Morawiecki przyznaje się do pandemicznych błędów

3 godzin temu

Wszyscy mamy problemy z magicznym słowem i wcale nie chodzi o „abrakadabrę”. Przyznać się do błędu i przeprosić to wyższa szkoła jazdy, praktycznie nieobecna w przestrzeni publicznej, a już na pewno łatwiej znaleźć źródło na pustyni, niż polityka kajającego się przed obywatelami. Ala raz na jakiś czas zdarza się taki cud, iż zakwita kwiat paproci, który zakwitnąć nie może, gdyż paproć posiada zarodniki.

Cud wydarzył się na antenie Polsatu, podczas wywiadu z byłym premierem Mateuszem Morawieckim, w programie „Dobry wieczór, Polsko”. Formuła programu jest złożona, w pierwszej części wywiad prowadzą dziennikarze: Bartłomiej Maślankiewicz i Joanna Miziołek, w drugiej gość odpowiada na pytania widzów dzwoniących do studia i właśnie w tej części padło sakramentalne pytanie. Politolodzy do dziś się spierają, co było główną przyczyną utraty władzy przez PiS i dominującej hipotezy nie ma, ale w całej grupie przyczyn zawsze pojawia się pandemia i najłagodniej mówiąc niezbyt przemyślane decyzje, jakie były w tamtym czasie podejmowane.

Do klasyki absurdu przeszło zamykanie lasów, wielu Polakom ciągle brzmią też w uszach kuriozalne słowa ówczesnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego: „To nie jest czas na utrzymywanie czy poprawianie kondycji fizycznej. To nie jest czas na maszerowanie przez wiele kilometrów i trenowanie biegów”. Dzwoniący do studia widz zapytał Mateusza Morawieckiego o tamten podły czas, gdy władza nieustannie straszyła pomorem miliony Polaków. Odpowiedź byłego premiera była zaskakująca, bo do tej pory w PiS obowiązywał jeden wielki kłamliwy przekaz, iż wszystko było cudownie i rząd Zjednoczonej Prawicy doskonale sobie poradził z tym kryzysem.

Za politykę covidową w dużym stopniu odpowiadało całe nasze kierownictwo i Rada Medyczna. Ja się od tego, broń Boże, nie uchylam, bo byłem wówczas premierem rządu, ale zarówno ja, jak i wszyscy politycy, z wyjątkiem ministra zdrowia, my się wtedy nie znaliśmy zupełnie na sprawach epidemii, chorób zakaźnych, no to pytaliśmy, co robić Radę Medyczną, która bardzo ostro straszyła pokotem ludzi leżących na ulicach, jak w Hiszpanii, ludzi grzebanych w grobach masowych jak we Włoszech, brakiem lekarzy, jak we Francji – powiedział Morawiecki.

– Dobrze rozumiem, iż powie pan premier, iż popełniliście jakieś błędy wtedy? – zapytał Bartłomiej Maślankiewicz.

– Oczywiście, jak najbardziej. Ja przecież o tym mówiłem wielokrotnie. I lepiej się uderzyć w pierś, choćby o ile to grono fachowców decydowało o tym – odpowiedział premier.

Takie słowa, nigdy nie przeszły przez usta prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, chociaż był pytany wiele razy o ewidentne błędy popełnione przez rząd PiS. Do ekspiacji Mateusza Morawieckiego można mieć zastrzeżenia, choćby dlatego, iż pobrzmiewa tam „to nie my, to Rada Medyczna nam kazała”, ale „uderzanie się w pierś” to mimo wszystko rzadkość, którą warto odnotować. Czy te przeprosiny zostaną przyjęte przez wyborców? Na pewno nie należy się spodziewać masowej euforii, radykalny elektorat „antycovidowy” to bardzo specyficzna grupa i tam w zasadzie nie ma litości, ani wybaczenia, za to jest zaszczepiony Grzegorz Braun, który na tym temacie ciągle zbija polityczny kapitał. Bardziej umiarkowani wyborcy, szczególnie wyborcy PiS, mogą jednak ten gest docenić, co w walce o duszę „ludu pisowskiego” ma swoje znaczenie.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału