Pamiętacie lanie polskich kobiet metalowymi pałkami, napaści policjantów na spokojnych ludzi? A teraz morderstwo białej kobiety w USA przez agentów ICE to efekt działania takich samych politycznych środowisk jak PiS, Konfederacja i Korona. Idziemy w stronę zamordyzmu!
Historia rzadko krzyczy. zwykle ostrzega szeptem. A kiedy wreszcie podnosi głos, bywa już za późno. Dlatego każdy sygnał, iż władza zaczyna marzyć o „porządku” zaprowadzanym siłą, powinien zapalać czerwone światło. Bo porządek narzucany pałką i pistoletem zawsze kończy się tak samo: strachem, ofiarami i bezkarnością sprawców. W Stanach Zjednoczonych opinię publiczną wstrząsnęły doniesienia o śmierci 37-letniej kobiety podczas brutalnej interwencji federalnych służb migracyjnych. Niezależnie od szczegółów tej sprawy jedno jest pewne: kiedy państwowe formacje zbrojne zaczynają działać agresywnie, w atmosferze ideologicznej wojny i „polowania na wrogów”, granica między egzekwowaniem prawa a przemocą wobec cywilów bardzo gwałtownie się zaciera. To nie jest wyłącznie problem USA. To ostrzeżenie – także dla Polski.
Wyobraźmy sobie kraj, w którym do władzy dochodzi mieszanka polityczna złożona z PiS, Konfederacji i Korony. Ludzie, którzy od lat karmią swoich wyborców wizją oblężonej twierdzy, wrogów narodu, zdrajców, „elementu”, który trzeba „uciszyć”. Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun – każdy z nich na swój sposób codziennie wprowadza język wykluczenia, pogardy i przemocy symbolicznej. A przemoc symboliczna zawsze jest tylko rozgrzewką przed przemocą realną. Co wtedy? Uzbrojeni, agresywni funkcjonariusze – albo „patriotyczne” bojówki działające na granicy prawa – biegające po ulicach w poszukiwaniu „wrogów ludu”. Wyciąganie ludzi z samochodów, z mieszkań, z demonstracji. Strzały „przypadkowe”, „ostrzegawcze”, „bo tak wyszło”. A potem konferencje prasowe, na których władza mówi, iż „funkcjonariusze działali w stresie”, iż „sytuacja była dynamiczna”, iż „to była konieczność”.
Brzmi jak political fiction? Niestety, to jest podręcznik historii. Europa zna to aż za dobrze. Każdy faszyzm zaczynał się od języka. Od wskazania wroga. Od przyzwolenia na „twardsze metody”. Od przekonania, iż „oni nie są tacy jak my”, więc nie zasługują na pełnię praw. Potem przychodzili uzbrojeni ludzie, pewni, iż stoją po adekwatnej stronie dziejów. I zawsze kończyło się to trupami cywilów, nigdy „wrogów”, którzy mieli być celem. Polska nie jest na to odporna. Już dziś widzimy, jak łatwo część polityków flirtuje z autorytaryzmem, jak chętnie podważa niezależność sądów, mediów, organizacji społecznych. Jak często służby stają się narzędziem politycznej demonstracji siły, a nie neutralnym aparatem państwa. Wystarczy jeszcze jeden krok: pełne ideologiczne przyzwolenie na brutalność.
Dlatego nie chodzi tu o straszenie. Chodzi o trzeźwe spojrzenie na mechanizmy, które znamy z historii i współczesności. Państwo, które uczy swoich obywateli nienawiści, prędzej czy później wyposaży kogoś w broń i da mu poczucie bezkarności. A wtedy ofiarą może paść każdy – nie dlatego, iż jest winny, ale dlatego, iż znalazł się „po złej stronie”.
To ostrzeżenie nie jest antyamerykańskie ani antykonserwatywne. Jest proobywatelskie.

1 dzień temu








![NOWY WIŚNICZ- BOCHNIA. Ostatnie pożegnanie śp. Marii Serafińskiej-Domańskiej [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/01/IMG-20260109-WA0004-1.jpg)

