Są sytuacje, które trudno komentować bez odrobiny ironii. Oto Polska od miesięcy słyszy, iż powinna przekazywać Ukrainie kolejne partie sprzętu wojskowego, bo stawką jest bezpieczeństwo regionu, solidarność i wspólna walka z rosyjską agresją. Tymczasem okazuje się, iż choćby w przypadku obiecanych myśliwców MiG-29 pojawiają się zastrzeżenia dotyczące ich stanu i poziomu dostosowania do współczesnego pola walki.
Ukraina uważa, iż MiGi za darmo to dla niej już za mało. o ile niedawne słowa wiceministra obrony Pawła Zalewskiego rzeczywiście oddają oczekiwania strony ukraińskiej, to mamy do czynienia z sytuacją co najmniej osobliwą. Polska ma nie tylko oddać samoloty ze swoich zasobów, ale wcześniej jeszcze wydać własne środki na ich modernizację. Dopiero wtedy dar stanie się wystarczająco atrakcyjny.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż logika tej sytuacji została postawiona na głowie. Wyobraźmy sobie zwykłą, życiową sytuację. Sąsiad przychodzi i mówi, iż potrzebuje samochodu. Ty odpowiadasz: „Dobrze, mam auto, oddam ci je za darmo”. Na co sąsiad stwierdza: „Świetnie, ale najpierw wymień opony, zrób remont silnika, zamontuj klimatyzację i nowy system multimedialny. Oczywiście na swój koszt”.
Większość ludzi uznałaby taką postawę za przejaw wyjątkowej bezczelności. Tymczasem w polityce międzynarodowej najwyraźniej niektórzy próbują przedstawiać podobne oczekiwania jako coś całkowicie normalnego.
Polska od początku wojny przekazała Ukrainie ogromne ilości uzbrojenia, amunicji i sprzętu wojskowego. Wiele z tych dostaw odbywało się kosztem własnych zdolności obronnych, które później trzeba było odbudowywać za miliardy złotych. Polscy podatnicy już zapłacili bardzo wysoką cenę za pomoc dla Kijowa.
Dlatego tym bardziej dziwi ton, w którym coraz częściej pojawiają się kolejne oczekiwania. Zamiast wdzięczności słyszymy, iż sprzęt jest za stary. Zamiast uznania dla poniesionych kosztów pojawiają się sugestie, iż należałoby jeszcze więcej dołożyć. Zamiast partnerskiej rozmowy pojawia się podejście przypominające reklamację złożoną przez wymagającego klienta. A przecież Ukraina nie kupuje tych samolotów. Nie negocjuje kontraktu handlowego. Nie płaci za usługę modernizacji. Mówimy o sprzęcie przekazywanym nieodpłatnie.
Można oczywiście zrozumieć wojskowe argumenty dotyczące skuteczności uzbrojenia. Każda armia chce otrzymywać sprzęt jak najlepszy. Problem zaczyna się wtedy, gdy oczekiwania przestają uwzględniać fakt, kto ponosi koszty i kto faktycznie składa ofiarę.
Relacje między państwami powinny opierać się na wzajemnym szacunku. o ile jeden kraj od lat przekazuje pomoc wartą miliardy, to nie powinien być traktowany jak serwis techniczny zobowiązany do ciągłego podnoszenia standardu darmowych dostaw.
Być może nadszedł moment, aby polskie władze, jeżeli rzeczywiście są polskie, zaczęły stawiać prostą zasadę: pomoc jest dobrowolnym wsparciem, a nie usługą premium z pakietem bezpłatnych usprawnień. Bo jeżeli ktoś otrzymuje prezent i narzeka, iż nie jest wystarczająco luksusowy, to problem nie leży w jakości prezentu, ale w skali jego roszczeń.
NASZ KOMENTARZ: Odpowiedzią na bezczelność Ukraińców powinien być ban na wszelką pomoc, plus „nagły remont” hubu logistycznego w Rzeszowie. Gwarantujemy, iż kijowskim banderowcom Zełęnskiego błyskawicznie wróci zdrowy rozsądek i szacunek dla sąsiada.
Polecamy również: Kto chciał śmierci rosyjskiego karykaturzysty?

2 godzin temu










