Na Placu Piłsudskiego w Warszawie odbyła się kolejna miesięcznica smoleńska. Jarosław Kaczyński zapowiedział powołanie nowych instytucji mających chronić praworządność i demokrację przed siłowym przejmowaniem państwa, a spór wokół pamięci o Smoleńsku znów pokazał, jak głęboko rozbita jest polska polityka.
Miesięcznica, pamięć i polityczny spór
Comiesięczna modlitwa i uroczystość przy pomniku smoleńskim na Placu Piłsudskiego 10 sierpnia 2026 r. znów nie była spokojnym aktem pamięci. Jak relacjonowała Wirtualna Polska, wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego było zagłuszane przez kontrdemonstrantów, a prezes PiS odpowiedział mocnymi słowami pod adresem osób zakłócających uroczystość.
To nie jest drobny incydent z politycznego kalendarza. Miesięcznica smoleńska od lat pozostaje sporem o pamięć państwową, o prawo rodzin ofiar do publicznego upamiętnienia i o to, czy tragedia z 10 kwietnia 2010 r. może zostać wypchnięta z narodowej świadomości jako kłopotliwy temat. W katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, Maria Kaczyńska, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, dowódcy wojskowi, parlamentarzyści i przedstawiciele państwa.
Dlatego każda próba sprowadzenia tego dnia do awantury ulicznej uderza w coś więcej niż w jedną partię. Uderza w elementarny porządek państwowy. Państwo, które nie potrafi ochronić miejsca pamięci i spokojnej uroczystości, wysyła obywatelom prosty sygnał: emocje politycznej ulicy mogą być silniejsze niż godność narodowej żałoby.
Zapowiedź nowych instytucji
Najmocniejszy fragment wystąpienia dotyczył przyszłych zabezpieczeń prawnych. Według relacji Interii, Kaczyński mówił, iż po zmianie władzy mają powstać instytucje, które uniemożliwią takie działania jak przejmowanie telewizji czy prokuratury. WP podała, iż prezes PiS użył roboczej nazwy "straż praw".
To brzmi jak zapowiedź twardej odpowiedzi na doświadczenie ostatnich lat, zwłaszcza po 13 grudnia 2023 r., gdy prawica zaczęła mówić o siłowym rozmontowywaniu instytucji przez obóz Donalda Tuska. W tle jest też szerszy spór o to, czy państwo ma być stabilnym dobrem wspólnym, czy łupem dla tych, którzy akurat przejmują władzę i uznają, iż cel polityczny usprawiedliwia brutalną metodę.
Dla obozu narodowo-konserwatywnego sprawa jest zasadnicza. Suwerenność nie zaczyna się od wielkich deklaracji w Brukseli ani od przemówień w kampanii. Zaczyna się od realnej zdolności państwa do obrony własnych instytucji, własnej pamięci i własnego prawa. Bez tego Polska staje się miękka wewnętrznie, podatna na presję z zewnątrz i rozgrywana przez silniejszych.
Smoleńsk jako rana państwa
Kaczyński ponownie odniósł się do odpowiedzialności za katastrofę smoleńską i do roli Rosji. DN pisał już o działaniach prokuratury w sprawie rosyjskich kontrolerów w tekście o listach gończych za 43 Rosjanami w związku z katastrofą smoleńską. To istotny kontekst, bo pamięć o Smoleńsku nie jest wyłącznie kwestią symboli. Dotyczy bezpieczeństwa państwa, odpowiedzialności instytucji i relacji z Rosją, która od lat prowadzi wobec Polski politykę presji, kłamstwa i zastraszania.
W tej sprawie trzeba zachować powagę. Nie wolno zamieniać tragedii w plemienny spektakl. Ale powaga nie oznacza milczenia. Naród ma prawo pytać o prawdę, a państwo ma obowiązek chronić pamięć ofiar i egzekwować szacunek dla miejsc, które są częścią polskiej historii najnowszej.
Właśnie dlatego miesięcznica smoleńska pozostaje politycznie żywa. Nie dlatego, iż ktoś chce wiecznej awantury. Dlatego, iż zamknięcie sprawy bez poczucia elementarnej sprawiedliwości zawsze będzie rodziło opór.
Prawica szuka narzędzi państwowych
Wystąpienie Kaczyńskiego wpisuje się również w bieżące napięcia na prawicy. W ostatnich miesiącach prezes PiS próbował porządkować przekaz obozu po przegranych i wewnętrznych tarciach. DN odnotowywał już, iż Jarosław Kaczyński wskazywał Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera, co pokazuje, iż w tle trwa szukanie formuły powrotu do władzy.
Zapowiedź "straży praw" ma sens tylko wtedy, gdy nie będzie partyjną dekoracją. o ile ma chronić państwo, musi opierać się na jasnym prawie, kontroli sądowej i odpowiedzialności konkretnych urzędników. Prawica nie może odpowiedzieć na bezprawie własną dowolnością. Musi odpowiedzieć porządkiem.
Stawką jest coś bardzo praktycznego. Dla Polaków oznacza to pytanie, czy po każdej zmianie rządu instytucje będą przejmowane jak zdobycz, czy wreszcie zostaną obudowane tak, aby żadna władza nie mogła ich łamać dla partyjnego interesu. Państwo narodowe potrzebuje siły. Ale siła bez prawa gwałtownie staje się kolejną odmianą chaosu.
Źródło
Fakt, Interia, Wirtualna Polska, Goniec.











