Karol Nawrocki 19 sierpnia odmówił podpisania nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, a 20 sierpnia wyjaśnił weto argumentem o krótszych umowach i słabszej roli gmin. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak odpowiada, iż problem z dojazdem dotknie 10 milionów Polaków. Stawką jest realny transport na prowincji, bez rządowych wrzutek i chaosu finansowego.
Weto do ustawy o przewozach
Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Jak podała Kancelaria Prezydenta RP, chodzi o ustawę z 31 lipca 2026 r., druk sejmowy 2700. Decyzja zapadła 19 sierpnia, a dzień później Pałac szeroko wyjaśnił jej polityczne i praktyczne uzasadnienie.
Nawrocki przekonuje, iż projekt wcale nie rozwiązywał problemu wykluczenia komunikacyjnego. Według prezydenta rząd wrócił do logiki krótszych umów z przewoźnikami: zamiast stabilnych kontraktów miałyby pojawić się umowy maksymalnie pięcioletnie. Pałac argumentuje, iż trudno wymagać od lokalnego PKS-u lub prywatnego przewoźnika inwestycji w autobusy, o ile nie wie, czy za kilka lat przez cały czas będzie miał zamówienie.
To nie jest akademicki spór o paragraf. Dla mieszkańca małej miejscowości autobus oznacza dojazd do szkoły, lekarza, pracy i urzędu. o ile system będzie niestabilny, zapłacą nie konferencje prasowe w Warszawie, ale ludzie poza metropoliami.
Gminy na końcu kolejki
Drugi zarzut prezydenta dotyczy roli gmin. Nawrocki wskazuje, iż to właśnie samorządy najbliżej mieszkańców najlepiej wiedzą, gdzie potrzebna jest linia autobusowa. Tymczasem ustawa, w jego ocenie, spychała je niżej w dostępie do pieniędzy z funduszu. Prezydent mówił też o ryzyku zastępowania regularnych autobusów przejazdami na żądanie samochodem osobowym, bez ustawowych ulg dla seniorów, uczniów i osób z niepełnosprawnościami.
Warto tu przypomnieć prostą zasadę ustrojową: weto prezydenckie obejmuje całą ustawę, a Sejm może je odrzucić większością 3/5 głosów przy obecności co najmniej połowy posłów. Prezydent nie wybiera sobie pojedynczych przepisów do skreślenia. Rządzący często udają, iż jest inaczej, bo wygodniej przerzucić odpowiedzialność za własną legislacyjną kuchnię.
Klimczak odpowiada: 10 milionów z problemem
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak nie przyjął argumentów prezydenta. Według relacji Wprost napisał na X, iż 10 milionów Polaków przez cały czas będzie miało problem z dojazdem do pracy, szkoły, lekarza i urzędu. Wskazywał też, iż ustawa miała zapewnić co najmniej cztery pary połączeń dziennie między gminami i powiatami oraz wprowadzić standardy bezpieczeństwa.
To mocny kontrargument, bo wykluczenie komunikacyjne jest realne. Nie wolno go lekceważyć. Tyle iż odpowiedzią na realny problem nie może być ustawa, która według samorządowców i przewoźników grozi rozbiciem stabilności finansowania. Polska prowincja potrzebuje autobusów, a nie kolejnego modelu projektowanego zza biurka.
Prezydentura sporu o państwo
Nawrocki przypomniał, iż w ciągu roku podpisał 264 ustawy, a zawetował 41. Wskazał też, iż skierował do Sejmu 22 własne inicjatywy ustawodawcze, z których parlament uchwalił jedną. Ten spór wpisuje się w szerszy konflikt o rolę prezydenta, o którym pisaliśmy w tekście Karol Nawrocki chce zmienić model prezydentury.
Rząd Tuska chce pokazywać każde weto jako blokadę. Prezydent odpowiada, iż broni obywateli przed ustawami pisanymi źle, z wrzutkami i bez szacunku dla praktyki życia poza wielkimi miastami. W tej sprawie obie strony mówią o mieszkańcach mniejszych miejscowości. Różnica polega na tym, iż jedni obiecują szybki efekt w ustawie, drudzy pytają, kto naprawdę utrzyma linie i z czego za nie zapłaci.
Polska wieś i małe miasta nie potrzebują propagandowej licytacji. Potrzebują stabilnych przewozów, uczciwego finansowania i państwa, które nie myli centralnej tabelki z życiem ludzi. o ile rząd ma lepszy projekt, powinien go pokazać bez pułapek i dopisać pieniądze. Wtedy prezydenckie pióro będzie testem, nie wymówką.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP, Wprost
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP












