Polska będzie utrzymywać stosunki transatlantyckie tak długo, jak długo Waszyngton będzie zapewniał jej twardą siłę i zyski – ale Warszawa po cichu buduje europejską bazę bezpieczeństwa na wypadek, gdyby tak się nie stało.
***
Karol Nawrocki nie spieszył się z przyjęciem zaproszenia Donalda Trumpa na czwartkowe spotkanie dotyczące tzw. „Rady Pokoju”. To wahanie było wymowne. Pomimo niezwykle ciepłych relacji między Warszawą a amerykańskim prezydentem, Nawrocki wziął udział w inauguracyjnym spotkaniu, ale nie podpisał karty „Rady Pokoju”.
Viktor Orbán natomiast z dumą i entuzjazmem wykorzystał tę okazję, mając nadzieję, iż gest ten wzmocni jego słabnącą pozycję w kraju – przed wyborami, w których stawka jest wysoka. Nawrocki nie stoi w obliczu żadnej bezpośredniej presji wyborczej. Jednak wybór ten miał znaczenie w dłuższej perspektywie. Jego przyszłość polityczna – a także dalej sięgająca polityka zagraniczna i bezpieczeństwa Polski – zawisły na włosku.
Premier Donald Tusk nie tracił czasu w jasne przedstawienie stanowiska konstytucyjnego. W dosadnym wpisie na X przypomniał, iż przystąpienie do organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm. Rząd, jak oświadczył, będzie działał wyłącznie w interesie narodowym i bezpieczeństwie Polski. „Nie pozwolimy nikomu nami manipulować” – napisał. Przesłanie to było wyraźnym ciosem dla ambicji Nawrockiego – może reprezentować państwo, ale nie może go związać bez zgody rządu.
Wybór, w którym nikt nie wygrywa
Z jednej strony było to kolejne zwycięstwo tandemu Tusk-Sikorski, który od miesięcy próbuje ograniczyć nadużycia Nawrockiego w polityce zagranicznej. Z drugiej strony, oznaczało to dla prezydenta możliwość łagodnego wycofania się. Pełne członkostwo w „Radzie Pokoju” Trumpa wymagałoby wkładu w wysokości miliarda dolarów. Polacy niechętnie wydaliby tak duże pieniądze, a wyborcy raczej nie chcieliby, aby prezydent opróżnił publiczną kasę na coś, co mogłoby okazać się targiem próżności. Zamiast tego Nawrocki uczestniczy w wydarzeniu jako obserwator – zachowując kluczową więź z Waszyngtonem, jednocześnie ograniczając swoją ekspozycję.
To ważne, ponieważ żaden polski przywódca nie może łatwo odrzucić amerykańskiego prezydenta, zarówno z powodów strategicznych, jak i wewnętrznych. Polska opinia publiczna przez cały czas ceni więzi transatlantyckie, zwłaszcza w obliczu zagrożenia ze strony Rosji – mimo iż poparcie dla USA w Polsce (wciąż najbardziej transatlantyckim kraju w Europie) maleje. w tej chwili 57,68% Polaków postrzega USA jako sojusznika lub w pewnym sensie sojusznika, podczas gdy 32,61% uważa, iż nie są one ani przyjacielem, ani wrogiem.
Biorąc pod uwagę, iż Rada koncentruje się na Izraelu i Strefie Gazy, nacjonalistyczny prezydent, taki jak Nawrocki, musi również rozważyć optykę sojuszu z Izraelem, co rezonuje z polską pamięcią historyczną i wewnętrznym zapleczem skrajnej prawicy.
A jednak incydent „Rady Pokoju” w dramacie Polska-Trump obnażył głębszy podział.
Oda do Radości, nie do Wujka Sama
Na razie bezpieczeństwo Polski w dużej mierze opiera się na zobowiązaniach amerykańskich. W miarę jak stają się one coraz bardziej transakcyjne, Polska coraz uważniej analizuje opłacalność takiego porozumienia, zwłaszcza w perspektywie długoterminowej. Niemniej jednak, niedawno rząd Tuska zobowiązał się do przeznaczenia 500 milionów dolarów na nowe bazy USA na terytorium Polski. Uzupełnia to zakup czołgów Abrams, które zostały zakupione wcześniej, a wraz z rozbudową polskich portów – w tym nowych terminali LNG – pozycjonuje Polskę jako centrum energetycznego dla Europy Środkowo-Wschodniej, zaopatrywanego głównie ze Stanów Zjednoczonych. Wiele z tych zobowiązań to po prostu respektowanie wcześniejszych umów.
Warszawa jednak patrzy już w przyszłośc. Zamówienia obronne mówią same za siebie. Do 2023 r. Polska stała się największym zagranicznym nabywcą amerykańskiej broni. Po nich pojawiły się ogromne zamówienia z Korei Południowej. Ostatnio jednak rząd zwrócił się ku Europie, zamawiając trzy szwedzkie okręty podwodne pod koniec 2025 r., dokonując kolejne zakupy od Wielkiej Brytanii i planując dalsze znaczące zakupy od europejskich sojuszników, wraz z szerszymi dwustronnymi umowami o bezpieczeństwie.
Polska po prostu naśladuje innych europejskich aktorów, po cichu budując drugą warstwę bezpieczeństwa pod parasolem NATO. Dwustronne pakty obronne – „NATO w NATO” – od pewnego czasu mnożą się w większości stolic europejskich. Polska podpisała nowy z Francją zaledwie w zeszłym roku. Podobny traktat z Wielką Brytanią ma zostać podpisany już w lutym 2026 r., a w czerwcu z Niemcami pod przewodnictwem kanclerza Friedricha Merza. choćby polska skrajna prawica uważa to za poważną sprawę.
Chociaż w kraju Nawrocki wciąż drażni Tuska na każdym kroku, pozostaje cennym atutem w kręgach transatlantyckich. A wpływy Tuska w sprawach europejskich dają mu przewagę w Waszyngtonie, który uważa Polskę za mocnego gracza, co niedawno publicznie przyznał ambasador USA w Polsce Tom Rose. Obaj polscy przywódcy zintensyfikowali swoje wysiłki na rzecz znalezienia modus vivendi. Pomimo skąpych komentarzy publicznych, Tusk zorganizował wizytę w Pałacu Prezydenckim na zamknięte spotkanie dwustronne z Nawrockim na początku stycznia. Z kolei Nawrocki przyznał, iż zadzwonił do Tuska natychmiast po otrzymaniu zaproszenia do „Rady Pokoju”.
Nie stawiamy wszystkiego na jedną kartę
Polska na razie radzi sobie z dwunożną dyplomacją lepiej, niż oczekiwano. Choć niepotrzebnie wprowadziła europejskich partnerów w błąd co do kierunku swojej polityki zagranicznej – często grając na dwóch różnych fortepianach – wykazała się również wyjątkowym potencjałem do utrzymania równie wpływowej roli zarówno w przestrzeni europejskiej, jak i transatlantyckiej. W przeszłości, gdy krajem rządził skrajnie prawicowy rząd i prezydent, Warszawa była krytykowana za stawianie wszystkiego na jedną (amerykańską) kartę. Teraz, gdy tego nie robi, bezpośrednie cele polityki zagranicznej mogą nie być tak spektakularne jak Fort Trump czy inicjatywa Trójmorza. Mogą się jednak okazać bardziej trwałe – co samo w sobie stanowi wartość w tak chaotycznych czasach.
Prawdziwym testem jest, jak długo ta delikatna równowaga przetrwa. Polska nie może zrezygnować z amerykańskiej ochrony w najbliższej przyszłości, choć wydaje się to nieuniknione, ani nie może sobie pozwolić na całkowite uzależnienie się od niej.
Zwrot Polski wobec Europy jest raczej skromny, ale realny. Odzwierciedla to świadomość, iż potencjał wojskowy, który można gwałtownie kupić i dostarczyć – od europejskich sąsiadów – może stać się cenniejszy w coraz bardziej odizolowanym świecie. Mimo to napięcie polityczne w Polsce między rywalizacją wewnętrzną a zewnętrzną koniecznością prawdopodobnie nie zniknie.
Ostatecznie polscy przywódcy muszą zdecydować, czy zadowolą się współrządzeniem pomimo narastających dysfunkcyjnych sprzeczności, czy też będą gotowi je rozwiązać. Sytuacja na spotkaniu „Rady Pokoju” sugeruje, iż wolą tę pierwszą opcję. Na razie.
—
Foto.: The White House, P20260122DT-0256 President Donald Trump participates in the Board of Peace Charter Announcement and Signing ceremony, cropped by the RPN team, public domain.
—
Opinia została opublikowana 22 stycznia na Visegrad Insight.

2 godzin temu









