Prokuratura wchodzi do gry! Wszczęto śledztwo w sprawie rzekomego otrucia Karola Nawrockiego podczas kampanii wyborczej. To narracja, którą próbowała narzucić niedawno prawa strona. Tajemnicze „otrucie” Nawrockiego Jakiś czas temu byliśmy świadkami próby budowy nowego prawicowego mitu. Tym razem chodzi o rzekome otrucie Karola Nawrockiego, do którego miało dojść w czasie kampanii wyborczej. Sam Nawrocki opowiedział szokującą historię prof. Andrzejowi Nowakowi, a ten umieścił ją w swojej książce – wywiadzie-rzece – pt. „Skąd się wziął Karol Nawrocki”. Fragmenty książki trafiły do sieci, autor promuje publikację i najwyraźniej uznał, iż ta sensacyjna historia podbije zainteresowanie książką. Po przemówieniu w Ząbkowicach Śląskich Nawrocki nagle źle się poczuł. Współpracownicy doprowadzili go do autokaru, a tem „obywatelski kandydat” stracił przytomność. Asystenci świadkami dramatycznych scen byli jego asystenci. – Oni potem opowiadali, iż nie mogli na to patrzeć. Mówili, iż wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu „Egzorcysta” – opowiadał Nawrocki. Przyznał też, iż był ostrzegany przed próbami otrucia. Sugerowano mu, by… nie całował rąk kobiet, bo dłonie mogą być wysmarowane jakąś trucizną. Prawica podchwyciła temat i próbowała wykreować narrację o zamachu na niewygodnego dla władzy, „obywatelskiego” kandydata, ale ta historia gwałtownie przestała się kleić. Bo zaczęły pojawiać się pytania, dlaczego asystenci Nawrockiego nie wezwali karetki? Dlaczego