Karol Nawrocki opowiedział w książce o otruciu, a autor tej lektury nazywa to choćby „próbą zamachu”. Problem w tym, iż to historia grubymi nićmi szyta i przyznają to choćby w PiS. Otrucie, czyli polityczna bomba albo kapiszon Wyjątkowo gorące lato mamy w tym roku. Również w polityce, choć trwa przecież tak zwany sezon ogórkowy. Niespodziewanie wybuchła jednak afera, która zatacza coraz szersze kręgi. Wszystko przez wywiad rzekę z Karolem Nawrockim, w którym prezydent opowiedział mrożącą krew w żyłach historię z czasów kampanii wyborczej. Miejsce akcji? Ząbkowice Śląskie. – To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, iż dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – opowiada o chwilach grozy prezydent w książce „Skąd się wziął Nawrocki” Mimo wszystko starał się kontynuować zgodnie z planem. Poprosił Jarosława Dębowskiego o wodę. – On patrzy na mnie i mówi: „Szefie, co się z tobą dzieje?”. Ja mówię: „Nie wiem, ale bardzo źle się czuję. Coś bardzo złego się ze mną stało”. Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, iż jest źle. Mówię: „Szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż