Karol Nawrocki po raz drugi skierował do Senatu wniosek o ogólnokrajowe referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Prezydencki obóz od razu musiał odpierać zarzut, iż pytanie o zdanie Polaków to w istocie pierwszy krok do wyprowadzenia kraju z Unii Europejskiej. Czy naród ma prawo wypowiedzieć się o kosztach, które Bruksela nakłada na jego domowe budżety?
Drugie podejście prezydenta
Karol Nawrocki złożył nowy wniosek 23 lipca, tuż przed wyjazdem na spotkanie z mieszkańcami w Dębicy. Pierwszą wersję, z maja, Senat odrzucił. Bezpośrednim impulsem stała się przedstawiona tydzień wcześniej propozycja Komisji Europejskiej w sprawie rewizji systemu handlu emisjami. Zgodnie z konstytucją prezydent może zarządzić referendum ogólnokrajowe wyłącznie za zgodą Senatu, wyrażoną bezwzględną większością głosów. To dlatego izba wyższa, w której przewagę ma koalicja rządząca, trzyma w ręku los całego pomysłu.
Nowe pytanie, bez ocen
Prezydent zmienił brzmienie pytania. Poprzednia wersja zawierała ocenę, mówiła o polityce, „która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli", i to dało senatorom pretekst do odmowy. Tym razem formuła jest sucha. Wyborcy mieliby odpowiedzieć: „Czy jest Pan/Pani za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?". Sam Nawrocki tłumaczył, iż „szukam kompromisów, szukam rozwiązań", a przeredagowanie miało odebrać Senatowi argument o zmanipulowanej treści.
Rzecznik odpiera zarzut o wyjściu z UE
Najgłośniejszym wątkiem stała się nie treść pytania, ale jego interpretacja. W RMF FM głos zabrał rzecznik prezydenta. Rafał Leśkiewicz, sekretarz stanu w prezydenckiej kancelarii, odrzucił twierdzenie publicysty Tomasza Terlikowskiego, iż referendum jest w istocie zapowiedzią wyjścia z Unii. „Większych bzdur nie słyszałem", odparł i zapewnił, iż pytanie o klimat nie ma nic wspólnego z opuszczaniem Wspólnoty. Podkreślił, iż można spierać się z Brukselą o koszty i jednocześnie pozostawać jej pełnoprawnym członkiem.
Spór o koszty polityki klimatycznej
Obóz prezydencki przekonuje, iż w tle idzie o pieniądze Polaków. Leśkiewicz zapowiedział poszukiwanie rozwiązań prawnych, które ograniczą, jak to ujął, „gigantyczne wydatki na finansowanie ETS-u". System handlu emisjami, a zwłaszcza szykowany ETS2 obejmujący budynki i transport drogowy, budzi w Polsce obawy o ceny energii i rachunki gospodarstw domowych. Polska energetyka wciąż w dużej mierze opiera się na węglu, więc rosnące opłaty za emisje uderzają w nią mocniej niż w wielu unijnych partnerów. Grupa państw domagała się ponownego przeglądu ETS2, a jego start ma zostać przesunięty na 2028 rok.
Opozycja widzi grę o wyjście
Krytycy prezydenta czytają inicjatywę zupełnie inaczej. Senator Nowej Lewicy Magdalena Biejat oceniła, iż Nawrocki buduje raczej nastrój sprzyjający opuszczeniu Unii, zamiast realnie zajmować się ochroną klimatu. Ponieważ w Senacie większość utrzymuje koalicja rządząca, drugie podejście prawdopodobnie czeka ten sam los co pierwsze. Prezydent nie ukrywa jednak, iż traktuje sprawę jako trwały element sporu z rządem Donalda Tuska o kierunek polityki wobec Brukseli.
Kto zapłaci rachunek za Brukselę
Spór o brzmienie pytania jest tylko powierzchnią. Głębiej idzie kwestia tego, kto decyduje o rachunkach, jakie unijna polityka klimatyczna wystawia polskim rodzinom i firmom. Prezydent chce oddać ten głos wyborcom. Rząd i jego zaplecze w Senacie konsekwentnie mu tego odmawiają. Rozstrzygnięcie tego przeciągania liny wyznaczy ton najbliższych miesięcy w relacjach Warszawy z Brukselą.
Źródło: Money.pl















