Morawiecki zabiera ludzi z PiS: „Zostaliśmy wypchnięci

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Morawiecki zabiera ludzi z PiS: „Zostaliśmy wypchnięci


Mateusz Morawiecki po raz pierwszy tak otwarcie mówi o rozstaniu z Prawem i Sprawiedliwością. W sobotę w Telewizji Republika były premier przekonywał, iż na polskiej prawicy nie ma już jednego ośrodka władzy, a jego nowe środowisko zostało z partii Jarosława Kaczyńskiego „wypchnięte". Za tymi słowami stoi realne pęknięcie obozu, który przez lata uchodził za monolit.

Koniec z jednym ośrodkiem

Morawiecki nie ukrywał, iż traktuje odejście jako punkt zwrotny. „Nie ma dzisiaj hegemona na polskiej prawicy. Musimy uczyć się współpracować", mówił, opisując nową sytuację jako układ kilku równorzędnych sił. Były premier stanął na czele stowarzyszenia „Rozwój Plus". Jak sam wyliczał, do formacji przeszło czterdziestu posłów, jeden senator i trzej europosłowie. Jarosław Kaczyński mówił z kolei o około trzydziestu trzech posłach, którzy zrezygnowali z członkostwa w partii. Sama rozbieżność w liczbach pokazuje, jak świeża i sporna jest ta rozgrywka.

Spór w rodzinie, ale front pozostaje

Lider „Rozwoju Plus" starał się złagodzić wymowę rozłamu. Napięcia wewnątrz prawicy nazwał sporami rodzinnymi, które da się z czasem opanować. Zupełnie inaczej ustawił relację z obozem rządzącym. „Spory z koalicją rządzącą, z rządem Donalda Tuska, to jest obrona Polski przed dewastacją", oświadczył. W ten sposób sygnalizował, iż rozejście z Kaczyńskim nie oznacza rozejmu z Tuskiem. To raczej otwarcie nowego frontu przy zachowaniu starego.

Ultimatum, którego nie podpisał

Bezpośrednim tłem wydarzeń było ultimatum postawione przez kierownictwo PiS. Termin podpisania deklaracji lojalności wobec partii upłynął w czwartek o północy. Morawiecki i grupa polityków wokół niego dokumentu nie złożyli. To właśnie ten moment były premier opisał najmocniejszym obrazem. Mówił, iż partii amputowano jedno zdrowe płuco, a jego ludzi wypchnięto poza szeregi. Zapewniał przy tym, iż potrafi rządzić i wie, jak wygrywać z Donaldem Tuskiem.

Jak doszło do rozłamu

Napięcie w PiS narastało od miesięcy. Spory o rozliczenie wyborczych porażek, o kształt programu i o pozycję samego Morawieckiego przybierały na sile, aż kierownictwo zażądało od posłów pisemnej deklaracji lojalności. Dla części klubu był to warunek nie do przyjęcia. Odmowa podpisania stała się formalnym początkiem rozejścia. Powstanie stowarzyszenia „Rozwój Plus" oznacza, iż mówimy już nie o frondzie wewnątrz partii, ale o osobnym ośrodku z własnymi strukturami i reprezentacją w Sejmie oraz w Parlamencie Europejskim.

Rachunek przed wyborami

Stawką jest układ sił przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. Prawica, która przez lata funkcjonowała wokół jednego lidera, wchodzi w fazę rywalizacji kilku podmiotów. Dla Kaczyńskiego to groźba utraty monopolu na reprezentowanie prawicowego wyborcy. Dla Morawieckiego to zakład o to, iż zdoła zbudować wiarygodną alternatywę, zanim rozczarowanie samym podziałem zniechęci elektorat. Historia uczy, iż rozłamy na polskiej prawicy rzadko kończyły się sukcesem tych, którzy odchodzili.

Co to znaczy dla prawicy

Dla narodowego wyborcy rachunek jest prosty i niewygodny. Podzielona prawica to słabsza prawica, a każdy rozłam w tym obozie liczony jest w Kancelarii Premiera jako zysk. Morawiecki próbuje przedstawić rozejście jako naturalną pluralizację, w której kilka ośrodków może rywalizować, a potem współdziałać. Kaczyński widzi w tym samym procesie dezercję i osłabienie. Czy z tego pęknięcia wyłoni się realna konkurencja programowa, czy tylko kolejna personalna wojna, rozstrzygnie się już poza studiem Telewizji Republika.

Źródło: Bankier.pl

Idź do oryginalnego materiału