Dobudowa zewnętrznej windy do czteropiętrowego bloku może kosztować orientacyjnie 500-800 tys. zł. Dużo dla mieszkańców jednej klatki. Dla miasta – wydatek, który można rozłożyć na wieloletni program. Tym bardziej iż istnieje finansowanie z oprocentowaniem od 0,15 proc. rocznie i możliwością częściowego umorzenia. Opole już korzysta z takich rozwiązań.
Czwarte piętro ma swoje zalety. Nikt nie chodzi nad głową, widok bywa przyjemny, a schody przez lata zapewniają darmowy trening. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy człowiek chciałby z tego treningu zrezygnować, ale administracja budynku nie przewidziała takiej opcji.
Wystarczy operacja kolana, choroba serca albo zwyczajnie wiek. Wyjście po chleb staje się wyprawą. Wizyta u lekarza wymaga pomocy rodziny. Pies chciałby na spacer, ale nie rozumie, iż jego właściciel musi najpierw odpocząć po poprzednim.
Mieszkanie przez cały czas jest własne. Swoboda wychodzenia z niego – już nie całkiem.
W dyskusjach o seniorach bardzo lubimy aktywność. Zapraszamy na koncerty, spotkania, gimnastykę i wykłady. To wszystko potrzebne. Tylko najpierw trzeba zejść z czwartego piętra, a później jeszcze na nie wrócić.
Kto zapłaci za schody, których zabraknie?
Najprostsza odpowiedź brzmi: mieszkańcy. Najprostsza nie oznacza jednak najskuteczniejszej.
Przy roboczym koszcie 650 tys. zł i dwudziestu mieszkaniach wychodzi po 32,5 tys. zł na lokal. Tyle iż mieszkaniec parteru prawdopodobnie zapyta, dlaczego ma finansować urządzenie, którym nie będzie jeździł. Mieszkaniec pierwszego piętra też może nie poczuć nagłego przypływu entuzjazmu.
Można wygłosić piękną mowę o solidarności. Można choćby dostać brawa. Gorzej z przelewami.
Dlatego warto postawić inne pytanie: czy Opole mogłoby potraktować windy jako zadanie miejskiej polityki senioralnej i przygotować program wsparcia dla spółdzielni oraz wspólnot?
Stadion, drogi i obiekty publiczne wymagają dużych pieniędzy, projektów oraz wieloletniego planowania. Program wind wymagałby tego samego. Jego efektem byłaby bardzo konkretna zmiana: więcej ludzi mogłoby samodzielnie wyjść z domu.
Pieniądze na windy już istnieją
Nie trzeba zaczynać od poszukiwania cudownego konkursu, który kiedyś ogłosi Bruksela.
Bank Gospodarstwa Krajowego prowadzi Fundusz Dostępności. Finansuje on między innymi dobudowę szybu windowego, zakup i montaż windy oraz dostosowanie wejść i dojść do istniejących budynków. Mogą z niego korzystać samorządy, spółki komunalne, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe.
Warunki zasługują na uwagę: oprocentowanie zaczyna się od 0,15 proc. rocznie, okres spłaty może wynosić do 20 lat, a wkład własny nie jest wymagany. W budynkach wielorodzinnych możliwe jest umorzenie do 50 proc. kosztów kwalifikujących się nowych usprawnień. To wymaga spełnienia zasad programu; połowa każdego rachunku nie znika automatycznie.
Pozostaje też kwestia zasadnicza: pożyczkę ktoś musi spłacić. o ile cała odpowiedzialność znowu spadnie na mieszkańców, wrócimy do zebrania wspólnoty i pytania z parteru.
Właśnie dlatego potrzebny byłby udział miasta. Do opracowania pozostaje model wsparcia: kto występuje o finansowanie, jakie koszty pokrywa samorząd i jak ograniczyć obciążenia mieszkańców. BGK dopuszcza łączenie pożyczki z dotacją PFRON lub innym wsparciem publicznym, przy zachowaniu warunków poszczególnych instrumentów.
W Opolu to już działa
Przy ulicy Bytnara Rudego 12 Spółdzielnia Mieszkaniowa w Opolu wymieniła dwie windy, przebudowała szyby i dostosowała wejścia. Wcześniej, choć windy były, dotarcie do nich wymagało pokonania schodów.
Całość prac kosztowała 443,2 tys. zł, z czego 122,6 tys. zł pochodziło z dofinansowania – takie dane publikuje BGK.
To przykład modernizacji wieżowca, więc nie można na jego podstawie wyceniać dobudowy windy przy niskim bloku. Pokazuje jednak, iż finansowanie dostępności jest w Opolu znane i wykorzystywane. Mamy lokalne doświadczenie, od którego można zacząć.
A fundusze unijne? Warto sprawdzić możliwości regionalnego programu i rozmawiać z samorządem województwa. Na razie nie ma tu potwierdzonego konkretnego naboru, z którego można obiecać mieszkańcom pieniądze na masową dobudowę wind. W miejskim planie trzeba opierać się na sprawdzonych instrumentach, a dodatkowych dotacji szukać równolegle.
Najpierw policzyć klatki
Pierwszy etap programu nie wymaga zamówienia stu wind. Wymaga policzenia potrzeb. Ile jest bloków bez wind? Ile mają klatek? Gdzie mieszkają osoby, dla których schody są już poważną barierą? W których budynkach można dobudować urządzenie, zapewniając dostęp od chodnika aż do poziomu mieszkań?
To ostatnie jest szczególnie ważne. Winda zatrzymująca się na półpiętrze może ułatwić życie osobie chodzącej, ale człowiek na wózku przez cały czas zostaje przed schodami.
Do kosztorysu trzeba liczyć klatki, a nie tylko budynki. Jeden długi blok z czterema niezależnymi wejściami może wymagać czterech wind.
Przy przyjętym orientacyjnie koszcie 650 tys. zł za jedną realizację, program wart 20 mln zł rocznie pozwalałby sfinansować około trzydziestu wind. Przez pięć lat – około stu pięćdziesięciu. To rachunek pokazujący skalę, nie gotowy kosztorys dla Opola. Rzeczywiste ceny zależałyby od konstrukcji budynków, projektów i zakresu robót.
Można zacząć od kilkunastu klatek, sprawdzić koszty i organizację, a następnie rozszerzać program. Każdego roku kolejne adresy, kolejne odbiory, kolejni mieszkańcy odzyskujący samodzielność.
Na otwarciu windy prawdopodobnie nie będzie koncertu ani tłumu fotografów. Może przyjdzie kilkanaście osób. Jedna z nich po raz pierwszy od miesięcy wyjdzie sama po zakupy.
I to będzie całkiem dobry powód, żeby przeciąć wstęgę.
Fot. Melonik








