Morawiecki wycofuje się na z góry upatrzoną pozycję

9 godzin temu

Czy w Polsce jest przestrzeń do budowania kolejnej partii? Jeśli poszukamy odpowiedzi w Krakowie, to zobaczymy 36 proc. poparcia dla Łukasza Gibały. Nie jest to polityk z czystą partyjną kartą, co paradoksalnie uwypukla tęsknotę wyborcy za alternatywą. Wiadomo, iż wybory lokalne mają swoją specyfikę i charakterystykę, która odbiega o specyfiki wyborów ogólnopolskich, niemniej jednak Krakowianie wyrazili tęsknotę za czymś innym niż kompletnie jałowa wojna polaryzacyjna. I ten wskaźnik z pewnością da się przełożyć na całą Polskę, bo niemal w każdym sondażu co najmniej 5 proc. wyborców nie wie na kogo zagłosuje.

Wydaje się, iż to są idealne warunki do budowania nowej partii i taką próbę ostatnio podjął Mateusz Morawiecki. Na starcie notowania jeszcze nie partii, ale stowarzyszenia Rozwój Plus, nie robiły wielkiego wrażenia, ale dawały nadzieję na sukces. Wynik w granicach 7 proc. pewnie nie jest szczytem marzeń, niemniej jednak pozwala wprowadzić partię do Sejmu, ale żeby tak się stało to muszą być wypełnione co najmniej dwa warunki. Po pierwsze trzeba założyć partię i chociaż to wydaje się oczywiste, w przypadku Rozwoju Plus już takie oczywiste nie jest. Sam Mateusz Morawiecki wbrew wcześniejszym zapowiedziom oświadczył, iż na razie partii nie zakłada, za to zamierza rozbudować ruch społeczny. Po drugie trzeba utrzymać poparcie powyżej progu, a najlepiej podnieść ten słupek znacznie wyżej i z tym Rozwój Plus też ma problemy.

Trend sondażowy Rozwoju Plus to w najlepszym razie stagnacja, ale jak się dobrze przyjrzeć, to stagnacja zamienia się w spadki. Nie jest to dobry sygnał dla nowej inicjatywy i jeżeli powodem odłożenia projektu partyjnego jest właśnie ten stan rzeczy, to taka decyzja jest co najmniej wątpliwa. Do wyborów pozostał rok i jeżeli nie teraz, to kiedy Mateusz Morawiecki zamierza bić się o swoje miejsce na scenie politycznej i w Sejmie? Inny poważny problem jest taki, iż najwięcej szumu wokół Rozwoju Plus pojawiło się przy rozłamie PiS i później przy wyborze wicemarszałka Sejmu. Poza tym Mateuszowi Morawieckiemu i jego ludziom nie udało się przebić z żadną inicjatywą, a choćby komunikatem. Stara prawda polityczna głosi, iż nie ważne, co o tobie mówią, ważne jest, żeby nazwiska nie przekręcali. O Rozwoju Plus praktycznie w ogóle się o nim nie mówi, a i nazwa niekoniecznie się utrwaliła w świadomości elektoratu.

Jeśli najnowszy komunikat jest unikiem, czy wręcz ucieczką od budowania partii, to trudno się spodziewać zmiany trendu w sondażach, jeżeli już to Rozwój Plus pójdzie w dół. Hamletyzowanie nie jest mile widziane przez wyborców i słusznie, bo kto jak nie polityk musi pokazać, iż wie czego chce i co ważniejsze potrafi zrobić to, czego chce? Mateusz Morawiecki jako jedyny odważył się postawić Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego zgubnej strategii, utworzenie trzeciego co do wielkości klubu w Sejmie, także jest niemałym osiągnięciem, ale gdy się nie idzie za ciosem, to się ciosy zbiera. Najbardziej brutalne ciosy Rozwój Plus zbiera ze strony PiS i cele tych ataków są jasne.

W pierwszej kolejności Nowogrodzka chce przekonać wyborców, iż ruch Morawieckiego nie ma żadnej przyszłości i błąka się poniżej progu wyborczego. Prawdę mówiąc trochę się to udaje i jest gruntem pod drugi cel, którym są powrotne transfery polityczne z Rozwoju Plus do PiS. Parę takich transakcji już przeprowadzono, kolejne są zapowiadane i jeżeli skala będzie większa, to uda się też zrealizować trzeci cel, czyli powrót skruszonego stowarzyszenia na łono partii matki. Podobne scenariusze w przeszłości były przerabiane, chociażby w przypadku Zbigniewa Ziobry i Solidarnej Polski. Jak będzie tym razem, to jeszcze za wcześnie wyrokować, ale na pewno nowa formacja musi działać progresywnie, a nie asekuracyjnie, jeżeli chce się utrzymać na powierzchni. W tym kontekście decyzja Mateusza Morawieckiego jest całkowicie niezrozumiała.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału