Rząd Giorgii Meloni przywrócił kontrole na połączeniach lotniczych i morskich z Hiszpanią po masowym przekroczeniu granicy w Ceucie. Decyzja obejmuje podróżnych spoza Unii Europejskiej i pokazuje, iż zaniedbanie granic zewnętrznych gwałtownie staje się problemem całego kontynentu.
Rzym przechodzi od słów do działania
Włochy zdecydowały o czasowym przywróceniu kontroli na granicach morskich i lotniczych z Hiszpanią. Premier Giorgia Meloni ogłosiła ten krok po kryzysie w Ceucie, hiszpańskiej enklawie w Afryce Północnej, do której przedostały się dziesiątki tysięcy migrantów z terytorium Maroka. Włoskie ograniczenia mają dotyczyć obywateli państw spoza Unii Europejskiej, a nie swobody podróżowania obywateli UE.
To istotne rozróżnienie. Rzym nie zamyka granicy przed Hiszpanami, ale uruchamia instrument kontroli wobec ryzyka dalszego przemieszczania się osób, które przedostały się na terytorium państwa unijnego. Meloni wcześniej zapowiadała możliwość zastosowania nadzwyczajnych środków dla ochrony granic i bezpieczeństwa obywateli.
Kryzys w Ceucie staje się sprawą europejską
Ceuta leży na afrykańskim wybrzeżu i ma szczególny status w systemie Schengen. Jak wskazał unijny komisarz do spraw migracji Magnus Brunner, osoby znajdujące się w enklawie nie przeszły automatycznie do kontynentalnej części Unii, a podróż z Ceuty i Melilli podlega odrębnym kontrolom. Nie unieważnia to jednak politycznego znaczenia kryzysu. Granica została masowo przekroczona, a państwa europejskie muszą brać pod uwagę ryzyko wtórnego przemieszczania się migrantów.
Sprawa wywołała również napięcie między Rzymem a Madrytem. Włoscy politycy wiążą sytuację z kursem migracyjnym rządu Pedra Sáncheza. Hiszpania odrzuca zarzuty i przekonuje, iż integralność strefy Schengen pozostaje zabezpieczona. Sam spór odsłania słabość europejskiego systemu: konsekwencje decyzji jednego rządu mogą obciążać pozostałe państwa, choć obywatele tych państw nie mieli na te decyzje żadnego wpływu.
Granice są obowiązkiem państwa
Każda osoba ma godność i prawo do humanitarnego traktowania. Nie oznacza to prawa do samowolnego przekraczania granicy ani obowiązku rezygnacji przez państwo z kontroli. Polityka migracyjna pozbawiona skutecznej ochrony granic premiuje przemytników, zwiększa presję na służby i przerzuca koszty na społeczeństwo.
Reakcja Meloni ma również wymiar polityczny. Pokazuje, iż państwo członkowskie może użyć dostępnych narzędzi, gdy uznaje, iż bezpieczeństwo obywateli wymaga dodatkowej kontroli. Nie wystarczą komunikaty Brukseli i zapewnienia o procedurach, jeżeli granica zewnętrzna w praktyce nie wytrzymuje masowej presji.
Lekcja dla Polski
Dla Polski stawka jest czytelna. Ochrona granicy nie jest przejawem braku solidarności, ale podstawowym obowiązkiem państwa wobec własnych obywateli. Doświadczenie presji hybrydowej na granicy z Białorusią nauczyło nas, iż szlaki migracyjne mogą stać się narzędziem nacisku, a szybka i stanowcza reakcja ogranicza ryzyko chaosu.
Europa potrzebuje współpracy między państwami, ale kooperacja nie może oznaczać rozmywania odpowiedzialności. Kto nie pilnuje granicy zewnętrznej, ten wystawia na próbę bezpieczeństwo innych. Rzym przypomniał tę prostą zasadę czynem. Polska powinna bronić jej konsekwentnie, także wtedy, gdy unijne elity wolą mówić o zarządzaniu migracją zamiast o jej skutecznym powstrzymywaniu.
Źródło: Kresy.pl









