Łukasz Mejza notorycznie stwarza zagrożenie na drodze. Myślicie, iż Jarosław Kaczyński przynajmniej pogroził mu palcem? Nic z tych rzeczy. Uwaga na drogowych szaleńców adekwatnie nie ma dnia, by w mediach nie pojawiała się informacja o kolejnym oszołomie za kierownicą, który myśli, iż jest Krzysztofem Hołowczycem albo Robertem Kubicą. Samozwańczy mistrzowie kierownicy z przerośniętym ego, którzy swoje kompleksy i życiowe niepowodzenia rekompensują sobie „ostrą jazdą” są zmorą naszych dróg i po prostu ogromnym zagrożeniem. Gdy widzimy na zderzaku naklejkę jadącego przed nami pojazdu w stylu „lubię zap****lać” albo „lewy pas to nie kółko różańcowe”, od razu wiemy, iż mamy do czynienia z kretynem za kierownicą. Pal sześć, gdy drogowy pirat rozwali siebie i swoją furę. Dramatycznie robi się, gdy taki „rajdowiec” zmiata z pobocza nastolatków albo wracającą z urlopu rodzinę. I tyle moralizatorskiego wstępu. „Bohaterem” mediów w ostatnim czasie znowu jest Łukasz Mejza. Jak się okazuje, poseł PiS lubi sobie „poszaleć” za kierownicą. Do tego stopnia, iż nazbierał już 168 punktów karnych i 17 mandatów. STO SZEŚĆDZIESIĄT OSIEM PUNKTÓW KARNYCH, rozumiecie? Kiedy lewym pasem minie was z szaloną prędkością pojazd, możecie śmiało zakładać, iż za jego kierownicą siedzi podniecony poseł na Sejm RP Mejza, bo rozwinął dużą prędkość swoją maszyną. Osiągnięcie