Jak kraj długi i szeroki specjaliści "od 7 Boleści" obwieszczają, a to zwycięstwo Persów, a to klęskę prezydenta USA, a choćby są i tacy którzy wieszczą, iż koniec Stanów jest już tuż, tuż.
Stany Zjednoczone jako jedyny kraj na świecie nie przegrały i nie przegrają żadnej wojny. Mogą – wszak bogatemu nikt nie zabroni – wejść w wojnę, a gdy przyjdzie smutna godzina, to z niej wyjść z przytupem jak z Wietnamu, albo „po angielsku” z soboty na niedzielę jak to było w Afganie. I tyle.
Aby przegrać wojnę koniecznym jest podpisać akt kapitulacji i pokajać się przed zwycięzcą, a nie przypominam sobie, aby coś - takiegoś komukolwiek u 8 miliardów ludzi zaświtało w głowie.
A teraz kilka słów o wojnie z Persami. Fakt, faktem sam gorąco Persom sekundowałem i cieszyłem się z każdej ich siurpryzy, bo czy można potencjalnemu słabiakowi życzyć klęski, nie, nie można, gdyż jego klęska wpisana jest od samego początku w awanturę. Wystarczy jena lufa, bęc i żegnaj się d..pa z majtkami.
Nigdy nie byłem w Iranie bo i po co, ale pamiętam z czasów historycznych, iż co jakiś czas Izraelczycy profilaktycznie bombardowali jakiś tam ośrodek jądrowy. Bombardują, to bombardują, widocznie mają jakieś upodobanie w bombardowaniu, myślałem i na tym koniec.
Ale Persowie jak się okazuje myśleli troszkę inaczej: co oni nam tu krurcze przylatują walą czym popadnie. Wstydu nie mają. I wzięli się Persowie i zdenerwowali, i wybudowali następny ośrodek w kopalnianych sztolniach. I skończyło się babce s...e. Bo można o tej wojnie mówić co się komu podoba, ale mało kto zwrócił uwagę, iż jedyną stroną tej awantury, która jest solidnie przygotowana, to niestety zresztą, ale jest Iran. Tak, tak Persowie przez minione 40 parę lat się przygotowywali do wojny. Kit z okien wydłubywali. Ale budowali rakiety, tysiące rakiet. Ile dokładnie to chyba sami nie wiedzą, ale się uzbroili. Przygotowali jak nikt inny przed nimi, albowiem wiedzieli, iż gdy zacznie się na poważnie, gdy .. przyjdą i nocą kolbami w drzwi załomocą … to trzeba będzie stanąć u drzwi i walić na odlew ile się tylko da i czym się da i Persowie wiedzieli także, iż im akurat nie może zabraknąć kulek. I nie zabrakło! Persowie mają jeszcze czym ciskać, a USA zrobiło krzywy ryj. Mało tego, moim kosmatym zdaniem, to nie Benek namówił Donka, aby zrobić kociubę, ale to Ajatollachy sprowokowali tych dwóch, gdyż wiedzieli, iż każdy dzień gra na ich niekorzyść, iż nigdy Stany nie będą tak kiepsko przygotowane jak teraz. To oni, Persowie wybrali czas i warunki, na których toczy się wojna z całym światem.
Najpierw dali się podpuścić Izraelczykom w Libanie, iż Hesbollach to papierowy tygrys, później Iran ostrzegał Jankesów gdzie spuści rakietę, aby Broń Panie Boże żaden amerykański żołnierz się nie przestraszył, bo byłby się jąkał, a po co komu jąkaty żołnierz, a później jeszcze na koniec negocjował Iran i negocjował, jakby to wszystko było na poważnie, a nie tak dla śmichu, dla kitu.
I Stany Zjednoczone dały się uśpić, Izrael po raz kolejny pewny siebie obudził się z ręką w nocniku, iż nie co 10.000-czna rakieta trafia we w Telawiw, ale co druga, no widział to kto: co za chamstwo walić jak w bęben w wybrany naród.
Tak to było, ale się skończyło. Amerykanie w ulubiony przez siebie sposób, z dnia na dzień ogłosili przerwę w zabawie.
Czy to znaczy, iż nie chcieli wygrać, nie oni chcieli i chcą, ale nie za wszelką cenę. Amerykanie wbrew temu co mówi sam pan doktór Szewko na wschód od bliskiego wschodu, sami z siebie, nieprzymuszeni zatrzymali się, mogli wysłać pół miliona tak jak w Wietnamie, mogli wysłać parę milionów, ale nie wysłali, Prezydent Tramp doszedł do wniosku, iż nie ma sensu pchać dzieciaków pod lufy, wystarczy, iż tych kilku zginęło, a zginęło mniej niż w tym samym czasie ginie amerykańskich żołnierzy w wypadkach czy w bójkach rodzinnych, ale prezydent USA zastopował. Mógł przecież odkluczyć walizeczkę, przekręcić kluczyk co go nosi na szyi i nie byłoby żadnego Iranu, ani rządzonego przez Awanturników, ani prze Duszeńki nasze ukochane. Mógł jednym ruchem ręki wygrać wojnę, ale wolał sprawić euforia milionom głupków sapiącym z radości, iż USA przegrało wojnę.
Jakim trzeba być ostro niedorobionym, aby wierzyć, iż państwo wydające rocznie na zbrojenia tyle co cały świat do kupy razem nie wydaje może przegrać wojną z kimkolwiek, a tym bardziej z jakimiś tam Persami.
Można spytać: czy USA odpuściło? Moim zdaniem nie, nie odpuściło, a sympatyczny Iran po prostu padnie na deski w drugiej rundzie i nie pomoże cucenie, ani wąchanie soli trzeźwiących, trzeba go będzie wynieść z ringu, a sędzia orzeknie: „Umarł w butach” i będzie po herbacie. Będzie mi bardzo, bardzo smutno.
Ps. Kudy nam do Iranu. Rzygać się chce.












