MIchalkiewicz: Dobro ze zła

goniec.net 7 godzin temu

Ach, ileż dobrego można wyciągnąć ze zła! Tak właśnie uważał bohater znakomitej książki Roberta Penn Warrena “Gubernator”, którą – kiedy jeszcze miałem zajęcia ze studentami nauk politycznych – polecałem im jako lekturę, podobnie jak “Mateusza Bigdę” Juliusza Kadena-Bandrowskiego.
– Zamiast czytać nudne wypociny obłąkanych docentów, co to zrzynają jeden od drugiego, zasypując biblioteki makulaturą, a o polityce nie mają bladego pojęcia – lepiej przeczytajcie te powieści o władzy – to więcej się dowiecie o polityce, niż z tych nudnych wypracowań.

Więc gubernator Willy Stark właśnie uważał, iż dobro można robić ze zła z tej prostej przyczyny, iż zła jest wszędzie pod dostatkiem, podczas gdy dobra trzeba szukać ze świecą. Nie wiem, jak na ten pogląd zapatrują się uczeni teologowie – ale czy do nich można mieć zaufanie? Odkąd teologia stała się dyscypliną akademicką, adepci muszą uważać, by nie dopuścić się plagiatu, więc wymyślają coraz bardziej oryginalne koncepcje – a z tego rodzą się herezje.
Na przykład dzisiaj jest rozkaz, iż tacy, dajmy na to, Żydowie, mają własną “szybką ścieżkę” zbawienia, w związku z czym nie ma potrzeby ich nawracać, tylko trzeba prowadzić z nimi “dialog”, to znaczy – nie tyle może “z nimi”, co z tak zwanym “judaszyzmem”, wskutek czego co bardziej postępowe jednostki już same nie wiedzą, w co powinny wierzyć. Na przykład pan Kamil Sipowicz z powagą informuje, jak to pewien jegomość “leczący energią”, przekazał leżącej na łożu śmierci Korze tę energię zdalnie – od czego ona aż podskoczyła. Nie od rzeczy będzie dodać, iż pan Sipowicz jest absolwentem filozofii, która też jest dyscypliną akademicką, podobnie jak studia genderowe.

Wróćmy jednak do wydobywania dobra ze zła. Oto aresztowany został “były książę” Andrzej – ale wśród postawionych mu “zarzutów” nie ma nic o panienkach, tylko o tajnych dokumentach, jakie miał przekazać Epsteinowi. To oczywiście bardzo źle – ale czyż dzięki temu nie mamy dowodu i to “twardego”, iż Epstein tak naprawdę był agentem Mosadu, a panienki, to była tylko taka przykrywka? Oto ilustracja, jak dobro rodzi się ze zła – bo poznanie prawdziwej natury misji Epsteina poszerza naszą wiedzę, a skoro tak, to jest “dobre”, nieprawdaż?

Dzięki temu na przykład lepiej rozumiemy, dlaczego świat coraz szybciej zmierza ku wojnie ze złowrogim Iranem. Czy przypadkiem Epstein nie zrobił jakiś interesujących nagrań z Donaldem Trumpem, a Beniamin Netanjahu nie powiedział mu: wiecie, rozumiecie, Trump. Wy lepiej uderzcie na złowrogi Iran, bo w przeciwnym razie niezależna telewizja pokaże, jak bzykacie panienki i będziecie mieli piekło choćby w domu? Cóż prezydent Trump może powiedzieć na takie dictum?

– Tak toczno, Wasze Wieliczestwo. Już rozkazuję lotniskowcom by płynęły ku złowrogiemu Iranu, z którego zrobię marmoladę, żeby bezcennemu Izraelu nic już nie stanęło na drodze do wielkości, znaczy – do Wielkiego Izraela, z którą to ideą Wasze Wieliczestwo “czuje się” związany. – No widzicie Trump. Cieszę się, iż wreszcie rozsądek przeważył – a w ogóle, to jak rozpoczniecie wojnę przeciwko Iranowi, to będziecie mogli ją zakończyć i w ten sposób przypniecie sobie jeszcze jeden listek do wieńca sławy “Peacemakera” – bo z Ukrainą – widzę – gorzej wam idzie? – Ach, jak z kamienia, bo ten cały Zełeński tak się rozsmakował w wielkiej polityce, iż nie przestanie aż do ostatniego Ukraińca. – Wy Trump jemu nie przeszkadzajcie. Niech “koalicja chętnych” płaci wam rachunki za broń, aż razem do spółki całkiem tę Europę wyszlamujemy w odwecie za holokaust – a wtedy wszystko zakończy się wesołym oberkiem. Zrozumiano? – Tak jest, Wasze Wieliczestwo! – No, widzicie, Trump. My wszystko verstehen!

Tymczasem w naszym nieszczęśliwym kraju obywatel Tusk Donald przykazał obywatelu Żurku Waldemaru, by tajna komisja, badająca “polskie ślady” w aferze Epsteina wykazała, iż tropy prowadzą do zimnego ruskiego czekisty Putina. Co z tego będzie? Ano – na przykład, iż Putin przebierał się za Zbigniewa Ziobrę i w takim przebraniu dokazywał z panienkami – aż Ziobro się od tego rozchorował – bo skoro zdalnie można przekazywać energię, to dlaczego nie bakcyle?

Zbliżają się bowiem wybory i w związku z tym stare kiejkuty już zaczęły się uwijać wedle odpowiedniego przygotowania politycznej sceny. Właśnie trwa procedura likwidacyjna kolejnej partii jednorazowego użytku, to znaczy – Polski 2050 – ale już słychać na mieście fałszywe pogłoski, iż szykuje się nowa polityczna inicjatywa z udziałem pana Rafała Brzoski, co to właśnie sprzedał “InPost”, więc ma gotówki ile dusza zapragnie. Dzięki temu oraz oczywiście logistycznemu wsparciu starych kiejkutów, powstanie partia, która zdystansuje obydwie Konfederacje, a dzięki sojuszowi ze znanym ze stuprocentowej zdolności koalicyjnej (a w patriotycznych porywach choćby wyższej – bo czegóż nie robi się dla Polski?) Polskim Stronnictwem Ludowym zagospodaruje centrum politycznej sceny, kierując ofertę do Volksdeutsche Partei.

Wypada tedy przypomnieć, iż pan Rafał w roku 2015 pojawił się był u boku pana Ryszarda Petru na imprezie założycielskiej “Nowoczesnej”. Jak pamiętamy, kiedy prezydent Obama zresetował swój poprzedni reset w stosunkach z Rosją, stare kiejkuty zrozumiały, iż na dobre przechodzimy pod kuratelę amerykańską i zakrzątnęły się wedle tego, by Amerykanie wciągnęli ich na listę “naszych sukinsynów”. Urządziły w tym celu konferencję naukową “Most” z udziałem ważnych ubeków z Izraela, którzy mieli żyrować kiejkucką ofertę wobec Amerykanów. Ci nie byli pewni, czy warto tych kiejkutów wciągać na listę, więc zaproponowali im, by pokazali, co potrafią. W ten sposób powstała Nowoczesna, która – zanim jeszcze pan Ryszard otworzył usta, by powiedzieć, jak będzie Polakom przychylał nieba – od razu dostała 11 procent zaufania. No to dlaczego teraz w roli Naszej Umiłowanej Duszeńki nie może objawić się pan Rafał Brzoska? Aż się prosi, by powstała kolejna silna formacja jednorazowego użytku, dzięki której nikt nie musiałby łamać sobie głowy nad kombinacjami z Konfederacją, która w tej układance potrzebna jest, jak psu piąta noga.
Myślę, iż choćby pan ambasador Róża, który z góry wykluczył jakikolwiek rząd z udziałem Grzegorza Brauna, a sądzę, iż i do tej drugiej Konfederacji też nie ma zaufania – wobec nowej formacji, która mogłaby przybrać nazwę “Róbmy Sobie Na Rękę” – nie miałby żadnych zastrzeżeń.

W tym kontekście bardzie zrozumiałe stają się zawirowania w Prawie i Sprawiedliwości. Najwyraźniej Naczelniku Państwa ktoś już musiał uświadomić, jaka szykuje się kombinacja, toteż Naczelnik próbuje wysondować, która frakcja bardziej się starym kiejkutom spodoba i czyją kandydaturę na premiera ma objawić swoim wyznawcom w marcu. Wszystko, czy prawie wszystko – jak widzimy, zostało już wstępnie ułożone i wiadomo, w kim będziemy musieli się zakochać – chyba, iż wszystko rozstrzygnie się w innych kategoriach i z powodu amerykańskiego uderzenia na złowrogi Iran, rozpęta się wojna światowa. To byłoby oczywiście bardzo źle – chociaż z drugiej strony wtedy już nie mielibyśmy żadnych większych zmartwień. Czy to nie jest pociągające?

Stanisław Michalkiewicz

Idź do oryginalnego materiału