Ministerstwo: umowy cywilnoprawne w handlu nie dają pracodawcom furtki. Ale kto to sprawdzi?

56 minut temu
Zdjęcie: Shopping cart in a busy Brazilian supermarket aisle with blurred background.


Pracownicy handlu zgłaszali to samo: szef każe przychodzić w trzy grudniowe niedziele, a na pytania o przepisy odpowiada, iż umowa zlecenia to osobna bajka. Posłanka Paulina Matysiak zapytała ministerstwo czy nowe przepisy o ograniczeniu pracy w grudniu dotyczą tylko etatowców, czy wszystkich? Właśnie przyszła odpowiedź.

Skąd te sygnały?

Gdy w grudniu 2025 roku wchodziły w życie przepisy o wolnej Wigilii i ograniczeniu liczby grudniowych niedziel handlowych do dwóch, do biura poselskiego Pauliny Matysiak zaczęły płynąć niepokojące sygnały. Pracownicy sklepów — często zatrudnieni na umowach zlecenia, nie na etacie — mówili o grafikach obejmujących wszystkie trzy niedziele. Pracodawcy powołowali się na prosty argument: jesteś zleceniobiorcą, Kodeks pracy cię nie dotyczy, więc przepisy o limitach niedzielnej pracy też nie.

Posłanka zapytała ministrę rodziny, pracy i polityki społecznej, jak to adekwatnie jest — i kto ma pilnować, żeby prawo nie stało się martwą literą.

Ministerstwo: żadnej furtki nie ma

Odpowiedź ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk jest w tej kwestii jednoznaczna. Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele obejmuje nie tylko pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, ale również „zatrudnionych” — a to pojęcie ustawa definiuje szeroko: każda osoba fizyczna wykonująca pracę w placówce handlowej na podstawie umów prawa cywilnego, w tym skierowana do pracy tymczasowej.

Ministerstwo wprost odrzuca twierdzenie, iż pracodawcy mogą powoływać się na rodzaj umowy, by ominąć limit dwóch grudniowych niedziel. Takie ominięcie — jak stwierdza pismo — jest po prostu nieuprawnione. Prawo chroni wszystkich wykonujących pracę w handlu. Forma umowy nie ma znaczenia.

Brzmi jak dobra wiadomość. I w zasadzie jest — bo potwierdza, iż pracownicy na zleceniu mają te same prawa co etatowi. Problem w tym, co dalej.

Inspekcja podlega Sejmowi, nie ministrowi

Na pytanie o to, jak ministerstwo zamierza zapewnić przestrzeganie tych przepisów w praktyce, Dziemianowicz-Bąk daje odpowiedź, której nie sposób uznać za satysfakcjonującą — choć formalnie jest poprawna. Nadzór nad przestrzeganiem ustawy o ograniczeniu handlu należy do Państwowej Inspekcji Pracy. PIP podlega Sejmowi, nadzoruje ją Rada Ochrony Pracy. Minister rodziny nie ma w tym zakresie odpowiednich uprawnień.

Inaczej mówiąc: ministerstwo wyjaśnia, jak prawo brzmi — ale egzekwowanie tego prawa leży poza jego zasięgiem.

Jest zmiana w PIP — ale czy wystarczy?

Ministerstwo informuje przy okazji o nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, którą prezydent podpisał 2 kwietnia 2026 roku. Zmiana wzmacnia PIP między innymi o możliwość prowadzenia kontroli opartych nie tylko na zgłoszeniach czy planach, ale też na analizie ryzyka wystąpienia nieprawidłowości. To oznacza, iż inspekcja będzie mogła działać proaktywnie — bez czekania, aż ktoś złoży skargę.

Czy to rozwiąże problem? Nie wiadomo. Pracownicy handlu, którzy bali się ujawnić swoje dane pracodawcy, nie zawsze mają komfort, by zgłaszać naruszenia z imienia i nazwiska. Skala działania sieci handlu w Polsce — z tysiącami placówek i setkami tysięcy pracowników, często na różnych formach zatrudnienia — sprawia, iż choćby sprawna inspekcja nie jest w stanie skontrolować wszystkiego.

Co z resztą pytań?

Posłanka pytała również o to, czy ministerstwo dysponuje danymi na temat skali stosowania umów cywilnoprawnych jako sposobu omijania ograniczeń. Odpowiedź na to pytanie w piśmie nie pada. Ministerstwo nie przedstawiło też planu ewentualnego doprecyzowania przepisów.

Idź do oryginalnego materiału