
W większości europejskich miast spacer po starówce oznacza przejście przez kilka epok naraz – gotycki kościół, renesansową kamienicę, barokowy ratusz, XIX-wieczną kamienicę czynszową. W Gdyni taki spacer jest niemożliwy z prostego powodu: sto lat temu, w chwili nadania miastu praw miejskich w 1926 roku, na miejscu dzisiejszego modernistycznego śródmieścia stała niewielka osada rybacko-kaszubska. Gdynia nie ma czego bronić przed czasem w kategoriach gotyku czy baroku, bo tych stylów po prostu tu nie było. A mimo to jest miastem o wyjątkowo silnej, rozpoznawalnej tożsamości historycznej – w 2015 roku jej historyczny układ urbanistyczny uznano za Pomnik Historii, najwyższą krajową formę ochrony zabytków.
Ten paradoks – silna tożsamość historyczna przy jednoczesnym braku „starej” historii – jest ciekawszym zjawiskiem, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Miasta powstałe niemal od zera w XX wieku musiały wypracować inne niż tradycyjne sposoby opowiadania o sobie: nie przez warstwy architektonicznych epok, ale przez tempo powstawania, ludzi, którzy je budowali, oraz mit założycielski, do którego mieszkańcy wciąż się odwołują. Gdynia nie jest w tym osamotniona – podobną drogą, choć w zupełnie innych okolicznościach historycznych, przeszedł izraelski Tel Awiw.
Kiedy nie ma czego konserwować – specyfika młodych miast
Klasyczna ochrona dziedzictwa kulturowego opiera się na warstwach: im więcej epok architektonicznych nałożyło się na siebie w danym miejscu, tym bogatszy – przynajmniej w tradycyjnym rozumieniu – jest zasób do ochrony i tym łatwiej zbudować na nim narrację turystyczną czy edukacyjną. Miasta, które powstały w całości lub niemal w całości w jednym, stosunkowo krótkim okresie historycznym, tej opcji nie mają. Ich dziedzictwo jest jednorodne stylistycznie, ale za to wyjątkowo dobrze udokumentowane i wciąż relatywnie świeże – zdjęcia z okresu powstawania miasta, plany urbanistyczne, a czasem choćby relacje osób, które pamiętały czasy sprzed jego założenia, wciąż istnieją i są stosunkowo łatwo dostępne.
To sprawia, iż tożsamość takich miast bywa budowana inaczej niż w ośrodkach o wielowiekowej historii: mniej przez pryzmat kolejnych epok stylowych, bardziej przez pryzmat samego aktu powstania – decyzji politycznej, wysiłku budowlanego, tempa rozwoju i pokolenia ludzi, którzy dane miejsce dosłownie wznieśli z niczego. Narracja historyczna koncentruje się wówczas na pytaniu „jak to możliwe, iż tu w ogóle powstało miasto”, a nie na kolejnych warstwach jego przebudowy.
Gdynia – miasto zbudowane od podstaw w niecałe dwadzieścia lat
Punktem zwrotnym w historii Gdyni była utrata przez odrodzoną po 1918 roku Polskę dostępu do dużego portu morskiego – Gdańsk funkcjonował wówczas jako Wolne Miasto, poza polską administracją. Odpowiedzią na ten deficyt była decyzja o budowie nowego portu i miasta praktycznie od podstaw. Prace ruszyły na początku lat 20. XX wieku, a kluczową rolę odegrali inżynier Tadeusz Wenda, autor koncepcji i projektu portu, oraz Eugeniusz Kwiatkowski, minister przemysłu i handlu, uznawany za głównego architekta polityczno-gospodarczego rozwoju miasta. 10 lutego 1926 roku Rada Ministrów wydała rozporządzenie nadające Gdyni prawa miejskie.
To, co wydarzyło się w kolejnych kilkunastu latach, bywa określane mianem „cudu nad Bałtykiem” – z małej wsi rybackiej powstało nowoczesne miasto portowe z pełną infrastrukturą miejską, rozwijające się w tempie bez precedensu w ówczesnej Europie. Ponieważ budowa ruszyła praktycznie na pustym terenie, architekci mieli rzadko spotykaną swobodę projektowania od podstaw – efektem jest modernistyczne śródmieście: geometryczne bryły, białe elewacje, poziome pasy okien, brak historyzującego ornamentu. Charakterystyczną lokalną odmianą tego stylu jest tak zwany styl okrętowy, nawiązujący formą do statków pasażerskich – zaokrąglone narożniki, bulaje, metalowe relingi, opływowe balkony.
Właśnie ten modernistyczny, jednorodny stylistycznie zespół urbanistyczny – a nie pojedyncze, wyjątkowe zabytki – stał się rdzeniem tożsamości architektonicznej miasta. W 2015 roku decyzją Prezydenta RP historyczny układ urbanistyczny gdyńskiego Śródmieścia został uznany za Pomnik Historii, a od 2023 roku Polska ubiega się o wpisanie tego obszaru – określanego w dokumentacji jako „Gdynia, Early Modernist City Center” – na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To wyjątkowa sytuacja: miasto, które w chwili powstania nie miało za sobą żadnej „starej” historii, sto lat później zabiega o najwyższą możliwą rangę ochrony dziedzictwa kulturowego dzięki architekturze powstałej w jednym, kilkunastoletnim zrywie budowlanym.
Tel Awiw – inny przykład miasta „z marzenia”
Podobny mechanizm, choć w zupełnie innym kontekście historycznym i politycznym, można prześledzić na przykładzie Tel Awiwu. Miasto założono w 1909 roku na wydmach pod Jafą jako nową, żydowską dzielnicę mieszkaniową, pomyślaną jako symboliczny „nowy początek”. W latach 30. XX wieku, gdy do władzy w Niemczech dochodził nazizm, do Tel Awiwu emigrowała duża grupa architektów żydowskiego pochodzenia wykształconych w duchu szkoły Bauhaus i modernizmu europejskiego. W ciągu niespełna dwóch dekad powstało tam największe na świecie skupisko budynków w stylu międzynarodowym – ponad cztery tysiące modernistycznych realizacji, dziś znanych jako Białe Miasto (Białe Miasto Tel Awiwu zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 2003 roku).
Historyk architektury Sharon Rotbard w swojej głośnej książce „Białe miasto, czarne miasto” (dostępnej zresztą także w księgarni Muzeum Miasta Gdyni) opisał, jak wokół Tel Awiwu narósł mit miasta, które – jak ujmował to oficjalny przekaz – powstało „z piany fali i chmur”, a więc niemal z marzenia, bez wcześniejszej historii miejsca. Rotbard pokazuje przy tym również ciemniejszą stronę tego mitu: skonstruowana narracja o mieście „znikąd” pomijała istnienie sąsiedniej, znacznie starszej Jafy. To ważne zastrzeżenie dla wszystkich miasta budującego swoją tożsamość na opowieści o „początku od zera” – warto pamiętać, iż teren, na którym powstaje nowe miasto, rzadko bywa faktycznie pusty w sensie historycznym, choćby jeżeli pozostaje pusty w sensie urbanistycznym.
Mimo tego zastrzeżenia, paralela między obydwoma miastami jest wyraźna: młody wiek, architektura modernistyczna jako główny nośnik tożsamości, silny mit założycielski oparty na idei „miasta z marzeń” oraz – w obu przypadkach – międzynarodowe uznanie tej właśnie, dwudziestowiecznej warstwy dziedzictwa jako wartości wartej ochrony na najwyższym, światowym poziomie.
Ludzie zamiast wieków – jak wypełnia się lukę historyczną
Skoro nie ma do czego sięgnąć w głąb wieków, miasta takie jak Gdynia budują swoją tożsamość w dużej mierze przez biografistykę – opowieści o konkretnych ludziach, którzy tworzyli miasto, zamiast o kolejnych epokach jego przebudowy. Muzeum Miasta Gdyni, działające od 1983 roku, formułuje tę zasadę wprost w swojej misji: najlepsza historia nie znajduje się pod szklaną gablotką, ale w opowieściach o ludziach, którzy tworzyli i tworzą miasto. To podejście – historia opowiedziana przez pryzmat biografii, a nie tylko dat i instytucji – jest naturalną odpowiedzią na brak wielowiekowej warstwy architektonicznej: skoro miasto nie ma za sobą stuleci przebudowy, jego tożsamość musi opierać się na czymś innym niż kolejne style w kamieniu.
W praktyce oznacza to, iż narracja historyczna Gdyni koncentruje się na takich postaciach jak wspomniani już Tadeusz Wenda i Eugeniusz Kwiatkowski, ale też na dziesiątkach mniej znanych inżynierów, urzędników, kapitanów, nauczycieli czy przedsiębiorców, którzy w ciągu kilkunastu międzywojennych lat współtworzyli miasto praktycznie od podstaw. Tego rodzaju historia lokalna jest wyjątkowo dobrze udokumentowana źródłowo – w przeciwieństwie do miast średniowiecznych, gdzie wiele wątków biograficznych z najstarszych okresów historii pozostaje w sferze domysłów, historia Gdyni rozgrywa się w całości w erze fotografii, prasy i dokumentacji urzędowej.
Cyfrowe archiwa jako narzędzie budowania tożsamości bez starówki
To właśnie dlatego digitalizacja i systematyczne archiwizowanie źródeł – fotografii, dokumentów, wspomnień – odgrywa w takich miastach rolę porównywalną z tą, jaką w miastach historycznych pełni ochrona konserwatorska zabytków. Skoro nie da się chronić gotyckiej fary, bo jej nigdy nie było, ochronie i udostępnianiu podlega przede wszystkim dokumentacja procesu powstania miasta oraz biografie jego twórców. Przykładem takiego podejścia jest Gdynia w sieci – Encyklopedia Miasta, cyfrowy projekt Muzeum Miasta Gdyni łączący fotografie archiwalne z opisami historycznymi i notami biograficznymi w jednym, ogólnodostępnym źródle wiedzy o historii miasta.
Podsumowanie
Brak zabytków sprzed XX wieku nie oznacza braku tożsamości historycznej – oznacza jedynie, iż trzeba ją budować inaczej. Gdynia, podobnie jak Tel Awiw, wypracowała tożsamość opartą nie na warstwach architektonicznych epok, ale na micie szybkiego, niemal cudownego powstania miasta „z marzeń” oraz na biografiach konkretnych ludzi, którzy je tworzyli. Modernistyczna architektura obu miast, powstała w ciągu zaledwie kilkunastu-kilkudziesięciu lat, dziś sama stała się przedmiotem ochrony na najwyższym, światowym poziomie – dowodząc, iż dziedzictwo dwudziestowieczne, choć młodsze i mniej oczywiste niż gotyk czy barok, jest równie wartościowe i równie warte zachowania. W miastach tego typu to właśnie rzetelna dokumentacja, archiwizacja i opowieść o ludziach – a nie kamienne mury sprzed wieków – stają się fundamentem, na którym opiera się poczucie historycznej ciągłości.
Artykuł sponsorowany










