Mróz, deszcz, kolejki. Kubiczek stał się ikoną protestu i bije rekord podpisów pod referendum

11 godzin temu

Od 27 stycznia można go spotkać niemal codziennie na placu Centralnym w Nowej Hucie. Bez względu na pogodę. Kiedy jest siarczysty mróz — stoi. Kiedy pada marznący deszcz — stoi. Gdy ludzie przyspieszają kroku, chowają dłonie do kieszeni i uciekają do klatek schodowych albo kawiarni — on zostaje na zewnątrz. Piotr Kubiczek, krakowski polityk i aktywista, dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy kampanii referendalnej w sprawie odwołania prezydenta Krakowa.

Plac Centralny, dzień po dniu. „Niezłomny” w kampanii referendalnej

W Nowej Hucie mówią o nim krótko: niezłomny. Nie dlatego, iż głośno krzyczy. Raczej dlatego, iż konsekwentnie robi swoje — dzień po dniu, w tym samym miejscu, z tym samym celem. Zbieranie podpisów pod referendum stało się dla niego czymś więcej niż akcją uliczną. To stały punkt na mapie miasta i sygnał: „jestem, możecie podejść, możecie porozmawiać”.

Kolejki do podpisu i jedno słowo: zaufani

U niego naprawdę ustawiają się kolejki – mówi dla KRKnews pracownica z restauracji naprzeciwko, która obserwuje plac Centralny z okna. Ludzie przyjeżdżają z całego Krakowa.
Dopytywana, dlaczego akurat tutaj i dlaczego akurat do niego, odpowiada bez wahania: „Bo po prostu ludzie mu ufają”.

To zdanie pada dziś w Nowej Hucie często. Zaufanie – słowo, które w polityce bywa wyświechtane – w tej historii wraca jak refren. Kubiczek nie jest anonimowym „zbierającym podpisy”. Jest kimś, kogo część mieszkańców już kojarzy, z kim można chwilę pogadać, komu można zadać pytanie, komu można powiedzieć wprost: „popieram” albo „nie popieram”. I wyjść bez poczucia, iż było się tylko numerem na liście.

Rekord 1500 podpisów. Co mówi wynik z Placu Centralnego.

Z czasem plac Centralny zaczął działać jak magnes. Przychodzą ci, którzy chcą podpisać, ale też ci, którzy chcą zobaczyć, czy rzeczywiście „ten Kubiczek” stoi codziennie. I widzą: stoi. Dlatego dla zwolenników referendum stał się ikoną protestu — człowiekiem, który nie znika po pierwszym medialnym szumie, tylko bierze na siebie ciężar najprostszej, najbardziej żmudnej roboty.
W liczbach wygląda to jeszcze mocniej. Kubiczek — wraz z pomagającymi mu wolontariuszami — od początku zbiórki zebrał ponad półtorej tysiąca podpisów. Wynik rekordowy na tle innych punktów i osób zaangażowanych w akcję. To nie jest „kilka kartek”. To setki rozmów, setki krótkich spotkań w biegu, setki decyzji podejmowanych tu i teraz: podejść czy nie podejść, podpisać czy nie podpisać. Dla organizatorów referendum to jasny sygnał, iż emocje wokół sprawy nie są tylko internetową burzą. Dla przeciwników — ostrzeżenie, iż kampania ma twarz, determinację i realną mobilizację w terenie. A dla mieszkańców? Dla wielu to po prostu prosty obrazek z miasta: człowiek na mrozie, z teczką i długopisem, który codziennie wraca w to samo miejsce.

W polityce często wygrywa ten, kto potrafi narzucić tempo. W kampanii referendalnej tempo wyznaczają nie tylko konferencje i oświadczenia, ale też ci, którzy stoją na ulicy, gdy inni wolą przeczekać. Piotr Kubiczek właśnie w ten sposób buduje swoją pozycję — cierpliwie, konsekwentnie, „na nogach”. I wygląda na to, iż dla sporej grupy krakowian to wystarcza, żeby podejść, ustawić się w kolejce i złożyć podpis.

Od AWF do polityki: skąd mieszkańcy kojarzą Kubiczka

Kubiczek nie jest postacią anonimową dla lokalnej debaty. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie, pracował jako handlowiec i nauczyciel wychowania fizycznego, a od lat prowadzi własną działalność gospodarczą. W przeszłości próbował sił w polityce: w 2015 roku bez powodzenia kandydował do Sejmu z list KWW Kukiz’15, a w 2018 roku z tego samego środowiska ubiegał się o mandat w Sejmiku Województwa Małopolskiego. W życiorysach wyborczych podkreślał również, iż jest podporucznikiem rezerwy Wojska Polskiego, a także społecznikiem i wolontariuszem.

Pomoc uchodźcom: jadłodajnia i magazyny darów w Krakowie

Jego nazwisko pojawiało się także w kontekście działań pomocowych po wybuchu wojny w Ukrainie. W Krakowie działały prowadzone z jego udziałem inicjatywy wsparcia uchodźców, w tym jadłodajnia oraz magazyny darów przy ul. Kalwaryjskiej i ul. Piłsudskiego, skąd przekazywano potrzebującym żywność, odzież i podstawowe wyposażenie.

SPP, drobni kupcy i SCT: miejskie spory, w których zabierał głos

W sporach o kierunek miejskiej polityki transportowej i organizację przestrzeni Kubiczek stawał po stronie rozwiązań, które — jak przekonywał — nie uderzają w mieszkańców i lokalny handel. Sprzeciwiał się likwidacji miejsc parkingowych w obszarze Strefy Płatnego Parkowania, bronił interesów drobnych kupców, a także krytykował pomysł utworzenia Strefy Czystego Transportu.

Demokracja bezpośrednia, sceptycyzm wobec euro. Twarde deklaracje

W warstwie ideowej akcentował hasła zwiększenia wpływu obywateli na decyzje polityczne: opowiadał się za demokracją bezpośrednią, przy jednoczesnym sprzeciwie wobec przyjęcia euro.
Swoją motywację do wejścia w sprawy publiczne tłumaczył bez ogródek: „Bo nie mogłem już słuchać, jak niektórzy radni odmieniali słowo mieszkańcy we wszystkich przypadkach i udawali szczere zainteresowanie ich problemami”. Dziś te deklaracje mają bardzo konkretną formę – codzienną obecność w terenie i zbiórkę podpisów, która na Placu Centralnym stała się jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów tej kampanii.

(PB)

Idź do oryginalnego materiału