

Jak prawdopodobnie pamiętamy D.Trump niedawno powiedział, iż nie „lubi Hiszpanii”, gdyż ta nie akceptuje awanturniczej polityki prezydenta USA wobec Iranu i nie udostępnia lotnisk, a także nie chce przeznaczać większej części swego budżetu na zakup amerykańskiej broni.
Niekontrolowane i sterowane, współczesne „wędrówki ludów”, to znakomity sposób do destabilizowania sytuacji społeczno-gospodarczej w poszczególnych krajach. W rezultacie manipulowanie sytuacją polityczną i rządami wybranych państw.
Globalistyczni psychopaci korzystają z migracyjnego narzędzia dla własnych celów cynicznie i bardzo efektywnie..
PZ
„Tysiące ludzi, głównie z Maroka i Algierii szturmowało od rana hiszpańską eksklawę Ceuta na afrykańskiej ziemi. Według hiszpańskich mediów, w ciągu kilku ostatnich dni do miasta dostało się 1500 osób. Sytuacja w Ceucie jest tragiczna. Ośrodki recepcyjne są przepełnione, a migranci śpią na ulicach. Wieczorem rząd Hiszpanii podjął decyzję o mobilizacji wojska w celu wsparcia funkcjonariuszy Gwardii Cywilnej odpowiedzialnych za kontrolę granic z Marokiem.
Nagrania z czwartkowego szturmu migrantów o Ceutę zalały media społecznościowe. Widać na nich, jak niekończący się sznur ludzi (głównie młodych mężczyzn) ciągnie do płotu granicznego miasta, wskakuje do wody i płynie na drugą stronę. Do szansy na lepsze życie.”
”Bitwa o Ceutę. Tysiące migrantów, rząd mobilizuje wojsko
„Szef lokalnych władz w Ceucie zaapelował o ogłoszenie stanu wyjątkowego po tym, jak migranci z Maroka przedostali się w sposób niekontrolowany przez granicę do tej hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej.
W czwartek (30 lipca) rzecznik Gwardii Cywilnej poinformował, iż migranci „masowo przedostają się od strony morza” przez falochron Tarajal, który stanowi morskie przedłużenie bariery granicznej.
W ostatnich dniach do hiszpańskiej Ceuty dotarło około 1,5-2 tysięcy migrantów z Maroka – podała państwowa telewizja TVE. Ich liczba przekroczyła możliwości miasta w zakresie zapewnienia im opieki i zakwaterowania”
Tysiące migrantów przekroczyło granicę w Ceucie w Afryce Północnej. „Kryzys humanitarny i społeczny”
„Granica w Ceucie stanowiła sito w piątkowy poranek dla tysięcy Marokańczyków. Pomimo licznej obecności wojska i Gwardii Cywilnej na przejściu granicznym po stronie hiszpańskiej, organy ścigania nie interweniowały ani razu.
Niektórzy migranci, z niedowierzaniem machali im i dziękowali, gdy biegli w kierunku centrum miasta i dzielnic bliższych granicy, takich jak El Príncipe.
„Kocham Maroko!” wykrzyknął młody mężczyzna w biegu, uświadamiając sobie, iż jest na hiszpańskiej ziemi. „Ale mój kraj musi się zmienić. Kocham Hiszpanię!” dodał przed kilkoma żołnierzami, idąc pieszo w kierunku magazynów Parku Przemysłowego Tarajal, pierwszej części Ceuty graniczącej z Marokiem.
Wczesnym rankiem rozegrały się tam dramatyczne sceny, gdy niektórzy migranci, niepewni, w którą stronę iść, wspinali się na mury o wysokości około piętnastu metrów, prowadzące do ulicy, do której można dotrzeć również pieszo.
Wielu z nich pytało, czy są już w Hiszpanii, czy przez cały czas w ojczyźnie. Nie mogli uwierzyć, iż pomimo znacznych środków bezpieczeństwa zarządzonych przez rząd hiszpański, mogli wkroczyć do miasta tak łatwo i bez oporu.
Chociaż tysiące osób wciąż przybywa, mniejszość wraca wpław tym samym odcinkiem wybrzeża, którym wpłynęła do Ceuty.
Setki dzieci spędziły noc na kilku ulicach parku przemysłowego Tarajal, leżąc na ziemi, tekturach, foliach, a choćby na samym asfalcie. Jeden z nich, 13-letni Mohamed z Tetuanu, zapytał reportera, kiedy opieka społeczna da im coś do jedzenia lub picia.
„Moi rodzice nie wiedzą, iż tu jestem. Przyjechałem z wieloma przyjaciółmi” – powiedział. Zapytany, czy chce wrócić do Maroka, stanowczo odmówił. „Niech żyje Ceuta, przyjacielu! Chcę być Hiszpanem takim jak ty. W moim kraju jest tylko głód”.
W tej ogromnej i niezliczonej grupie nieletnich znajdowały się dzieci z miast na południu sąsiedniego kraju, takich jak Casablanca i Rabat. „Przyjechaliśmy autobusami i taksówkami zbiorowymi” – powiedział 10-letni Adam.
Chaos w Ceucie
Noc w Ceucie była chaotyczna. Setki osób spały w parkach, na ławkach i stacjach benzynowych. Według doniesień mieszkańców i lokalnej prasy, doszło do kilku napadów rabunkowych, choć nie ma oficjalnego potwierdzenia.
Tysiące Marokańczyków wędrowało po mieście, prosząc o doładowanie telefonów komórkowych, kupując jedzenie w barach lub próbując wymienić pieniądze na euro, ponieważ wielu miało przy sobie tylko dirhamy, oficjalną walutę Maroka. Niektórzy mieli krwawe rany i siniaki na stopach, rękach i nogach.
Młody mężczyzna, zaledwie 20-latek, w wciąż przemoczonych ubraniach, podszedł do dziennikarza i pokazał mu prawą dłoń. Niebieskim długopisem widniał napis „Loma Colmenar”. Szukał kogoś w tej dzielnicy Ceuty. Powiedział, iż udzieli im schronienia. Kilka sekund później odszedł bez pożegnania, z zamyślonym wzrokiem.
Ze wzgórz w pobliżu granicy widać było kilka kłębów dymu unoszących się znad terytorium Maroka. W Castillejos noc była pełna zamieszek. Kilka pojazdów zostało spalonych, a kilka nadbrzeżnych posterunków wojskowych zostało zaatakowanych, według relacji kilku mieszkańców tego marokańskiego miasta, z którymi rozmawiał EL MUNDO.
Do tej pory Gwardia Cywilna odnalazła ciała 19 migrantów, którzy zginęli, próbując dopłynąć do autonomicznego miasta. O godzinie siódmej rano w piątek para nurków Gwardii Cywilnej szukała kolejnych ciał w pobliżu falochronu dzielącego oba kraje, otoczonego morzem pontonów. Zostały one porzucone przez tych, którzy już dotarli do Ceuty.”
(wybór i tłum. PZ)












