Sławomir Mentzen wezwał do natychmiastowego przywrócenia powszechnych szkoleń wojskowych dla 19-latków. Poseł Konfederacji odrzuca model oparty wyłącznie na armii zawodowej i przekonuje, iż w razie konfliktu z Rosją nie zapewni on Polsce skutecznej obrony. Stawką jest liczebna, przeszkolona rezerwa i bezpieczeństwo obywateli.
Armia zawodowa nie wystarczy
Jak podał Defence24, Sławomir Mentzen skrytykował koncepcję obronności opartej wyłącznie na żołnierzach zawodowych. Poseł Konfederacji uznał, iż taki model oznacza rezygnację z możliwości skutecznej obrony kraju w razie konfliktu z Rosją. Dlatego wezwał do natychmiastowego przywrócenia powszechnych szkoleń wojskowych dla 19-latków.
Kierunek tej diagnozy jest słuszny. Zawodowa armia pozostaje rdzeniem obrony państwa, ale choćby najlepiej wyposażone jednostki potrzebują zaplecza: ludzi znających podstawy posługiwania się bronią, zasady działania w zespole, pierwszą pomoc oraz reguły zachowania podczas mobilizacji. Rezerwy nie buduje się komunikatem wydanym w chwili zagrożenia. Tworzy się ją latami, przez regularne i poważnie traktowane szkolenie.
Postulat Mentzena wpisuje się w szerszy spór o odpowiedzialność za stan polskiej armii. Dyskusja nie może jednak ugrzęznąć w partyjnej wymianie oskarżeń. Polska potrzebuje systemu, który przeżyje zmianę rządu i będzie podporządkowany interesowi państwa, a nie kalendarzowi wyborczemu.
Kwalifikacja to jeszcze nie szkolenie
Polscy 19-latkowie już dziś są objęci kwalifikacją wojskową, ale nie oznacza ona odbycia ćwiczeń. W 2026 roku kwalifikacja trwała w całym kraju od 2 lutego do 30 kwietnia i obejmowała przede wszystkim mężczyzn urodzonych w 2007 roku. Jej celem było wprowadzenie danych do ewidencji oraz określenie zdolności fizycznej i psychicznej do służby, co jasno opisuje oficjalna informacja administracji rządowej.
To rozróżnienie jest zasadnicze. Badanie lekarskie i wpis do ewidencji nie dają umiejętności potrzebnych podczas kryzysu. Państwo oferuje dobrowolną zasadniczą służbę wojskową osobom pełnoletnim spełniającym wymagania, ale dobrowolny nabór nie jest tym samym co powszechne przygotowanie całego rocznika. jeżeli Polska chce dysponować realną rezerwą, musi wyjść poza samo administrowanie listami.
Potrzebny jest projekt, nie samo hasło
Źródło nie podaje szczegółów propozycji Mentzena. Nie wiadomo więc, jak długo miałoby trwać szkolenie, kogo dokładnie objęłoby poza wskazanymi 19-latkami, jakie przewidywałoby zwolnienia ani jak zostałoby pogodzone z nauką i pracą. Brakuje też informacji o kosztach, liczbie instruktorów i przepustowości poligonów. Bez tych odpowiedzi postulat pozostaje politycznym kierunkiem, a nie gotowym planem.
Rząd i opozycja powinny rozmawiać o tym bez tanich gestów. Powszechne szkolenie musi być krótkie, intensywne i jednakowe co do podstawowych standardów. Powinno uczyć tego, co rzeczywiście zwiększa odporność państwa, zamiast zamieniać młodych ludzi w statystów na źle przygotowanych ćwiczeniach. Równolegle trzeba rozwijać nowoczesne zdolności, o których przypomina debata wokół wojsk dronowych i działań MON.
Bezpieczeństwo wymaga obowiązków państwa i obywatela
Polska leży na wschodniej flance NATO i nie ma prawa budować obronności na nadziei, iż czasu w przygotowanie zawsze będzie dość. Silne sojusze są potrzebne, ale żaden odpowiedzialny naród nie oddaje innym całego ciężaru własnej obrony. Państwo musi zapewnić sprzęt, instruktorów i sensowną organizację. Obywatel powinien wiedzieć, jak zachować się w godzinie próby.
Mentzen otworzył potrzebną dyskusję. Teraz musi przedstawić konkrety, a władza odpowiedzieć własnym planem. Spór o powszechne szkolenie dotyczy bowiem czegoś więcej niż jednego rocznika. Dotyczy tego, czy Polska będzie miała rezerwę zdolną wesprzeć armię zawodową, czy pozostanie z ewidencją ludzi, których nigdy naprawdę nie przygotowano.
Źródło: Defence24
Źródło: Defence24







