"Bez wątpienia Wenezuela nie stanowiła żadnego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych" - oświadczył wiceprzewodniczący Rady Federacji Rosyjskiej Konstantin Kosaczow. Zdaniem rosyjskiego polityka, ataki "nie mają żadnych podstaw merytorycznych".
Moskwa reaguje na ataki w Wenezueli. "Nie stanowiła zagrożenia"

W godzinach porannych światowe agencje poinformowały o wybuchach słyszalnych w stolicy Wenezueli, Caracas. Doniesienia, po kilkudziesięciu minutach, potwierdzone zostały przez lokalne władze.
Przywódca kraju Nicolas Maduro zdecydował o ogłoszeniu stanu wyjątkowego, a także postawienia armii w stan najwyższej gotowości.
Wybuchy w Wenezueli. Pierwsze reakcje z Moskwy
Wydarzenia z Wenezueli natychmiast spotkały się z reakcją polityków z całego świata. Komentarz w tej sprawie opublikował w mediach społecznościowych Konstantin Kosaczow, wiceprzewodniczący Rady Federacji Rosyjskiej.
"Bez wątpienia Wenezuela nie stanowiła żadnego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych - ani militarnego, ani humanitarnego, ani karnego, ani narkotykowego (co ostatnio potwierdza wyspecjalizowana agencja ONZ" - napisał.
"Dlatego obecna operacja wojskowa, jak również działania przeciwko Wenezueli w ostatnich dniach i tygodniach, nie mają żadnych podstaw merytorycznych" - dodał.
W dalszej części wpisu rosyjski polityk wyraził przekonanie, iż większość państw świata skrytykuje władze Stanów Zjednoczonych.
"Jestem przekonany, iż globalna większość zdecydowanie zdystansuje się od ataku na Wenezuelę i potępi go. Globalna mniejszość będzie musiała stawić czoła druzgocącym katuszom, które na nowo zdefiniują wartości i interesy, albo nieodwołalnie porzucą je na śmietnik w obliczu geopolitycznych interesów sojuszu transatlantyckiego" - podkreślił.
Artykuł aktualizowany...
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


1 miesiąc temu









