NATO zaostrza kurs wobec Rosji. Manewry pod Królewcem i Tomahawki w Norwegii

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: NATO zaostrza kurs wobec Rosji. Manewry pod Królewcem i Tomahawki w Norwegii


NATO w drugiej połowie sierpnia przeprowadziło niezapowiedziane działania lotnicze wokół Królewca, przerzuciło lądowe wyrzutnie Tomahawk do Norwegii i zaostrzyło komunikaty o rosyjskiej dywersji. Piotr Szymański z OSW ocenia, iż słowa zostały połączone z ruchem wojsk. Dla Polski oznacza to mocniejsze odstraszanie na Bałtyku, ale też konieczność własnej gotowości obronnej.

Sojusz pokazuje zdolności wokół Królewca

Między 18 a 20 sierpnia nad Polską i Bałtykiem skoncentrowano samoloty wczesnego ostrzegania AWACS, amerykański samolot walki elektronicznej EA-37B oraz myśliwce F-35. Według informacji Wirtualnej Polski maszyny prowadziły działania związane z obserwacją obwodu królewieckiego. NATO nie zapowiedziało wcześniej operacji, a na pytanie redakcji odpowiedziało, iż sojusznicy stale doskonalą swoje zdolności.

Sam ruch lotnictwa nie przesądza jeszcze o trwałej zmianie doktryny. Łączy się jednak z ćwiczeniami na Dalekiej Północy, aktywnością na Grenlandii i Morzu Śródziemnym oraz przerzuceniem do Norwegii lądowych wyrzutni rakiet manewrujących Tomahawk. NATO opisuje ćwiczenia jako podstawowe narzędzie interoperacyjności i gotowości. W obecnej sytuacji mają one również czytelny adres polityczny: Moskwę.

Piotr Szymański, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, nazwał ten kierunek przejściem do "NATO 3.0". W jego ocenie Stany Zjednoczone wymagają od europejskich sojuszników większej odpowiedzialności, a jednocześnie same pozostają czynnie zaangażowane w Europie. W wielu działaniach Amerykanie przez cały czas odgrywają wiodącą rolę.

Twardszy język o rosyjskiej presji

Zmienia się także komunikacja dowództwa JFC Brunssum. Sojusz zaczął wprost wskazywać rosyjską aktywność podwodną na Dalekiej Północy, operacje hybrydowe, naruszenia przestrzeni powietrznej oraz incydenty dotyczące infrastruktury krytycznej w państwach europejskich. To potrzebne odejście od dyplomatycznej mgły. Odstraszanie działa wtedy, gdy przeciwnik rozumie zarówno wolę odpowiedzi, jak i realne możliwości wojskowe.

Wirtualna Polska wymieniła w tym kontekście próby sabotażu infrastruktury energetycznej w Niemczech, drony na lotnisku w Lipsku, udaremnioną próbę sabotażu na Słowacji, pożary w polskich zakładach związanych z produkcją dronów i naruszenia przestrzeni państw bałtyckich. Każdy taki przypadek wymaga osobnego postępowania dowodowego. NATO przedstawia je jednak jako element szerszego środowiska zagrożeń, a nie serię niepowiązanych ciekawostek.

Rosyjskie groźby wobec Sojuszu nie mogą być kwitowane kolejnym uspokajającym komunikatem. Kreml od lat sprawdza, gdzie kończy się cierpliwość Zachodu. Odpowiedź musi być spokojna, przewidywalna i poparta sprzętem.

Polska potrzebuje siły, nie samej osłony

Dla Polski znaczenie tych działań jest bezpośrednie. Obwód królewiecki leży przy naszej granicy, a Bałtyk i przesmyk suwalski należą do najbardziej wrażliwych obszarów wschodniej flanki. Debata o realnym działaniu artykułu 5 NATO nie może kończyć się na deklaracjach solidarności. Potrzebne są plany, zapasy amunicji, obrona powietrzna, rozpoznanie oraz wojska zdolne do szybkiej reakcji.

Twardsza postawa NATO jest korzystna, o ile wzmacnia odstraszanie, a nie zastępuje narodowej odpowiedzialności. Polska nie może oddać bezpieczeństwa w depozyt choćby najważniejszym sojusznikom. Sojusz jest silny wtedy, gdy państwa członkowskie potrafią bronić własnego terytorium i wspólnie odpowiedzieć agresorowi.

Szymański podsumował sens nowego przekazu jako ostrzeżenie dla Rosji, by nie podejmowała działań, których eskalacji nie zdoła później kontrolować. To adekwatny język wobec państwa prowadzącego wojnę na Ukrainie i testującego odporność Europy. Polska powinna ten kurs wspierać, jednocześnie budując własną siłę szybciej, niż rośnie rosyjska presja.

Źródło: WP Wiadomości

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału