Morawiecki zaorał Mentezna, Mentzem zmiażdżył Morawieckiego, a wygrał Tusk!

2 godzin temu

Poważna polityka tym się różni od piaskownicy, iż zajmują się nią dorośli ludzie, ale we współczesnych czasach niestety dominuje piaskownica, choćby wśród polityków, którzy ubiegali się lub pełnili najwyższe funkcje. W cyklu „Piwo z Mentzenem”, co samo w sobie z powagą ma kilka wspólnego, pojawił się były premier Mateusz Morawiecki, żeby zmierzyć się z byłym kandydatem na prezydenta. Pewnie to „spotkanie tytanów” miałoby znacznie większy oddźwięk, ale niestety w Radomiu doszło do katastrofy lotniczej, w dodatku tragicznej, bo zginął wybitny pilot major Maciej “Slab” Krakowian.

Komentarze związane z tą tragedią nie było zbyt mądre, ale to raczej norma w Internecie, podobnie jak wskazywanie zwycięzcy w politycznych starciach i tu też było żadnych zaskoczeń. Zwolennicy Sławomira Mentzena unosili w górę ręce i krzyczeli, iż ich idol zmiażdżył Mateusza Morawieckiego, z kolei fani Morawieckiego triumfowali i miotali „zaoraniem”. Gdyby ktoś się w tym wszystkim pogubił albo zatracił, to warto przypomnieć z czym tak naprawdę mieliśmy do czynienia, poza piaskownicą. Otóż starli się ze sobą dwaj liderzy partii prawicowych, które to partie nie mają najmniejszych szans na samodzielne przejęcie władzy. Co więcej ich odrealnione cele, czyli w przypadku Konfederacji wyprzedzenie w sondażach PiS, a w przypadku PiS uzyskanie 40 proc. poparcia, to populistyczna karma dla fanatycznych elektoratów.

Jedyna możliwość na zdobycie władzy w aktualnych warunkach politycznych, a te z pewnością nie zmienią się znacząco w najbliższych dwóch latach, to koalicja PiS i Konfederacji. Gdyby politycy po obu stronach byli poważni, to z pewnością ostatnia rzecz, jaka przyszłaby im do głowy, to karczemne pyskówki przy piwie. Teoretycznie spotkanie miało podłoże merytoryczne, w końcu poruszano ulubione tematy Morawieckiego i Mentzena: podatki, zatrudnienie, biznes, słowem finanse i gospodarkę. W rzeczywistości było to jednak nic innego jak wzajemne okładanie się doktrynami, przeplatane tym, co kto kiedyś powiedział i jak się zbłaźnił przeciwnik. Miał w tej wymianie swoje dobre momenty Mentzen i takie same miał Morawiecki, ale nic pożytecznego z całkowicie jałowej wymiany zdań nie wyniknęło. Panowie mogliby się spotkać, wręcz powinni, ale tylko i wyłącznie w jednym celu, aby omówić strategię odbicia władzy Donaldowi Tuskowi i jego ekipie.

Zamiast poważnej, odpowiedzialnej polityki, Polacy zobaczyli kolejne starcie politycznych kogutów, na szczęście nie była to zbyt liczna grupa widzów. Podtrzymywanie nastrojów bojowych nie jest niczym złym, tak się buduje potencjał partii, ale gdy zamiast budowania niszczy się porozumienie, które jest jedyną szansą na uwolnienie Polski od fatalnych rządów Donalda Tuska, to nie ma się z czego cieszyć. Jeszcze gorsza informacja jest taka, iż kilka wskazuje, aby przyszło opamiętanie i na pewno będzie dochodziło do kolejnych spięć, a szczyt konfliktu nastąpi w kampanii wyborczej, być może po skróconej kadencji Sejmu. Optymiści twierdzą, iż PiS i Konfederacja po wyborach się dogadają, ale znając historię wojen na prawicy po 1989 roku nie ma wielu podstaw do takich proroctw.

Podobny scenariusz miał zaistnieć w 2005 roku, gdy całe grona politologów i samych polityków zapewniało, iż powstanie POPiS i wreszcie naprawdę skończy się komunizm. Zamiast POPiS-u od 20 lat mamy świętą wojną pomiędzy tymi formacjami i nie da się wykluczyć nowej wojny pomiędzy PiS i Konfederacją. Kto kogo zaorał i zmiażdżył nie ma najmniejszego znaczenia, bo w tym pojedynku jedynym zwycięzcą jest Donald Tusk i jego rząd, najsłabszy w dziejach III RP. jeżeli te podstawowe fakty w końcu nie dotrą do dwóch największych partii prawicowych, to nie będzie to ostatnie zwycięstwo Donalda Tuska, ale początek nowej serii zwycięstw.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału