Michalkiewicz: Chwieją się fundamenty

goniec.net 2 godzin temu

Ale mają zgryz funkcjonariusze Propaganda Abteilung w niezależnych mediach głównego nurtu w naszym nieszczęśliwym kraju!. Do niedawna sytuacja była jasna i niezwykle wygodna. Wrogiem numer jeden by zimny, ruski czekista Putin i wszystkie seanse nienawiści w niezależnych mediach były skierowane przeciwko niemu. Na przeciwnym biegunie znajdowała się Nasza Naukochańsza Duszeńka w osobie ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, którego pozycja była niepodważalna nie tylko z uwagi na pierwszorzędne korzenie, ale także ze względu na to, iż jest on wynalazkiem żydowskiego oligarchy Igora Kołomojskiego, który zrobił z niego “Sługę Narodu” – a tę rolę odgrywa on z powodzeniem do dnia dzisiejszego. Między tymi dwoma biegunami znajdowały się rozmaite osobistości, które przez funkcjonariuszy Propaganda Ateilung były oceniane w zależności od ich stosunku albo do zimnego ruskiego czekisty, albo do Naszej Ukochanej Duszeńki. Pierwszy dysonans, niby “zgrzyt żelaza po szkle” powstał po tym, jak w Białym Domu prezydent Donald Trump publicznie obsztorcował Naszą Najukochańszą Duszeńkę. W sukurs zdezorientowanym funkcjonariuszom przyszła wtedy Jabłoneczka, czyli Małżonka Księcia-Małżonka oraz Judenrat “Gazety Wyborczej”, dzięki czemu zarówno funkcjonariusze, jak i mikrocefale, stanowiący krąg czytelniczy wspomnianej “Gazety” mogli zorientować się, co tak naprawdę myślą. Teraz niestety jest coraz gorzej, bo następuje coś w rodzaju przebiegunowania kuli ziemskiej. Na głównego wroga wyrasta nieoczekiwanie amerykański prezydent Donald Trump, który – zamiast słuchać Naszej Ukochanej Duszeńki, zrobić marmoladę z Putina i na własny koszt odbudować Ukrainę, zaczyna się bisurmanić. Nie chodzi choćby o to, iż “złamał prawo międzynarodowe” w przypadku Wenezueli, bo takich rzeczy się wprawdzie nie wybacza, zwłaszcza w sytuacji, gdy walczymy o praworządność – chyba, iż chodzi o demokrację. jeżeli chodzi o demokrację, to dozwolone jest wszystko – bo nie ma takich poświęceń, których nie można by dokonać w imię demokracji – podobnie jak za komuny nie było takich poświęceń, których nie można by dokonać dla socjalizmu. Ale prezydent Donald Trump posunał się dalej i deklarując zamiar posięścia Grenlandii, podniósł zbrodniczą rękę na jedność sojuszniczą – a czegoś takiego się nie wybacza, podobnie, jak grzechu antysemityzmu – ani na tym świecie, ani na tamtym.

W tej sytuacji Donaldu Trumpu nic nie pomaga, choćby deklaracja gotowości przyjścia z bratnią pomocą udręczonemu narodowi irańskiemu, jęczącemu w jarzmie okrutnych ajatollachów, z mocy których obiecuje go wyzwolić syn byłego szacha, Cyrus Reza Pahlavi, którego CIA wyciągnęła z naftaliny, żeby zachęcał lud irański do ulicznych demonstracji i obiecywał, iż lada dzień do niego dołączy, by poprowadzić go do świetlanej przyszłości – to znaczy – do podporządkowania się bezcennemu Izraelowi. Rzecz w tym, iż premier rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu, “czuje się związany” ideą “Wielkiego Izraela”, który w myśl tej – jakby to powiedział Kukuniek – “koncepcji”, ma obejmować obszar “od Wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat” Taki obszar obiecał oddać w arendę potomstwu pewnego mezopotamskiego koczownika sam Stwórca Wszechświata. Do tej pory prawie wszystkie kraje leżące w tym miejscu zostały już przez bezcenny Izrael, przy pomocy Ameryki spacyfikowane, tak, iż w następnym etapie trzeba będzie je tylko okupować, ewentualnie – choćby przesiedlić na Wschód – i tylko jeden złowrogi Iran sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Nic zatem dziwnego, iż na Florydę przyjechał Beniamin Netanjahu, który prezydentu Trumpu kazał ze złowrogim Iranem zrobić raz na zawsze porządek. W tej sytuacji zaraz wybuchła tam rewolucja przeciwko ajatollahom, a wyciągnięty z naftaliny Cyrus Reza Pahlavi … – i tak dalej. Wszystko to szalenie komplikuje klarowny do niedawna obraz świata, więc funkcjonariusze Propaganda Abteilung miotają się od ściany do ściany, chociaż oczywiście i Jabłoneczka i Judenrat robią co mogą, żeby podać im nić Ariadny, której mogliby się trzymać w tym Labiryncie, dopóki wszystko tak czy owak się nie wyjaśni.

Na szczęście są jeszcze stałe punkty we Wszechświecie w osobie pana prezydenta Nawrockiego, którego madame Joanna Szczepkowska szyderczo nazwała “prezydentem kiboli” po tym, jak nie tylko wziął on udział w pielgrzymce kibiców na Jasną Górę, ale jeszcze ich pozdrowił “czołem”. Na Jasną Górę chodzi teraz, kto tylko może, choćby sodomczykowie i gomorytki – bo Kościół jest “otwarty” – chociaż pan prezydent Nawrocki ich akurat nie pozdrawiał. Ta cała pani Joanna Szczepkowska za mądra chyba nie jest – bo z jednej strony marzy, by prezydent był “prezydentem wszystkich Polaków”. Z drugiej jednak strony najwyraźniej musi uważać, iż “wszyscy Polacy” to jest towarzycho, w którym obraca się i obracana jest ona i w którym wszyscy ze wszystkimi na zmianę, albo i jednocześnie, się bzykają. Tymczasem – jak “wszyscy” to wszyscy – a więc i kibice też. Zawsze mówiłem, iż gdy aktorzy recytują Szekspira, to ma to ręce i nogi – ale gdy zaczynają deklamować własne teksty, to wygląda to znacznie gorzej. Więc pan prezydent Nawrsocki jest takim stałym punktem we Wszechświecie, do którego może odwołać się podczas rzadkich lucidów intervallów pan minister Marcin Kierwiński, który twierdzi, iż za to “czoło” obrazili się “żołnierze i funkcjonariusze”. “O film, panie ministrze, obrazili się wachmistrze. O wiersz, panie generale, obrazili się kaprale”.

Innym stałym punktem we Wszechświecie jest złowrogi Zbigniew Ziobro, którego sytuacja za granicą wreszcie się ustabilizowała, bo na Węgrzech dostał azyl i ochronę międzynarodową. Azylantem jest tam również pan Romanowski, w którego sprawie właśnie wylano na zbity łeb sędziego Dariusza Łubowskiego, który uchylił mu europejski nakaz aresztowania, załatwiony na pana Romanowskiego przez obywatela Żurka Waldemara. Najwyraźniej w nienawistnym Sądzie Okręgowym w Warszawie nie brakuje nienawistnych sędziów, na których nie tylko obywatel Żurek Waldemar, ale każdy inny minister może polegać, więc nie ma obawy, iż teraz nie posypią się tam piękne wyroki. Na razie jednak Wielce Czcigodny Giertych Roman zarzucił złowrogiemu Ziobrze Zbigniewowi “zdradę” z powodu tego, iż azylu udzielił mu premier Wiktor Orban, który wcześniej spotykał się z Putinem, a mimo to amerykański prezydent Donald Trump uważa go za swoją duszeńkę. No tak – ale co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. Wiktor Orban może sobie jeździć, to tu, to tam i spotykać się z kim chce, niechby choćby z Putinem, podczas gdy Wielce Czcigodny Giertych Roman musi stale uważać, żeby przypadkiem się nie strefić tym bardziej, iż – o ile mi wiadomo – przez cały czas nie poddał się drobnej operacji chirurgicznej, po której S(r)alon mógłby puścić mu w niepamięć grzechy młodości. Najwyraźniej Wielce Czcigodny Giertych Roman oraz bardziej upodabnia się do Mikołaja Jeżowa, który swoją szajkę oprawców uważał za rodzaj “zakonu”. Znacznie tedy ciekawsze są obawy naszej resortowej “Strokrotki”, czyli pani Moniki Olejnik, która wyraziła obawę, iż jak tak dalej pójdzie, to Zbigniew Ziobro utworzy w Budapeszcie “rząd na uchodźstwie”. Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści – powiada przysłowie – zwłaszcza w sytuacji, gdy kula ziemska sprawia wrażenie, jakby się właśnie przebiegunowywała.

Nie ma zatem innej rady, tylko żeby nasza “Stokrotka” wezwała do TVN pana generała Marka Dukaczewskiego, żeby powiedział – jak jest i – jak będzie. jeżeli on nie powie, to już nie wiem kto.

Stanisław Michalkiewicz

Idź do oryginalnego materiału