„Rozumie pani, co to znaczy? Agencja odpowiedzialna za bezpieczeństwo żywności wydaje bezprecedensową decyzję, która uniemożliwia konsumentom dokonywania wyboru mleka, jakie chcą pić, i dodatkowo otwiera drogę Monsanto do ścigania sądowego wszystkich sprzedawców wyrobów mleczarskich, którzy publicznie odrzucą mleko »na hormonach«. Nie odnosi pani wrażenia, iż w tym kraju wszystko stoi na głowie?” – pytał prof. Samuel Epstein autorkę książki „Świat według Monsanto”, którą Instytut Spraw Obywatelskich wydał w 2009 roku.
Ten cytat to nie jest tylko wspomnienie dawnego skandalu z USA. To opis rzeczywistości, którą technokraci, bankierzy i prezesi korporacji próbują Ci zafundować tutaj, w Polsce, poprzez umowę z krajami Mercosur (Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem).
Warto wiedzieć, iż
bydlęcy hormon wzrostu (rBGH/rBST) jest legalnie i powszechnie stosowany w Brazylii i Argentynie.
W Unii Europejskiej zakazano go ze względów zdrowotnych i etycznych już w latach 90. To nie jest różnica kosmetyczna — to różnica cywilizacyjna.
Dlaczego to jest ważne? Bo kęs wołowiny czy łyk mleka, który kupujesz dziś w sklepie, bardzo często wiąże Cię niewidzialną nicią z przemysłowym modelem uprawy roślin i hodowli zwierząt, w którym zysk liczy się bardziej niż „ludzka miara” i bezpieczeństwo.
Mit szczelnych granic. Nie ma 100% gwarancji
Politycy i eksperci powtarzają w polskich mediach jak mantrę: „nie ma się czego bać, granice UE są szczelne, a służby wszystko sprawdzają”. To brzmi uspokajająco, ale z prawdą ma kilka wspólnego.
W rzeczywistości nie istnieje, i nigdy nie istniała, żadna stuprocentowa gwarancja, iż wyrywkowy system kontroli granicznych udaremni fałszowanie żywności. Szczególnie wtedy, gdy fałszerstwo polega na manipulowaniu dokumentami, pochodzeniem i metodą produkcji.
Unijne kontrole w ogromnej większości opierają się na papierach. Certyfikaty zdrowotne, deklaracje zgodności, świadectwa pochodzenia – wszystko wygląda nienagannie, dopóki ktoś nie udowodni, iż system ich wystawiania był skorumpowany. A badania laboratoryjne? Są wyrywkowe, selektywne i ukierunkowane na konkretne substancje. Nie bada się „wszystkiego”. Nie bada się każdej partii i nie da się zbadać tego, czego nie ma akurat na liście priorytetów. Przy milionach ton importowanej żywności to statystyka, nie gwarancja.
Rozumiem, iż na głupich i leniwych politycy najłatwiej zbijają kapitał polityczny, a biznesmeni kapitał ekonomiczny.
Ci, którzy głupi i leniwi nie są, mogą zweryfikować, co w warunkach zglobalizowanego handlu oznacza termin „bezpieczna żywność”.
Przykładem może być rakotwórczy glifosat w kaszach sprzedawany w polskich sklepach, pestycydy czy GMO NGT szczególnie ostatnio promowane przez Komisję Europejską i lobbystów korporacji biotechnologicznych.
Czy naprawdę wierzysz w rzetelność kontroli w brazylijskich gigantach mięsnych, które wielokrotnie były bohaterami afer korupcyjnych i fałszowania dokumentacji sanitarnej?
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej
Historia pokazuje, iż największe afery żywnościowe nie były wykrywane na granicach, ale po fakcie – przez policję, dziennikarzy śledczych albo sygnalistów.
Afera „Carne Fraca” („Słabe mięso”) z 2017 roku ujawniła systemową korupcję w brazylijskich zakładach produkujących mięso na eksport. Inspektorzy byli przekupywani, dokumenty fałszowane, a mięso niespełniające norm trafiało na rynki zagraniczne, w tym europejski. Przez lata system działał, zanim został zdemaskowany. W Argentynie regularnie wykrywa się fałszowanie oznaczeń żywności — od oliwy po przetwory — z fikcyjnymi numerami rejestracyjnymi i nieistniejącym pochodzeniem. Produkty te trafiały do sprzedaży, bo na papierze wszystko się zgadzało. Dopiero kontrole wewnętrzne i decyzje tamtejszych organów nadzoru ujawniały skalę oszustwa.
Warto mieć świadomość, iż ten stan rzeczy nie jest winą zwykłych obywateli Brazylii czy Argentyny – oni sami są pierwszymi ofiarami tego systemu. To wynik tego, jak międzynarodowe korporacje narzucają gospodarkom Ameryki Łacińskiej swój model biznesu.
„Międzynarodowy podział pracy polega na tym, iż jedne kraje specjalizują się w wygrywaniu, a inne w przegrywaniu. Nasza część świata, którą dzisiaj nazywamy Ameryką Łacińską, wyspecjalizowała się w przegrywaniu już w czasach dalekich, kiedy Europejczycy z Renesansu rzucili się przez morze, by zatopić zęby w jej gardle”, zauważa Eduardo Galeano w „Otwartych żyłach Ameryki Łacińskiej”.
Historia jednej wojny: Od MAI do Mercosur
Dla wielu Mercosur to nowość. Dla mnie to kolejny odcinek tego samego serialu „Gry o tron”.
Pamiętam, jak w połowie lat 90. na łamach audycji radiowej „Czy masz świadomość?” ostrzegałem przed Wielostronnym Układem o Inwestycjach (Multilateral Agreement on Investment – MAI). To była tajna „konstytucja korporacji”, którą udało się zatrzymać dzięki oddolnemu oporowi społecznemu. Potem chciwi bogacze zmienili taktykę. Przyszły umowy TTIP (z USA) i CETA (z Kanadą), przeciwko którym protestowałem w Sejmie i na ulicach.
Rozmowy na temat umowy UE z Mercosur rozpoczęły się w 1999 roku. Przez te 27 lat negocjacje były wielokrotnie zamrażane i wznawiane. Dziś zostały dociśnięte kolanem, ponieważ desperacko potrzebuje tego przemysł niemiecki – przede wszystkim giganci motoryzacyjni (Volkswagen, BMW, Mercedes) oraz chemiczno-farmaceutyczni.
To nie przypadek, iż po przejęciu amerykańskiego Monsanto przez niemiecki koncern Bayer, lobbing za Mercosur stał się tak agresywny.
Jak korporacje piszą prawo
To, co dzieje się wokół umowy Mercosur, nie jest przypadkiem ani „naturalnym biegiem rzeczy”. To kolejna odsłona wojny klas. To powtarzający się schemat, który widzimy za każdym razem, gdy klasa bogaczy przepycha korzystne dla siebie i niekorzystne dla obywateli rozwiązania.
„Różne zmiany społeczne, które często wiążemy ze spontanicznymi konsekwencjami globalizacji, bywają de facto wywołane w znacznej mierze przez intencjonalne dążenia określonych podmiotów zmierzających do realizacji własnych interesów grupowych”,
zauważa Joanna Szlachta‑Jarmużek w książce „Instrumentarium globalnego panowania”.
Najpierw ustawia się temat. Eksperci związani z biznesem (np. naukowcy z SGH czy dziennikarze z tygodnika „Polityka”) powtarzają w mediach, iż „trzeba usuwać bariery”, „otwierać rynki” i „ułatwiać handel”. Brzmi niewinnie, ale chodzi o to, byśmy przyjęli ich język i ich sposób myślenia.
Potem obniża się standardy. W imię „harmonizacji” usuwa się przepisy, które chronią konsumentów, rolników czy środowisko. To, co dla nas jest bezpieczeństwem, dla korporacji jest „kosztem”.
Następnie tworzy się fakty dokonane. Negocjacje realizowane są latami, w ciszy gabinetów. A gdy wreszcie pokazuje się tekst umowy, okazuje się, iż najważniejsze decyzje zapadły dawno temu — bez udziału obywateli.
Na końcu powstają mechanizmy, które odbierają państwom kontrolę. Spory między firmami a państwami trafiają nie do sądów, ale do prywatnych trybunałów arbitrażowych. W praktyce oznacza to, iż korporacja może pozywać państwo, jeżeli uzna, iż prawo chroniące obywateli „psuje jej biznes”.
Ten schemat działa od lat. Mercosur jest tylko jego najnowszą odsłoną.
Komu wierzyć?
Umowa Mercosur-UE została podpisana 17 stycznia 2026 w Asunción (Paragwaj) po zatwierdzeniu przez większość państw UE (21 za, Polska, Francja, Austria, Węgry, Irlandia przeciw). Teraz czeka na ratyfikację przez Parlament Europejski i legislatywy Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj), co może opóźnić wejście w życie choćby o ponad rok.
Rząd polski sprzeciwia się umowie w obecnej formie. Polska rozważa skargę do TSUE. Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Stefan Krajewski, postawił sprawę jasno: „Nie ma naszej zgody na umowę UE-Mercosur w obecnym kształcie. To zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego i interesów polskich rolników. Musimy walczyć o równe zasady gry dla wszystkich”.
Mimo błędów poprzedników, którzy zgodzili się na umowę UE-Mercosur, my się nie poddajemy To nie koniec walki. W przyszłym tygodniu najważniejsze głosowanie w PE – liczę na jedność wszystkich polskich europosłów. Mamy gotowe scenariusze prawne (TSUE) i służby w pełnej gotowości do…
— Stefan Krajewski (@StefanKrajewski) January 17, 2026Jak odczytywać intencje rządu, który na jednym wdechu jest przeciwny umowie z Mercosur i jednocześnie jest za GMO NGT na Twoim talerzu?
fot. Piotr Skubisz***
Tropy w głąb króliczej nory:
1. Robin Marie-Monique, „Świat według Monsanto. W stronę genetycznej modyfikacji świata”, Instytut Spraw Obywatelskich, Stowarzyszenie Obywatele Obywatelom, Łódź 2009.
Fakty, zeznania, dokumenty. Śledztwo obnażające historię korporacyjnego potwora. Dowód na to, jak dzięki patentów, lobbingu i chemii można przejąć kontrolę nad globalnym łańcuchem pokarmowym i rzucić rolników na kolana. Bo „kto kontroluje nasiona, kontroluje podaż żywności, a więc i ludzi…”
2. Galeano Eduardo, „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1983.
Brutalna i bolesna sekcja zwłok kontynentu, który od wieków jest rozszarpywany przez obce imperia i korporacje. Lektura obowiązkowa, by zrozumieć, iż bieda Południa jest fundamentem bogactwa Północy. A czas określany przez tępych lub cwanych ekspertów jako „zimna wojna”, był dla innych państw „wojną gorącą”.
3. Szlachta-Jarmużek Joanna, „Instrumentarium globalnego panowania. O podmiotowych aspektach globalizacji”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2011.
Koniec złudzeń o demokracji. Bezlitosny rentgen czarnej skrzynki globalizacji, w którym Twój głos w wyborach nie ma znaczenia. Autorka opisuje, jak państwa narodowe stają się jedynie atrapami, a realna władza trafia w ręce anonimowych technokratów, bankierów i prezesów korporacji.
4. Robin Marie-Monique, „Świat według Monsanto” (film dokumentalny), ARTE France, Paryż 2008.
Obraz wart tysiąca słów. Trzyletnie śledztwo na czterech kontynentach. Dokument, który wstrząsnął opinią publiczną, ukazując mechanizmy manipulacji, korupcji i nacisku politycznego, dzięki którym Monsanto narzuca światu GMO, herbicydy i hormony wzrostu. Portret korporacji, która chce być „właścicielem” Twojego talerza.
5. Robin Marie-Monique, „Roundup przed sądem” (film dokumentalny), ARTE France, Paryż 2017.
Dokument rekonstruuje symboliczny Trybunał Obywatelski w Hadze, przed którym Monsanto i glifosat zostają postawione nie przez rządy, ale przez ofiary chorób nowotworowych, niezależnych naukowców i prawników. Film pokazuje, jak przez dekady ukrywano niewygodne badania, manipulowano regulacjami i kupowano przychylność instytucji.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!
3 godzin temu












