MSZ Rosji neguje sowiecką agresję. Moskwa fałszuje 17 września

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: MSZ Rosji neguje sowiecką agresję. Moskwa fałszuje 17 września


Rosyjskie MSZ 17 września 2026 roku nazwało sowiecką napaść na Polskę „operacją wojskową” i odrzuciło odpowiedzialność ZSRR za agresję sprzed 87 lat. Resort powtórzył narrację o rzekomej ochronie ludności. To próba wymazania paktu Ribbentrop-Mołotow oraz okupacji, która przyniosła Polakom masowe represje.

Rosyjski resort powtarza sowiecką wersję

Komunikat opublikowany na oficjalnym kanale rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych przedstawia wkroczenie Armii Czerwonej na terytorium Rzeczypospolitej jako „operację wojskową we wschodnich regionach Polski”. Moskwa stwierdziła, iż nazywanie jej agresorem nie ma związku z prawdą historyczną. To język dobrze znany z sowieckiej propagandy: przemoc zostaje przemianowana na ochronę, a odpowiedzialność agresora przeniesiona na ofiarę i jej sojuszników.

Rosyjskie MSZ oskarżyło Wielką Brytanię i Francję o stworzenie warunków sprzyjających niemieckiej agresji oraz o niewypełnienie zobowiązań wobec Polski. Następnie obarczyło polskie kierownictwo winą za katastrofę państwa. Krytyka bierności zachodnich aliantów nie zmienia jednak podstawowego faktu. ZSRR nie przyszedł Polsce z pomocą. Zaatakował ją zgodnie z wcześniejszym porozumieniem zawartym z III Rzeszą.

Pakt, którego Moskwa nie chce pamiętać

23 sierpnia 1939 roku Niemcy i ZSRR podpisały pakt Ribbentrop-Mołotow wraz z tajnym protokołem wyznaczającym strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Instytut Pamięci Narodowej wskazuje, iż Stalin, uderzając na Polskę 17 września, wykonał zobowiązania wobec Hitlera. Sowiecka agresja pozwoliła Niemcom przyspieszyć podbój Rzeczypospolitej.

Materiały IPN podają, iż w napaści uczestniczyło około 620 tys. sowieckich żołnierzy, wspieranych przez 5500 wozów bojowych, w tym 4700 czołgów, oraz 3300 samolotów. Pierwszymi celami były strażnice Korpusu Ochrony Pogranicza. To nie są parametry misji humanitarnej. To skala regularnej operacji przeciwko suwerennemu państwu, które od 1 września odpierało niemiecką inwazję.

W rosyjskim komunikacie pominięto niewygodne fakty, w tym współpracę Berlina i Moskwy, okupację polskich ziem oraz represje wobec obywateli Rzeczypospolitej. Według ostrożnych szacunków IPN aresztowania, niewola, wyroki i deportacje dotknęły prawie pół miliona polskich obywateli. Za rzekomym „wyzwoleniem” szły rozbijanie polskich instytucji, sowietyzacja i terror.

Kłamstwo historyczne służy dzisiejszej polityce

Rosyjskie MSZ twierdzi również, iż działania Armii Czerwonej miały uchronić mieszkańców wschodnich ziem Polski przed ludobójstwem. W oficjalnym wpisie mówi o Żydach, Ukraińcach, Białorusinach, Polakach i Rosjanach. Użycie losu wielu narodów jako usprawiedliwienia imperialnego podboju jest szczególnie cyniczne. Sowieckie represje objęły obywateli II Rzeczypospolitej niezależnie od ich pochodzenia.

Ta propaganda nie powstaje w próżni. Władze Białorusi również przedstawiają 17 września jako akt historycznej sprawiedliwości. Moskwa i Mińsk próbują nadać dawnemu imperialnemu językowi rangę współczesnej polityki pamięci. Chodzi o osłabienie polskiej narracji o własnej historii i przyzwyczajenie opinii publicznej do rosyjskiego prawa silniejszego.

Odpowiedź nie może ograniczać się do okazjonalnego oburzenia. Potrzebne są dokumenty, edukacja i konsekwentna dyplomacja. Upamiętnienie zorganizowane przed ambasadą Rosji w Warszawie pokazało, iż sprzeciw może wybrzmieć także w przestrzeni publicznej. Państwo polskie powinno mówić równie jasno na każdym forum międzynarodowym.

Stawką jest bezpieczeństwo współczesnej Polski. Rosja używa historii do uzasadniania stref wpływów i odbierania mniejszym narodom prawa do samodzielnego opisu własnych doświadczeń. jeżeli Warszawa pozwoli zamienić agresję w „interwencję”, odda przeciwnikowi część pola walki informacyjnej. 17 września był sowiecką napaścią. Żaden komunikat rosyjskiego resortu tego nie zmieni.

Źródło: Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Do Rzeczy, Instytut Pamięci Narodowej

Źródło: Do Rzeczy

Idź do oryginalnego materiału