Jeden prezydent nie żyje, drugi trafił do szpitala, aktualny ogłosił, iż próbowano go zabić
Obecny prezydent Mysłowic nie jest pierwszym włodarzem tego miasta, który twierdzi, iż usiłowano dokonać zamachu na jego życie. A znając historię polityczną grodu legendarnego Mysława, należy sądzić, iż nie jest też ostatnim.
– Ktoś próbował mnie zabić. To nie żart – oznajmił Dariusz Wójtowicz. A ponieważ dziś nie istnieje nic, czego nie ma w mediach społecznościowych, o próbie zamachu na swoje życie opowiedział przed kamerą, następnie nagranie oświadczenia opublikowano w społecznościówkach.
Wstrząśnięci Mysłowiczanie dowiedzieli się, iż ktoś poluzował koła w samochodzie ich prezydenta. Kto? Prezydent nie wie, ale chyba się domyśla. Mówił, iż wcześniej mu grożono. Słyszał wyzwiska. Ktoś miał go szantażować i nachodzić. I to nie tylko jego, ale również bliskie mu osoby, w tym partnerkę.
– Ktoś, kto dobrze wiedział, iż jadę w dalszą trasę, poluzował śruby w kołach mojego samochodu i gdyby nie fakt, iż jeżdżę bardzo ostrożnie, mogłoby dojść do tragedii – podkreślił Wójtowicz.
Z nieoficjalnych informacji wynika, iż czując coś niepokojącego, Wójtowicz podjechał na stację diagnostyczną. Tam okazało się, iż poluzowane zostały śruby w trzech kołach w jego samochodzie. Prezydent Mysłowic zgłosił się na policję i złożył stosowne zawiadomienie o przestępstwie.
Na ile wiarygodna jest ta historia? Na razie nie wiadomo. Wójtowicz nie ujawnił bliższych szczegółów. Tłumaczył to dobrem prowadzonego postępowania. Z pewnością sprawy tej lekceważyć nie wolno.
Kilka dni wcześniej ktoś poluzował śruby w tylnych kołach prywatnego samochodu prezydent Gdyni Aleksandry Kosiorek. Podczas jazdy jedno z tych kół odpadło. Autem jechali wówczas jej mąż i trójka dzieci. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pani prezydent też otrzymywała pogróżki.
W czerwcu ktoś przebił opony w samochodzie Marcina Gołka, wiceprezydenta Poznania. Zdarzyło się to aż dwukrotnie, w dwóch różnych miejscach. Oba te przypadki zostały zgłoszone na policję. Ze względu na charakter uszkodzeń pewne jest, iż działanie było celowe. Śledztwo trwa.
Zabity czy zaszczuty
Mysłowice to dziwne miasto. Ich pierwszy prezydent wybrany w wyborach powszechnych, Stanisław Padlewski, zginął w tajemniczych okolicznościach zaledwie 10 dni po zaprzysiężeniu. Trzeba było ogłosić przedterminowe wybory. Kolejny prezydent Mysłowic, Grzegorz Osyra, został zraniony nożem. Zdarzyło się to jeszcze podczas kampanii wyborczej, gdy Osyra był pełniącym obowiązki prezydentem miasta.
Do dziś nie jest jasne, co się kryło za śmiercią Stanisława Padlewskiego. Oficjalnie przyjęto, iż popełnił samobójstwo. Miał wyjść na balkon i skoczyć z 10. piętra. Była noc, a może bardzo wczesny listopadowy poranek. Skoku i upadku nikt nie widział. Alarm wszczęła dopiero rano żona. Na biurku leżało przemówienie, które prezydent pisał z okazji Dnia Górnika. Nazajutrz miała być sesja.
Padlewski został prezydentem w listopadzie 2002 r. Przed zmianą ustroju należał do PZPR. O stanowisko prezydenta miasta ubiegał się jako kandydat SLD. Dla lewicy to były dobre czasy. Także w Mysłowicach. SLD miał najwięcej mandatów w radzie miasta, no i swojego prezydenta. Padlewski wygrał co prawda w drugiej turze, ale dosyć wyraźnie. Uzyskał 52% głosów. Jego przeciwnik, którym był poprzedni prezydent, otrzymał 47,5% głosów.
Nowy prezydent jeszcze nie zdążył złożyć ślubowania, a już zaczęto go atakować. Oskarżono go o to, iż zamierza pozdejmować krzyże wiszące w mysłowickim magistracie. Warto więc wspomnieć, iż celebrujący mszę żałobną ksiądz tak mówił o nieżyjącym prezydencie: „Stojąc dziś wobec śmierci człowieka, który mówił o sobie, iż w Boga nie wierzy, a jednocześnie w swym życiu potrafił uszanować wiarę drugiego człowieka – to mówię na podstawie własnych doświadczeń – i tak bardzo zatroskany był
Post Mysłowice – miasto zamachów pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

1 dzień temu











