasu z etapowym wycofaniem sił izraelskich.

To nie jest drobna korekta dyplomatyczna. To odmowa przyjęcia logiki, w której najpierw ogłasza się polityczny sukces, a dopiero później sprawdza, czy przeciwnik rzeczywiście oddał broń. Netanjahu stawia sprawę po swojemu: bez realnego rozbrojenia nie ma wycofania. Można ten kurs krytykować, ale trudno udawać, iż nie wynika z doświadczenia państwa żyjącego w stałym zagrożeniu.

Trump chce przełomu, Izrael pilnuje własnej kontroli

Donald Trump szuka rozwiązania, które zamknęłoby kolejny etap wojny i pozwoliło pokazać amerykańską sprawczość na Bliskim Wschodzie. Według depesz agencyjnych cytowanych przez media plan był wspierany przez Waszyngton i zakładał drogę do nowego porządku w Strefie Gazy. Associated Press informuje, iż Izrael odrzucił amerykańską propozycję i uzależnił wycofanie od rozbrojenia Hamasu.

W tej sprawie widać stary mechanizm polityki światowej. Sojusznik może naciskać, obiecywać i przedstawiać plan. Ostatecznie jednak państwo, które ponosi ryzyko na własnym terytorium, liczy koszty po swojemu. Izrael nie chce sytuacji, w której siły wojskowe odejdą, a struktury Hamasu przetrwają pod inną nazwą lub z ukrytą bronią. To jest logika bezpieczeństwa, nie salonowej dyplomacji.

Dla polskiego czytelnika to ważne, bo podobne złudzenia wracają przy każdej rozmowie o gwarancjach, traktatach i presji mocarstw. W naszym regionie, po doświadczeniu wojny na Ukrainie, nikt rozsądny nie powinien mylić deklaracji z realną siłą. Wcześniej opisywaliśmy, jak Strefa Gazy pozostawała w ruinach po długich miesiącach walk. Takie konflikty nie kończą się dlatego, iż ktoś ładnie ułoży punkty dokumentu. Kończą się wtedy, gdy strona zdolna do przemocy traci możliwość jej wznowienia albo gdy powstaje mechanizm kontroli, któremu można zaufać.

Cywile nie mogą być walutą w dyplomacji

W tle zostaje dramat mieszkańców Strefy Gazy. Tego nie wolno sprowadzać do planszy negocjacyjnej. Cywile nie są dodatkiem do komunikatów polityków, a pomoc humanitarna nie może być zakładnikiem propagandy żadnej ze stron. Odpowiedzialna polityka musi widzieć dwa fakty naraz: Hamas jest problemem bezpieczeństwa, a ludność cywilna potrzebuje ochrony i realnej pomocy.

To właśnie tu Zachód od lat pokazuje słabość. Jednego dnia potrafi mówić o prawach człowieka, drugiego projektować rozwiązania, które nie odpowiadają na pytanie o kontrolę broni, granic i służb. W efekcie powstają dokumenty dobre do konferencji prasowej, ale kruche w terenie. O wcześniejszych pomysłach Trumpa dotyczących Gazy pisaliśmy przy okazji planu relokacji Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Tam także stawką było pytanie, czy wielka polityka widzi realnych ludzi, czy tylko przesuwa grupy po mapie.

Lekcja dla Polski

Polska nie ma obowiązku klaskać każdemu ruchowi Izraela ani każdemu planowi Waszyngtonu. Polska ma obowiązek wyciągać wnioski. Pierwszy jest prosty: państwo, które oddaje decyzję o swoim bezpieczeństwie w cudze ręce, samo prosi się o kłopoty. Drugi jest równie twardy: sojusze są potrzebne, ale działają najlepiej wtedy, gdy stoi za nimi własna siła, własna armia, własna granica i własna kalkulacja interesu.

Dlatego sprawa Gazy powinna być czytana w Warszawie bez egzaltacji. Trump chce dyplomatycznego sukcesu. Netanjahu chce gwarancji, iż Hamas nie odtworzy zdolności bojowych. Mieszkańcy Gazy chcą końca cierpienia i normalnego życia. Każdy z tych celów jest inny. Polityka zaczyna się tam, gdzie ktoś przestaje udawać, iż da się je pogodzić jednym komunikatem.

Źródło: Interia, Times of Israel, Associated Press, Onet.

Źródło: Interia Wydarzenia

Idź do oryginalnego materiału