Nawrocki na skróty. Jasna Góra, kibice i utrata powagi państwa

5 godzin temu
Zdjęcie: Nawrocki


W polskiej polityce granice symboliczne bywają traktowane jak taśma do przecięcia — im głośniej, tym lepiej. XVIII Ogólnopolska Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców na Jasną Górę stała się kolejną okazją do takiego pokazowego przekroczenia granic. Gdy Karol Nawrocki odpowiedział na okrzyki „czołem panie prezydencie” własnym „czołem kibice”, wielu zobaczyło w tym jedynie sympatyczną wymianę uprzejmości. Marcin Kierwiński zobaczył coś więcej — i trafniej.

„Prezydent Nawrocki przywitał kibiców krzycząc ‘czołem kibice’. Odpowiedzieli: ‘czołem Panie Prezydencie’. Film już skasowano z profilu prezydenta. Być może było im jednak wstyd przed żołnierzami czy policjantami… Gwardia przyboczna Prezydenta?” — napisał Kierwiński na portalu X. W jednym wpisie zawarł diagnozę problemu, który narasta od lat: rozmywanie powagi państwa przez polityczną kokieterię i selektywne operowanie symbolami.

Kierwińskiemu nie chodziło o etykietę dla etykiety. Chodziło o miejsce i rolę. Jasna Góra to przestrzeń sakralna, pielgrzymka — wydarzenie religijne, a prezydent — urząd, który ma łączyć i reprezentować wszystkich obywateli. Gdy głowa państwa wchodzi w emocjonalną grę z jedną, szczególnie głośną grupą, robi to kosztem neutralności urzędu. Okrzyk „czołem kibice” brzmi jak drobnostka, ale w symbolice państwowej drobnostek nie ma.

Obrońcy prezydenta — głównie posłowie Prawo i Sprawiedliwość — próbowali zbyć sprawę żartem albo oskarżeniem o „czepialstwo”. Tymczasem Kierwiński postawił pytanie zasadnicze: czy prezydent ma prawo zachowywać się jak lider trybuny, zwłaszcza w miejscu, gdzie sacrum i państwo wymagają szczególnej powściągliwości? I czy wolno mu potem usuwać nagranie, jakby chodziło o nieudany post, a nie o publiczny gest?

Kasowanie filmu z oficjalnego profilu nie rozwiązuje problemu, tylko go pogłębia. Sugeruje, iż ktoś zrozumiał, iż przekroczono granicę — ale zabrakło odwagi, by to nazwać. Zamiast wyjaśnienia pojawiła się gumka-myszka. Kierwiński, przeciwnie, nazwał rzecz po imieniu, wskazując na dysonans między okrzykami a powagą służb, które strzegą bezpieczeństwa państwa. Prezydent nie ma „gwardii przybocznej” złożonej z kibiców; ma konstytucyjne obowiązki wobec wszystkich.

Krytyka Kierwińskiego jest tym cenniejsza, iż nie uderza w religię ani w samą pielgrzymkę. Uderza w instrumentalizację. W czasach skrajnej polaryzacji prezydentura wymaga tonu wyższego niż stadionowy. To nie jest snobizm — to warunek zaufania. Gdy urząd staje się zakładnikiem emocji jednej grupy, inni czują się wykluczeni. A państwo traci wspólny mianownik.

Nawrocki mógł wybrać inaczej: krótkie, neutralne pozdrowienie, dystans, który nie obraża, i obecność, która nie zawłaszcza. Wybrał bliskość na skróty. Kierwiński przypomniał, iż państwowość nie jest performansem, a symbole — zwłaszcza na Jasnej Górze — nie są rekwizytami. To głos rozsądku w sporze, który nie dotyczy jednego okrzyku, ale jakości życia publicznego.

Jeśli prezydent ma być arbitrem, a nie graczem; strażnikiem wspólnoty, a nie jej frakcji — to rację ma minister, który mówi „stop” tam, gdzie inni klaszczą. Właśnie dlatego warto tę krytykę potraktować poważnie.

Idź do oryginalnego materiału