Dziś rano media obiegły kolejne publikacje przekonujące, iż bez imigrantów polska gospodarka „stanie”. Artykuły powołują się na raporty rzekomych ekspertów i wskazują na budownictwo, logistykę, rolnictwo czy gastronomię jako branże, które rzekomo nie byłyby w stanie funkcjonować bez stałego dopływu zagranicznych pracowników. Według przytaczanych danych, w niektórych sektorach udział cudzoziemców rzeczywiście jest znaczący. Warto jednak prześledzić dane historyczne, by zobaczyć, iż mamy do czynienia ze sprytną inżynierią społeczną, której celem jest robicie jednolitej kulturowo Polski.
Najpierw wygnali Polaków, dziś straszą brakiem rąk do pracy i potrzebą ściągnięcia nad Wisłę jeszcze większej liczby migrantów. Za każdym razem społeczeństwo słyszy ten sam przekaz: potrzebujemy jeszcze więcej migrantów, ponieważ inaczej zabraknie rąk do pracy, wzrosną ceny, a gospodarka utraci konkurencyjność. Warto jednak spojrzeć na ten proces z szerszej perspektywy.
Przez 35 lat III RP miliony Polaków opuszczały kraj w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy za granicą. Szczególnie po wejściu do Unii Europejskiej nastąpiła fala emigracji zarobkowej obejmująca głównie ludzi młodych i znajdujących się w wieku produkcyjnym. Kolejne rządy nie były w stanie stworzyć warunków, które skutecznie zatrzymałyby znaczną część tego potencjału ludzkiego w kraju.
Równolegle przez lata prowadzono politykę gospodarczą i społeczną, która nie sprzyjała zakładaniu rodzin i posiadaniu większej liczby dzieci. Rosnące koszty mieszkań, niepewność zatrudnienia oraz coraz trudniejsze warunki ekonomiczne powodowały spadek dzietności. Kryzys pomagały przyspieszać media, które stręczyły Polakom hedonizm, gonitwę za karierą, a rodziny wielodzietne oraz w ogóle macierzyństwo, przedstawiały jako patologię i drogę przez mękę. Dzięki temu wszystkiemu, Polska weszła w kryzys demograficzny, którego skutki są już powszechnie widoczne.
Dziś ci sami eksperci i komentatorzy, którzy przez lata nie traktowali tych problemów jako priorytetu, przedstawiają masową imigrację jako jedyne możliwe rozwiązanie. W przekazie medialnym coraz częściej pojawia się sugestia, iż bez stałego napływu pracowników z zagranicy polska gospodarka nie będzie w stanie funkcjonować.
Można odnieść wrażenie, iż mamy do czynienia z szeroko zakrojoną inżynierią społeczną. Najpierw dopuszczono do sytuacji, w której znaczna część Polaków wyjechała za granicę za lepszym życiem. Następnie przez lata ignorowano lub bagatelizowano skutki katastrofy demograficznej. Kolejnym etapem było otwarcie rynku pracy na coraz większą liczbę cudzoziemców. Dziś natomiast społeczeństwu tłumaczy się, iż bez dalszego zwiększania skali migracji kraj nie będzie w stanie się rozwijać.
Dlatego też zasadne jest pytanie o to, czy masowa imigracja ma być sposobem na trwałe zastępowanie własnego potencjału ludzkiego, którego utratę wcześniej umożliwiła błędna polityka państwa?
Zamiast nieustannie dyskutować o tym, skąd sprowadzić kolejne setki tysięcy pracowników, warto zapytać: dlaczego Polska przez dziesięciolecia nie stworzyła warunków zachęcających własnych obywateli do pozostania w kraju, zakładania rodzin i wychowywania dzieci? Dlaczego nie zakazano lewicowej propagandy antyrodzinnej i antydemograficznej? To właśnie odpowiedź na te pytania może okazać się ważniejsza od wszystkich raportów przekonujących, iż bez imigrantów z „trzeciego świata”, polska gospodarka sobie nie poradzi.
Wszystko wskazuje na to, iż prawdziwym problemem Polski nie jest brak imigrantów, ale brak rządu, który dbałby o polskie sprawy, prowadził skuteczną politykę, która pozwoliłaby wykorzystać potencjał samych Polaków.
Polecamy również: Osadnicy coraz śmielsi. Nowy pogrom na Zachodnim Brzegu

4 godzin temu










