Nawrocki nie mięknie wobec Ukrainy. Polska pamięć nie jest kartą przetargową

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Nawrocki nie mięknie wobec Ukrainy. Polska pamięć nie jest kartą przetargową


Karol Nawrocki nie wycofuje się z twardej linii wobec władz Ukrainy po sporze o UPA i Order Orła Białego. Liberalne komentarze próbują sprowadzić sprawę do walki o wyborców Konfederacji, ale stawka jest poważniejsza: czy polska polityka historyczna ma być dodatkiem do cudzej dyplomacji, czy obowiązkiem państwa wobec własnych ofiar.

Spór o UPA wraca do centrum polityki

Karol Nawrocki nie łagodzi stanowiska wobec władz Ukrainy po kryzysie wywołanym nazwaniem jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imieniem UPA. Jak podaje Polskie Radio 24, Wołodymyr Zełenski zarzucał polskiemu prezydentowi podsycanie niechęci do Ukraińców i prowadzenie wewnętrznej walki politycznej. Nawrocki odpowiedział, iż spór dotyczy kwestii historycznych i braku zgody na czerwono-czarną symbolikę banderowską w przestrzeni relacji polsko-ukraińskich.

To jest sedno, którego nie wolno zagadać medialną łatwizną. Można twierdzić, iż prezydent chce grać pod prawicowy elektorat. Można powtarzać, iż to gest wobec Konfederacji. Tyle iż takie wyjaśnienie omija rzecz najważniejszą: polskie państwo ma prawo i obowiązek mówić jasno o zbrodni wołyńskiej, ekshumacjach, godnym pochówku ofiar i odpowiedzialności za politykę pamięci.

Kancelaria Prezydenta relacjonowała, iż Rafał Leśkiewicz mówił o zasadzie wzajemności: skoro prezydent Ukrainy podjął decyzję o nadaniu jednej z jednostek imienia UPA, Karol Nawrocki odebrał mu Order Orła Białego. Rzecznik podkreślał też, iż pomoc Ukrainie jest czymś innym niż kwestie historyczne. To rozróżnienie jest kluczowe. Polska może wspierać naród ukraiński przed rosyjską agresją i jednocześnie nie zgadzać się na gloryfikację formacji odpowiedzialnej za mordy na Polakach.

Pamięć ofiar to obowiązek państwa

Order Orła Białego nie jest ozdobą protokolarną. To najwyższe polskie odznaczenie. jeżeli ma znaczyć cokolwiek, musi być powiązane z szacunkiem dla polskiej historii, a nie z kalkulacją, komu w danym tygodniu nie wypada się narazić. W czerwcu Kancelaria Prezydenta informowała, iż Nawrocki zaproponował, aby jednym z punktów posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego było odebranie odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu.

Prezydencka minister Agnieszka Jędrzak wskazywała później, iż UPA była formacją odpowiedzialną za czystki etniczne i ludobójstwo Polaków, a liczba ofiar mogła sięgnąć choćby 100 tysięcy osób. Tę liczbę trzeba podawać z atrybucją i powagą, bo za każdą cyfrą stoją konkretni ludzie, rodziny, wsie, dzieci i niepogrzebane szczątki. Tu nie ma miejsca na partyjną zabawę w etykiety.

Dlatego tak ważne są ekshumacje i identyfikacja ofiar. Bez tego pojednanie będzie pustą formułą. Nie da się budować trwałych relacji na milczeniu nad grobami. Kto żąda od Polski, aby w imię bieżącej dyplomacji schowała Wołyń do szuflady, ten nie rozumie, czym jest państwo narodowe. Państwo ma pamiętać, choćby wtedy, gdy pamięć przeszkadza wygodnym rozmowom.

Niechęć do prawdy nie jest racją stanu

W tej sprawie często pojawia się argument o rosyjskiej korzyści. Owszem, Moskwa chętnie wykorzystuje każdy spór między Warszawą a Kijowem. To fakt. Ale z tego nie wynika, iż Polska ma milczeć, gdy władze Ukrainy podejmują decyzje uderzające w pamięć polskich ofiar. Rosja korzysta także z polskiej słabości, z chaosu informacyjnego i z przekonania, iż nasze interesy można spychać na koniec kolejki.

Racja stanu wymaga dwóch zdań wypowiedzianych jednocześnie. Po pierwsze: Ukraina musi obronić się przed rosyjskim imperializmem, bo to leży w interesie bezpieczeństwa Polski. Po drugie: Polska nie może dać sobie odebrać prawa do prawdy o Wołyniu i OUN-UPA. Właśnie dlatego warto przypominać, iż relacje z Ukrainą muszą opierać się na wzajemności, a nie na jednostronnym oczekiwaniu ustępstw od Warszawy.

Tu nie chodzi o wrogość wobec Ukraińców jako ludzi. Taka wrogość byłaby moralnie błędna i politycznie głupia. Chodzi o ocenę decyzji władz, symboli i polityki pamięci. Naród polski ma prawo wymagać szacunku dla swoich pomordowanych. Ma prawo pytać, czy partnerstwo polega na tym, iż jedna strona prosi o pomoc, a druga ma przestać mówić o własnych ranach.

Prezydentura testowana przez presję

Dla Nawrockiego to test prezydentury. o ile ugnie się pod presją komentarzy, iż wszystko jest tylko grą o Konfederację, wyśle sygnał, iż najważniejsze sprawy pamięci narodowej można sprowadzić do marketingu politycznego. jeżeli utrzyma linię, pokaże, iż Pałac Prezydencki nie jest biurem obsługi cudzej wrażliwości.

To nie oznacza zamykania kanałów rozmowy. Przeciwnie. Polska powinna rozmawiać z Kijowem twardo, spokojnie i z jasną listą oczekiwań: zgody na prace poszukiwawcze, ekshumacje, godne pochówki, rezygnacja z symbolicznego wynoszenia UPA, szacunek dla polskiej opinii publicznej. Bez tej listy każde spotkanie będzie tylko dyplomatycznym zdjęciem.

Na tym polega dojrzała polityka narodowa. Pomoc wojskowa i humanitarna nie może być szantażem wobec polskiej pamięci, a pamięć nie może być pretekstem do porzucenia bezpieczeństwa. Polska musi prowadzić własną linię. Nie rosyjską, nie ukraińską, nie brukselską i nie salonową. Własną. Głos narodu w prezydenturze zaczyna się tam, gdzie państwo odmawia wymiany prawdy na święty spokój.

Źródło: Polskie Radio 24, Kancelaria Prezydenta RP, Prezydent.pl, Kancelaria Prezydenta RP

Źródło: Kancelaria Prezydenta RP

Tekst przygotowano z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji. Zasady stosowania AI w redakcji opisujemy na stronie Standardy redakcyjne.
Idź do oryginalnego materiału