Marianna Bocian, jedna z największych polskich poetek a zarazem osoba o nieziemskiej wprost erudycji mawiała, iż „naród zatracający swą kulturę przestaje być narodem i staje się bezmyślnym stadem, podążającym za innymi”.
Każdy, kto nie jest ani ślepy ani głuchy w coraz większej jaskrawości widzi, iż to się właśnie dzieje. Nie samo z siebie, ale skutkiem uruchomienia bardzo konkretnych procesów. Tych doskonale znanych ze wszystkich podręczników wojny psychologicznej, zawierających instrukcje tego, jak doprowadzić do stanu, w którym atakowani w coraz większym stopniu skłonni są poddać się woli atakujących. Procesów doskonale też nam znanych z praktyki naszych agresorów, zaborców i okupantów. Zwany przez Prusaków Wielkim Fryderyk II – antypolski kat, nie znająca żadnych zasad szumowina niszcząca naszą gospodarkę zalewem podrabianego pieniądza, metodą zbrojnych napadów wcielająca polskich chłopów do własnej armii a do tego zboczeniec kopulujący z własnymi żołnierzami – piórem własnym i piórami przekupionych złotem „autorytetów” głosił, iż „Polacy to Irokezi”. A także, iż nie ma niczego bardziej obrzydliwego od polskiego katolicyzmu, polskiego obyczaju czy odwiecznych zasad polskiej demokracji. A iż kalumnie te na jego zlecenie upowszechniały postacie w rodzaju Woltera ich skutkiem spora część elit Europy odwracała się od Polski z odrazą. I z satysfakcją przyjmowała kolejne etapy zabijania naszej ojczyzny przez najnikczemniejsze z nieludzkich satrapii. Propaganda Fryderyka II wywierała też wpływ na nie małą część polskich elit politycznych. A iż modny był w tych kręgach kosmopolityzm także w nich pojawiała się skłonność do ostatecznego skończenia z tym krajem wg Wolterów i innych kreatur nieudanym, skleconym z samych wad i wielkim powodem do wstydu. Właśnie to, co się nazywa „pedagogika wstydu” rozwinęło się w Polsce w wieku XVIII. Wtedy walnie przyczyniła się ona do likwidacji naszego państwa. Dziś mamy taką samą „pedagogikę wstydu”, głoszoną przez analogiczne „autorytety” i wyposażoną w nie mniej potężne narzędzia. Czy w naszych czasach skutki tej samej „pedagogiki wstydu” mogą być inne?
W XVIII wieku despotyczne, krańcowo agresywne satrapie typu azjatyckiego, jakimi były (a ich kontynuacje – przez cały czas są) Rosja czy Prusy zaczęły praktykować metodę masowego niszczenia charakteru Polaków. Metoda wynaleziona została na stepach Mongolii w czasach Tamerlana i innych ludobójców, do których ulubionych rozrywek należało np. wznoszenie piramid z dziesiątek tysięcy głów eksterminowanych przez nich narodów. W wieku oświecenia do metod takich sięgano rzadziej. Choć podobne w Wandei, w ramach tłumienia Powstania Pugaczowa czy rzezi Humania też były normą. Zasadniczo jednak zarówno Rosja, jak i Prusy wolały przerabiać podbijane narody w bezwolne bydło. Z oświeceniowych, czyli racjonalnych powodów – zawszeć większa korzyść z krainy niewolników, niż z krainy przerobionej w pustynię. A azjatycka metoda przerabiania dumnych obywateli na osobników o mentalności bydła polegała na stosowaniu zabiegów z kategorii „zmuszanie do całowania bata, którym jest się bitym”. Inicjalnym krokiem tego procederu był najazd, po którym w roku 1717 Sejm otoczony przez armię cara został zmuszony do przyjęcia wszystkiego, czego azjatycki satrapa od polskich posłów zażądał. Wielu zrozumiało wtedy, iż przestało być wolnymi ludźmi. Nie mała część się z tym pogodziła. I zaczęła myśleć i zachowywać się jak niewolnicy. Czemy sprzyjały treści osaczające z każdej strony. Czyli kolportowane przez ówczesne media propagandowe narracje, wg których Polska zawsze była, jest i musi być słaba, iż wszystkie polskie osiągnięcia z dawnych wieków to „bujdy na resorach”, iż Polska skazana jest na podrzędność, iż jedyna jej szansa w podporządkowaniu się bardziej wartościowym, silniejszym, mądrzejszym… Wszystko – najściślej takie same, jak w mediach nauczających nas od dobrych paru już dziesięcioleci. Wtedy te działania doprowadziły do wymazania Polski z mapy Europy. Cel bardzo podobny już leży na stole i nazywa się „Nowe Traktaty Europejskie”, których przyjęcie oznacza likwidację polskiej państwowości. W XVIII wieku tak otwarcie o tym nikt nie mówił. A jednak – to właśnie wtedy się stało. Czy za naszych czasów – będzie inaczej?
W XVIII wieku o wyborze polskiego króla decydowało obce mocarstwo. W XXI o tym, kto rządzi Polską zdecydowały zewnętrzne gremia słowem i czynem stwierdzające: „Rządy tej partii – dostaną środki z KPO. A rządy z tej – nie. Rządom tych, których nie chcemy, może nie damy choćby należnych funduszy strukturalnych. Tak, jak nie daliśmy ich Węgrom. A może też nakażemy zamknięcie elektrowni w Turowie i zobaczymy, czego jeszcze. No więc jak, głupie Polaczki, wybieracie?” Kto zna polską historię ten wie, iż przed rokiem 1717 każdy, choćby i najpotężniejszy z najpotężniejszych, który próbowałby tak rozmawiać z Polakami, dostałby potężny cios w zęby. Taki, po którym bezzębna szczęka nie byłaby już zdolna do artykułowania dużej części głosek. Ale po „lekcjach całowania bata”, przez azjatycką dzicz uruchomionych w Polsce w roku 1717, coraz większa część Polaków zaczęła przyswajać zasadę posłuszeństwa w stosunku zarówno do fałszywych przyjaciół, jak i otwartych wrogów. Skutkiem tego w roku 1772 Sejm zgodził się na pierwszy rozbiór Polski. Zgodzili się na to polscy posłowie!! Oburzając się na ówczesnych posłów popatrzmy na Sejm nam współczesny. Czy wszystko, co się w nim dziś decyduje, ma na celu interes Polski i Polaków? W takim np. roku 1992 sejmowa większość zdecydowała, iż agenci antypolskich służb dążących do zwalczania polskich dążeń niepodległościowych, mają pełne prawo być w Polsce ministrami, wojewodami, posłami, senatorami! I iż każdy, kto będąc agentem antypolskich służb działał w celu utrzymania w niewoli Polski i Polaków – ma pełne prawo być choćby premierem i – prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej!! Takie decyzje w naszych czasach podejmowała wyłoniona w demokratycznych wyborach większość polskiego Sejmu!! Czy więc można przypuszczać, iż w naszych czasach Polska na pewno zawsze jest w rękach lepszych od tych, które od wewnątrz (!!) zabijały i zabiły Polskę w wieku XVIII?
Po pierwszym rozbiorze Polski dla wszystkich powinno być już więcej, niż oczywistym, iż caryca Katarzyna II jest śmiertelnym wrogiem Polski. A jednak jej portretami obwieszane były najważniejsze gmach polskiego państwa. Włącznie z Zamkiem Królewskim i bezpośrednim sąsiedztwem Izby Poselskiej, w której obradował polski Sejm. Czymże to było innym, jeżeli nie „nauczaniem całowania bata, którym cię biją”? Metoda o skuteczności sprawdzonej na stepach Mongolii, przetestowana przez kolejnych carów Rosji niestety dawała oczekiwane rezultaty także w Polsce. Metoda – zamieniania podmiotowych obywateli w zbydlęconych niewolników. Dziedziców jednej z najwspanialszych tradycji państwowych, synów i córki jednej z najznakomitszych kultur – w skundloną mierzwę skłonną do podporządkowania się każdemu panu.
A teraz zastanówmy się, czy dzisiaj, w roku 2026, nie mamy do czynienia z najściślej tą samą praktyką zmuszania Polaków do całowania tegoż bata, którym bito całe pokolenia Polaków? Otto von Bismarck głosił: „Zabierzcie Polakom ich narodowe pamiątki a trzecie pokolenie Polaków – już się nie narodzi”. W dzisiejszej Polsce temuż właśnie Bismarckowi symbolicznie poświęca się kolejne fragmenty publicznej przestrzeni. Jego imię nadaje się alejom, przywraca się nazwy kolejnych budowli, nazwanych kiedyś imieniem tej antypolskiej kanalii. Zabijała kiedyś Polskę organizacja o nazwie „Hakata”. Mamy już w nie jednym mieście, między innymi we Wrocławiu, miejsca nazwane imionami jej członków. Wspomniany tu Fryderyk II fetowany był właśnie w Kostrzyniu, którego burmistrz postanowił przywrócić i do przestrzeni miasta wprowadzić motyw tegoż sprawcy likwidacji naszego państwa. Wilhelm I słynął kiedyś jako kat dzieci z Wrześni, jako patron polityki wyrzucania Polaków z Wielkopolski i jako ten, który I wojnę światową zaczął od spalenia Kalisza. Teraz jego tytuł, herby i symbole jego tyranii umieszczone być mają na jednym z tych miejsc, które z polskim Wrocławiem kojarzą się najbardziej. Pewien znany mędrek z tytułem profesora komentując to publicznie zachichotał: „To chyba dobrze, iż się dba o zabytki?” W nie małej części właśnie takie mamy dziś w Polsce „elity”…
Wyniszczająca polską narodową tożsamość, służąca do degradowania Polski i Polaków pedagogika wstydu weszła już w fazę „przyuczania do całowania bata, którym samych nas biją”. W fazę upowszechniania kultu i otaczania nas pomnikami naszych śmiertelnych wrogów. jeżeli procesu tego nie zatrzymamy – za jakiś czas żadnej Polski nie będzie. Żaden zbydlęcony naród nie jest zdolny do utrzymania własnej państwowości.
Artur Adamski

1 miesiąc temu












