Duda rozmarzył się o "prawdziwej przyjaźni" z Trumpem. Ujawnił, kto ich ostatnio umówił

1 miesiąc temu
W rozmowie z "Super Expressem" Andrzej Duda ujawnił kulisy kolacji z Donaldem Trumpem. – Lubimy się i może się to przerodzić w prawdziwą przyjaźń, ale dopiero kiedy odejdziemy z bieżącej polityki – mówił prezydent. Jak się okazuje, istotną rolę w spotkaniu miał mieć szef prezydenckiego gabinetu Marcin Mastalerek.


W minioną środę prezydent Andrzej Duda spotkał się z byłym prezydentem USA Donaldem Trumpem na kolacji. Spotkanie, które wzbudziło w mediach duże emocje, odbyło się wieczorem w Trump Tower na nowojorskim Manhattanie. Jak dotąd, do opinii publicznej docierały jedynie oficjalne (i dość zdawkowe) komunikaty polityków po spotkaniu. Nieco więcej światła na kulisy tego meetingu rzuca nowy wywiad "Super Expressu" z Andrzejem Dudą.



Kulisy spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem


– Powiem tak: cieszę się, iż mogliśmy się spotkać, bo mamy przyjacielskie relacje. Bardzo dobrze wspominam okres współpracy z Donaldem Trumpem. I nie waham się tego powiedzieć: Polska wiele zyskała na tej prezydenturze – powiedział w rozmowie z "SE" prezydent.

Jak wyjaśnił, to podczas prezydentury Trumpa "zapadła decyzja o tym, iż możemy kupić myśliwce F-35 i została zwiększona obecność wojsk amerykańskich w Polsce". Duda podkreślił, iż to również w trakcie jego kadencji podjęto współpracę z Westing House przy budowie elektrowni jądrowej w Polsce. – I wreszcie to wówczas podpisaliśmy wielkie kontrakty gazowe, natomiast Stany Zjednoczone zablokowały ukończenie gazociągu Nord Stream 2 – przyznał.

Spotkanie trwało stosunkowo długo, do czego również nawiązała głowa państwa. – Mieliśmy więc o czym z prezydentem Trumpem rozmawiać przez niemal 2,5 godziny. To było bardzo dobre spotkanie. A spotkaliśmy się akurat teraz ponieważ obaj byliśmy w tym samym czasie w Nowym Jorku – zaznaczył Duda.

"Mieliśmy się spotkać potajemnie?"


Prezydent został również skonfrontowany z krytycznymi komentarzami odnośnie jego wizyty w Trump Tower. Jak zauważył "SE", najwięcej krytycznych głosów dotyczyło nazwanie przez prezydenta spotkania mianem prywatnego. Z drugiej strony, nagrania w mediach społecznościowych jednoznacznie wskazywały, iż obu stronom zależało na nagłośnieniu tego wydarzenia.

– A jak pan sobie to wyobraża? Mieliśmy spotkać się potajemnie? A co by było, gdyby to się przedostało do mediów? Zaraz pojawiłyby się zarzuty o jakichś podejrzanych rozmowach, tajnych konszachtach. Dlatego zależało mi na tym, żeby spotkać się w sposób zupełnie otwarty. Tak jak widuje się z innymi byłymi prezydentami. Z moimi przyjaciółmi i przyjaciółmi polskich spraw m.in. Borutem Pahorem ze Słowenii, Kolindą Grabar-Kitarović z Chorwacji czy Andrejem Kiską ze Słowacji – tłumaczyła głowa państwa.

Duda został również zapytany o słowo "przyjaźń", które w kontekście minionego spotkania z Trumpem padło przynajmniej kilkukrotnie. Co zatem łączy polskiego prezydenta z byłym amerykańskim przywódcą i kontrowersyjnym miliarderem?

– Oczywiście mówię tu o przyjaźni politycznej. Lubimy się i może się to przerodzić w prawdziwą przyjaźń, ale dopiero kiedy odejdziemy z bieżącej polityki – stwierdził w wywiadzie z "SE".

Szklane ściany i "dużo złotego koloru"


Prezydent opowiadał również o bardziej prozaicznych szczegółach wiztyty, choćby o tym, jakie wrażenie zrobił na nim apartament Trumpa. – Przede wszystkim widok z jego okien zapiera dech w piersiach. Patrzeć z wysokości Trump Tower na Nowy Jork, to coś naprawdę robiącego wrażenie. Wrażenie to potęgują szklane ściany dookoła. Człowiek się czuje trochę tak, jakby stał ponad światem – relacjonował Duda, dodając, iż w środku "na pewno jest dużo złotego koloru".

Podczas rozmowy prezydent nawiązał też do szefa swojego gabinetu Marcina Mastalerka. Jak zdradził, to właśnie on miał odegrać istotną rolę w organizacji spotkania z Trumpem.

To... Mastalerek umówił Dudę z Trumpem


– Minister Mastalerek jest absolutnie jednym z najzdolniejszych polityków młodej generacji. Nie przekroczył jeszcze czterdziestki, a już ma ogromne doświadczenie i osiągnięcia. Ma wyjątkowe wyczucie, talent i coś, co można nazwać instynktem politycznym – komentował Duda.

– To właśnie on odpowiadał za organizację mojego spotkania z prezydentem Trumpem. Podczas ostatniej wizyty w USA został specjalnie w Waszyngtonie, żeby spotkać się z najbliższymi współpracownikami prezydenta Trumpa i ustalić wszystkie szczegóły. Pozostaje z nimi w stałym kontakcie. Nie mam żadnych wątpliwości, iż Marcin jest jednym z tych polityków, który będzie odgrywał istotną rolę na polskiej scenie politycznej – podkreślił prezydent.

Spotkanie z Trumpem a pomoc Ukrainie


Spotkanie Dudy i Trumpa zostało skomentowane m.in. przez premiera Donalda Tuska. "Ufam, iż Prezydent w czasie nowojorskiego spotkania skorzystał z rekomendacji polskiego rządu i przedstawił polski punkt widzenia na kwestie bezpieczeństwa. W tych sprawach trzeba nam maksimum zgody i minimum kontrowersji. choćby jeżeli wybieramy różnych rozmówców" – napisał w serwisie X szef rządu.

Należy dodać, iż kilka dni temu Izba Reprezentantów USA przyjęła ustawę pomocową o wartości prawie 61 miliardów dolarów dla Ukrainy. Tym samy ponownie otworzyły się dla Kijowa drzwi do otrzymania bardzo potrzebnej broni w walce z Rosją. Sytuacja na wschodnim froncie jest w tej chwili bardzo trudna. Serwis Politico sugeruje, iż to właśnie spotkanie Dudy z Trumpem mogło przyczynić się do przyspieszenia procesu podejmowania decyzji w Kongresie. Motyw ten akcentuje ostatnio również Prawo i Sprawiedliwość.

Amerykański satyryk żartuje z Dudy


Warto też wspomnieć, iż wizyta polskiego prezydenta w Trump Tower została zauważona nie tylko w rodzimych mediach. I nie tylko w mediach informacyjnych. Wątek 2,5-godzinnej rozmowy Dudy i Trumpa stał się przyczynkiem do licznych żartów w amerykańskim programie satyrycznym The Late Show with Stephen Colbert.



– Podczas pobytu w Nowym Jorku (w związku z procesem - red.) Trump wziął trochę czasu wolnego od sali sądowej, aby ponownie udawać prezydenta, bo wczoraj spotkał się z prezydentem Polski Andrzejem Dudą – stwierdził ironicznie Stephen Colbert, by po chwili zacząć podśpiewywać... znaną w całym USA piosenkę dla dzieci.

Chodzi oczywiście o anglojęzyczny utwór duńskiej grupy The Cartoos zatytułowany "DooDah!", w którym słowa refrenu fonetycznie brzmią tak samo, jak nazwisko polskiej głowy państwa. Amerykański satyryk nie ograniczył się jednak do żartu opartego na homonimii, czyli tożsamym brzmieniu wyrazów, mimo różnicy znaczeń.



Colbert przygotował własną linijkę piosenki, niepochlebną względem polskiego prezydenta. – Który podlizuje się Trumpowi... Duda, Duda... – śpiewał na melodię hitu kinderbali prezenter. Następnie stand-uper zapytał widzów, ile trwało spotkanie Dudy i Trumpa. – Oh, all the doo-dah day? (Oh, naprawdę cały duda dzień? – przyp. red.) – odpowiedział swojej publice pytaniem, wyjętym wprost z piosenki. Był to swoisty komentarz do czasu meetingu, który wyniósł około dwóch i pół godziny, czyli obiektywnie długo.

– W tych czasach, trzeba szukać ubawu, tam, gdzie się da – podsumował Colbert. Jak stwierdził satyryk, Duda to "najnowszy z serii przywódców, którzy ostatnio odwiedzili Trumpa". W poczet wspomnianych polityków prezenter zaliczył "prawicowego i populistycznego" prezydenta Argentyny Javiera Milei oraz węgierskiego prezydenta Victora Orbána.

– Kolejne przypomnienie, iż w tych wyborach zagrożona jest nasza demokracja – dodał na koniec tego fragmentu Colbert. Passus z prezydentem Andrzejem Dudą pojawia się w 3 minucie 11 sekundzie nagrania.

Idź do oryginalnego materiału