Myśmy wszystko zapomnieli…

myslpolska.info 4 godzin temu

„Mego dziadka piłą rżnęli, myśmy wszystko zapomnieli”

Stanisław Wyspiański „Wesele”

Jak co roku, w dniu 11 lipca wraca pamięć o bestialsko zamordowanych w czasie Rzezi Wołyńskiej – bezprecedensowego aktu ludobójstwa dokonanego przez siepaczy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wtedy bowiem nastąpiła kulminacja zbrodniczych działań tych organizacji, wymierzonych przeciwko ludności polskiej na Wołyniu. W dniu 11 lipca 1943 roku nazwanym później „krwawą niedzielą” oddziały UPA dokonały ataku na 99 polskich miejscowości na terenie Wołynia, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim. Cała akcja była dokładnie zaplanowana i odbywała się pod hasłem; „Śmierć Lachom”. Bandyci wkraczali do wsi i osad, otaczając budynki i uniemożliwiając mieszkańcom drogę ucieczki. Ludność polska była mordowana w szczególnie okrutny sposób – często przy pomocy wideł, siekier, czy też pił do cięcia drewna. Bardzo często podpalano też budynki, do których zapędzano miejscową ludność. Oto kilka przykładów:

  • w Gucinie, w powiecie włodzimierskim – w dniu 11 lipca 1943 roku zamordowano około 140 osób (część mieszkańców spalono w okolicznej kuźni),
  • w Nowinach, w powiecie włodzimierskim – w dniu 11 lipca 1943 roku zabito około 80 osób dzięki siekier i granatów wrzucanych do budynków,
  • w Orzeszynie, w powiecie włodzimierskim – w dniu 11 lipca 1943 roku rozstrzelano, względnie zakłuto bagnetami około 300 mieszkańców,
  • w Sądowej, w powiecie włodzimierski – w dniu 11 września zamordowano około 160 mieszkańców,
  • w Porycku, w powiecie włodzimierskim – w dniu 11 września 1943 roku zamordowano co najmniej 220 osób, (około 100 mieszkańców zginęło w obłożonym słomą i podpalonym kościele).

To tylko niektóre z czystek etnicznych dokonanych podczas „krwawej niedzieli” przez oddziały UPA. Należy pamiętać, iż „krwawa niedziela” była tylko jednym z etapów Rzezi Wołyńskiej, w czasie której zginęło co najmniej 100 000 osób. Ale nie tylko o liczbę tutaj chodzi. Sprawcy masowych zbrodni na Wołyniu wykazywali się bowiem niespotykanym okrucieństwem, które szokowało choćby żołnierzy Wehrmachtu. Zwykle nie kończyło się na strzale w tył głowy, ale ofiary były bestialsko torturowane przed śmiercią, bądź sama śmierć była zadawana w niezwykle bolesny sposób.

Chodziło nie tylko o fizyczną eliminację ludności polskiej, ale zadanie ofiarom maksymalnego cierpienia. Jak wspomniał Jan Michalewski: „Palono całe wsie, rabując dobytek ofiar. Napadnięci ginęli od uderzeń siekierami, przebijani widłami, kosami, przybijani żywcem do domów z wykutymi oczami. W instrukcjach UPA odkryto po wojnie ponad 300 opisanych sposobów tortur dzieci, kobiet i mężczyzn. Śmierć od kuli była najlżejsza i o nią modliły się ofiary, gdy gasły nadzieje na uratowanie życia” [1]. Dr Urszula Szumska, będąca cenionym historykiem i pedagogiem, działającym w powstałym z inicjatywy Stronnictwa Narodowego Komitecie Ziem Wschodnich we Lwowie i badającym zbrodnie dokonane na Wołyniu, odnotowała w swoim archiwum przykłady tortur zadawanych ofiarom przez banderowców, wśród których było między innymi: rozpruwanie brzucha, obdzieranie żywcem ze skóry, wbijanie gwoździ w głowę, wybijanie stawów, wyjmowanie oczu, skalpowanie głowy, odcinanie różnych części ciała, czy też podpalanie [2]. Oczywiście sposobów zadawania ekstremalnego cierpienia ofiar było dużo więcej – siepacze z oddziałów UPA byli w tym zakresie bardzo pomysłowi.

Szokująca jest nie tylko skala, charakter i sposób przeprowadzenia zbrodni na Wołyniu. Szokujące jest także jednoznaczne poparcie obecnych władz Ukrainy dla zbrodniczych formacji odpowiedzialnych za Rzeź Wołyńską i jej przywódców. Kult przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stephana Bandery jest na Ukrainie (zwłaszcza w zachodniej jej części) powszechny, czego potwierdzeniem są ulice i pomniki Bandery, poświęcone mu muzea oraz szkoły jego imienia. Dotyczy to także innych dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii, w tym bezpośrednio odpowiedzialnych za ludobójstwo dokonane na Wołyniu – Romana Szuchewycza i Dmytro Klaczkiwskiego. Znamienne, iż Szuchewycz został w 2007 roku pośmiertnie odznaczony tytułem bohatera Ukrainy, a niedawno komisja lwowskiej rady obwodowej zaproponowała aby rok 2027 ogłosić rokiem Szuchewycza, z okazji 120 rocznicy jego urodzin. Władze niepodległej Ukrainy nie tylko nigdy nie przeprosiły za zbrodnie popełnione w czasie Rzezi Wołyńskiej, ale uznają jej inspiratorów i wykonawców za bohaterów narodowych. Symbolicznym tego przykładem było niedawne nadanie Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „Bohaterów UPA”.

Tym bardziej niezrozumiałe są próby relatywizacji Rzezi Wołyńskiej, bądź też ignorowanie tej straszliwej zbrodni przez polskich polityków W 2013 roku posłowie Platformy Obywatelskiej (z wyjątkiem 10) sprzeciwili się projektowi uchwały Sejmu, w którym Rzeź Wołyńska została nazwana ludobójstwem. Podczas przemówienia w trakcie wydarzeń na Majdanie Jarosław Kaczyński wzniósł używane przez banderowców hasło „Sława Ukrainie!” na co zebrany tłum odpowiedział – „Herojam sława!”. Powtórzył to zresztą potem prezydent Polski Andrzej Duda. Pamiętamy również ówczesną wicemarszałek Sejmu Małgorzatę Gosiewską, fotografującą się z ochotnikami OUN i tłumaczącą, iż bojownicy tej formacji nie są antypolscy, a ich głównym celem jest walka z Rosją. Ten tok myślenie jest obecny do dzisiaj. Całkiem niedawno wiceminister polskiego rządu Andrzej Szeptycki porównał siepaczy z UPA do „żołnierzy wyklętych”. Z kolei eurodeputowany Robert Biedroń odnosząc się do aktu podarcia banderowskiej flagi przez Ewę Zajączkowska-Hernik stwierdził, iż „Putin musi być z niej dumny”.

Czy zatem relatywizowanie zbrodni ukraińskich szowinistów z OUN-UPA i usprawiedliwianie ich współczesnych gloryfikatorów nie jest pluciem na groby ofiar Rzezi Wołyńskiej? Z całą pewnością. Tylko czy odpowiadają za to wyłącznie politycy? Ktoś przecież tych polityków wybrał. Ktoś dał im mandat do pełnienia funkcji publicznych. Ktoś godzi się na to, aby wznosili okrzyki „Sława Ukrainie!” i udzielali nieograniczonej pomocy finansowej gloryfikatorom Rzezi Wołyńskiej. Czy zapomnieliśmy już o mordowanych widłami i siekierami naszych rodakach na Wołyniu? Czy „garstka sprawiedliwych” biorących udział w obchodach rocznic Rzezi Wołyńskiej i przypominając ten przerażający akt ludobójstwa, to nie za mało aby uznać, iż mamy szacunek dla własnej historii i potrafimy zachować pamięć o naszych przodkach?

Michał Radzikowski

[1] Piotr Olejarczyk: „Rzeź na Wołyniu: Śmierć od kuli była najlżejsza” – https/histmag.org,

[2] Paweł Sokołowski: „Ofiary i liczby. Dokumenty zbrodni wołyńskiej o okolicznościach śmierci Polaków” – https:/przystanekhistoria.pl.

Idź do oryginalnego materiału