Odkąd politycy PiS przeszli do opozycji, trudno wskazać choćby jedną inicjatywę, która skutecznie uderzyła w obecny rząd Donalda Tuska. Teoretycznie „społeczny kandydat” na Prezydenta RP mógłby tej surowej ocenie stanowczo zaprzeczyć, ale tylko teoretycznie. Każdy obiektywny analityk polskiej sceny politycznej wie, iż Karol Nawrocki został kandydatem w ostatniej chwili i pod olbrzymią presją wywieraną na kierownictwo PiS, które bardzo poważnie rozważało wystawienie Przemysława Czarnka. Po drugie Karol Nawrocki wygrał wybory nie dzięki PiS, ale pomimo obciążania grzechami PiS, bo potrafił zrobić to, czego ta partia nie potrafi zrobić do dziś – przyznał, iż były błędy i nie bronił spraw nie do obrony.
Sukcesów brak, ale za to nie ma najmniejszego problemu ze wskazaniem strzałów samobójczych i pozostałych błędów wprawiających w osłupienie choćby najwierniejszych wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Wystarczy podsumować dwa ostatnie tygodnie, żeby załamać ręce. Przez wiele lat tolerowano obecność w klubie PiS Łukasza Mejzy i chociaż w końcu skompromitowany poseł został z usunięty, to parę dni wcześniej bronił go prezes Jarosław Kaczyński i co więcej po usunięciu nie wykluczył, iż Mejza może ponownie trafić na listy wyborcze. Zanim ucichła ta sprawa, do akcji wkroczył Janusz Kowalski, kolejny poseł PiS, może nie z tak bardzo zmęczonym wizerunkiem, jak Łukasz Mejza, ale też stwarzający problemy. Kowalski z PiS odszedł sam i przez kilka dni obszernie przedstawiał powody odejścia, wskazując na lokalne patologiczne układy oraz brak reakcji ze strony władz centralnych.
Gdy się wydawało, iż w najbliższym czasie większych wpadek i katastrof wizerunkowych PiS uniknie, wtedy pojawiła się najnowsza wersja „genialnej strategii”. Po dwóch wetach i dwukrotnym podtrzymaniu weta prezydenta Karola Nawrockiego przez Sejm, klub PiS postanowił złożyć własny projekt ustawy regulującej rynek kryptowalut. Dokładnie rzecz ujmując, to ten projekt niczego nie reguluje, tylko całkowicie likwiduje. PiS chce, żeby na terenie Polski obowiązywał całkowity zakaz handlu kryptowalutami i łatwo wskazać kto wpadł na ten błyskotliwy pomysł. W ostatnim głosowaniu nad wetem prezydenta nie wzięło udziału 17 posłów PiS i na czele tej grupy stał sam prezes Jarosław Kaczyński. Na konferencji prasowej, tuż po głosowaniu, Jarosław Kaczyński tak tłumaczył swoją absencję:
Jeśli chodzi o moje powstrzymanie się od głosowania: ja jestem zwolennikiem jednego rozwiązania, choć nie mam oczywiście żadnej możliwości zrealizowania tego w skali globalnej, to znaczy zakazu kryptowalut.
Za prezesem murem stanął Mariusz Błaszczak i jeszcze kilkunastu najwierniejszych z wiernych, jednak tym razem zabrakło najwierniejszych wyborców, których nie należy mylić z fanatycznymi wyborcami. Głosy krytyczne płyną zewsząd, Donald Tusk i Sławomir Mentzen kpią z PiS, co niespecjalnie dziwi. Surowa recenzja ze strony Mateusza Morawieckiego, to od dłuższego czasu też mało zaskakujące zjawisko, ale obecność Roberta Bąkiewicza w gronie zdecydowanych krytyków powinno kierownictwu PiS dać wiele do myślenia. Jest tylko jeden problem, mianowicie taki, iż kierownictwo PiS od dawna nie myśli i ani myśli myśleć, gdyby było inaczej to tak kardynalne błędy nie zostałby popełnione.
Nieliczna grupa desperatów próbuje wykazać, iż PiS zakazem handlu chce się odciąć od afery Zondacrypto, ale to się oczywiście nie ma prawa udać. Skutek będzie dokładnie odwrotny, PiS się po prostu ośmiesza tym „ruchem do przodu” i pokazuje, iż nie ma pomysłu jak się bronić przed kampanią oszczerstw rozpętaną przez Donalda Tuska. Ostatnia zła informacja jest taka, iż PiS, nie pierwszy zresztą raz, postawił w bardzo trudnej sytuacji prezydenta Karola Nawrockiego i znów prezydent będzie musiał szukać rozwiązania, które chociaż w części przykryje tę kompromitację.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

5 godzin temu








