Karol Nawrocki nie przebierał w słowach podczas spotkania na Podkarpaciu. Prezydent rzucił Senatowi i rządzącej koalicji wyzwanie, domagając się zgody na referendum o unijnej polityce klimatycznej i wytykając władzy koszty, którymi obciążani są Polacy. Czy twarda retoryka głowy państwa przełoży się na realną presję na obóz rządzący?
Wyzwanie rzucone izbie wyższej
W Dębicy prezydent mówił ostro i bez dyplomatycznych ozdobników. Ogłosił, iż złożył drugi wniosek o referendum w sprawie Zielonego Ładu, a następnie zwrócił się wprost do Senatu, który wcześniej odrzucił jego pierwszą propozycję. Rzucił hasło: „Chcieliście nowe pytanie, jest nowe pytanie. Dajcie wypowiedzieć się narodowi". W jego ustach spór o formę pytania zamienił się w zarzut, iż elity boją się oddać głos obywatelom w fundamentalnej sprawie.
Rachunek za politykę klimatyczną
Prezydent oparł swoje wystąpienie na twardych liczbach. Wskazywał, iż polskie przedsiębiorstwa płacą za energię znacznie więcej niż konkurencja w Europie Zachodniej. Według przywołanych przez niego danych megawatogodzina prądu kosztuje w Polsce około 252 euro, podczas gdy w Niemczech jest to 237 euro, we Francji 166, a w Hiszpanii 158. Do tego dochodzi system handlu emisjami ETS oraz zapowiadany kolejny mechanizm, ETS2, który ma objąć transport i ogrzewanie budynków. W narracji prezydenta to prosty przepis na drożyznę uderzającą w domowe budżety.
Zarzut wobec rządu
Najostrzej Nawrocki potraktował pomysły resortu odpowiedzialnego za klimat. Jak relacjonował, ministerstwo proponuje, aby Polacy przez cały czas płacili zielone podatki ETS, tylko z rachunków te opłaty mają zniknąć. Prezydent uznał to za sztuczkę księgową, a nie realną ulgę. Zaapelował z mocą, aby nie każcie ludziom płacić kosztów polityki Zielonego Ładu. Krytykę rządu budował na zderzeniu deklaracji o taniejącej energii z realnymi obciążeniami, które według niego mają zostać jedynie ukryte przed obywatelami.
Stawka polityczna sporu
To już druga odsłona tej samej batalii. Pierwszy wniosek Senat odrzucił w maju, uznając pytanie za sugerujące odpowiedź. Teraz prezydent proponuje neutralne brzmienie: „Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?", oraz konkretną datę głosowania, niedzielę 27 września. Twarda retoryka na Podkarpaciu ma budować wrażenie, iż po jednej stronie stoi prezydent gotowy zapytać naród, a po drugiej rząd i Senat, które ten głos blokują.
Podkarpacki grunt dla ostrej mowy
Ostre słowa padły w miejscu, gdzie mają szansę wybrzmieć najmocniej. Podkarpacie to region rolniczy i przygraniczny, dla którego ceny energii oraz koszty produkcji nie są tematem z zachodnich salonów, ale elementem codziennego rachunku ekonomicznego. Prezydent, mówiąc o drożyźnie wywołanej polityką klimatyczną, trafiał w realne obawy słuchaczy. Właśnie dlatego zdecydował się przedstawić konkretne kwoty zamiast ogólnych haseł. Twarda mowa liczb miała pokazać, iż w jego ocenie spór o Zielony Ład to nie ideologia, ale pieniądze wyjmowane z portfeli zwykłych rodzin.
Kto zapłaci polityczny rachunek
Ostry ton z Dębicy to element szerszej strategii. Prezydent ustawia się w roli obrońcy portfeli Polaków wobec unijnych regulacji, spychając rządzących do defensywy. jeżeli Senat ponownie odrzuci wniosek, Nawrocki zyska argument, iż koalicja lekceważy obywateli. jeżeli ustąpi, jesienna kampania referendalna stanie się polem próby dla całego obozu władzy. Podkarpackie spotkanie pokazało, iż prezydent zamierza prowadzić ten spór językiem konkretnych rachunków, a nie ogólników o klimacie.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP















