Ludzkość płaci coraz wyższą cenę za galopującą zmianę klimatu. Wśród największych katastrof naturalnych 2025 r. te najbardziej dramatyczne zostały wywołane ekstremami pogodowymi. Według wstępnych szacunków agencji Reuters ich koszty ekonomiczne przewyższają 100 mld dol. Krzywda ludzka jest nie do wycenienia.
Cyklony rosną w siłę
Zgodnie z przewidywaniami meteorologów, globalny wzrost temperatury napędza intensywność burz formujących się nad oceanami. Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) twierdzi, iż chociaż liczba tropikalnych cyklonów w ciągu ostatnich stu lat nieznacznie spadła, towarzyszące im opady oraz wiatry są zdecydowanie intensywniejsze.
W 2025 r. skutki tych zmian odczuli przede wszystkim mieszkańcy Azji. W listopadzie Wietnam i Filipiny nawiedził tajfun Kalmaegi z wiatrem sięgającym 210 km/h i rozległymi powodziami, w których zginęło 269 osób. Pod koniec miesiąca nad Półwyspem Malajskim rozwinęła się depresja tropikalna, znana jako cyklon Senyar. W jej wyniku w Tajlandii i Indonezji życie straciło ponad 1 tys. osób – lokalne dobowe sumy opadów sięgnęły 335–400 mm. A w grudniu Indie i Sri Lankę nawiedził cyklon Ditwah, którego śmiertelne żniwo szacowane jest na ponad 600 ofiar – łącznie wskutek burzy ucierpiało ponad 1,5 mln osób.
Wcześniej, w październiku, nad Karaibami przeszedł huragan Melissa, uznany oficjalnie za trzeci najintensywniejszy w historii Atlantyku. Zginęło ponad 100 osób, a niszczycielskie wiatry o sile choćby 295 km/h zrównały z ziemią wyspiarską infrastrukturę. Z kolei wrześniowy tajfun Ragasa spowodował dramatyczne powodzie i osuwiska na Filipinach, w Hongkongu oraz Wietnamie. W Chinach prewencyjnie ewakuowano 2 mln mieszkańców wybrzeża, co pokazuje potencjalną skalę koniecznych działań adaptacyjnych na najbliższe lata.
Przypomnij sobie: Supertajfun nad Filipinami
Ziemia w ogniu
Nie wszędzie problemem był nadmiar wody. Przedłużające się fale upałów w połączeniu z zakłóconym cyklem hydrologicznym były przyczyną katastrofalnych pożarów w Ameryce Północnej, Europie i Australii. Już w styczniu 2025 r. ogień opanował południową część Kalifornii, niszcząc ponad 18 tys. budynków i ponad 23 tys. ha lasów. Zdaniem naukowców z Boston University śmierć z tego powodu poniosło choćby 440 osób.
Latem pożary spustoszyły też Arizonę i Kolorado, zajmując łącznie ponad 110 tys. ha. Ponad 8 mln ha płonęło w kanadyjskich prowincjach British Columbia, Saskatchewan, Manitoba i Alberta – co było drugą największą ogniową katastrofą w historii kraju.
Do największych katastrof naturalnych minionego roku w Europie należał sezon pożarowy w Hiszpanii i Portugalii, który objął swoim zasięgiem ok. 640 tys. ha. W Hiszpanii zniszczeniu uległo 4 tys. km2 lasów, a tysiące osób zostały ewakuowane. W rezultacie cała północno-zachodnia część Półwyspu Iberyjskiego borykała się w sierpniu ze znaczącym pogorszeniem jakości powietrza.
Warto przeczytać: Letnie pożary w południowej Europie
Katastrofy naturalne bywają skryte – susza głodzi po cichu
O cyklonach, powodziach i pożarach czytaliśmy w mediach niemal cały rok. Znacznie mniej publikowano o suszach, które z natury mają charakter długotrwały – w południowej i wschodniej Afryce realizowane są już kolejny rok z rzędu. Pora deszczowa w 2025 r. ponownie zawiodła, a tylko w Somalii 185 tys. osób musiało opuścić miejsce zamieszkania. Widmo klęski głodu z powodu suszy wisi również nad Kenią, Etiopią, Erytreą, Kamerunem i Sudanem.
Największa od 50 lat susza dotknęła Turcji, a bardzo poważny deficyt wodny odnotowano również w południowej i wschodniej części Europy, a choćby na słynących ze słoty Wyspach Brytyjskich.

2 godzin temu