Męczeństwo Jacka Jaśkowiaka

myslpolska.info 1 godzina temu

Stała się rzecz straszna. choćby dziś, po kilku dniach, trudno mi o tym pisać. Do wielkich, tragicznych bohaterów ludzkości, takich jak Mahatma Gandhi i Martin Luther King, dołączył On. Skromny, a zarazem wielki człowiek – Jacek Jaśkowiak. Choć tym razem morderczy tort w ręku zamachowca nie spełnił swej okrutnej roli, nie zawaham się powiedzieć: Jacek Jaśkowiak jest męczennikiem. Może ten tragiczny moment, gdy jeszcze żyjemy w szoku po zamachu, jest adekwatny, by przybliżyć Polakom sylwetkę Jaśkowiaka? Byśmy mogli docenić ten prawdziwy skarb, nim kolejne hordy nienawistników, uzbrojonych w wyroby cukiernicze, pozbawią nas go w sposób bezpowrotny.

Największą cnotą Jacka jest jego pracowitość, chwalona na równi przez zwolenników, jak i przeciwników. Tu nie ma różnic. Niezależnie od kolorów politycznych opinie w tym zakresie są jednoznaczne – to tytan pracy. Jednak nie jest ze spiżu, jest zwykłym człowiekiem. Pamiętam, gdy przed kilku laty, znużony znojem codziennej harówki dla Poznaniaków, zamiast uczestniczyć w kolejnych, przepełnionych nacjonalistycznym patosem uroczystościach rocznicowych Powstania Wielkopolskiego, regenerował swoje siły. Pamiętam ten atak nienawistników, gdy w mediach społecznościowych zamieścił zdjęcie, jak to smacznie śpi sobie z wnuczką i czworonogiem w czasie, gdy polscy nacjonaliści zasłużenie marzną pod pomnikiem. Już wtedy hejt – tak, nie zawaham się użyć tego słowa: hejt – przekroczył wszelkie rozsądne granice.

Zresztą Jacek nigdy więcej nie okazał słabości. Czy to na ringu, czy w polityce. On, który mógłby z łatwością pokonać Andrzeja Gołotę czy Mike’a Tysona, wybrał jednak pracę dla nas. Zamiast błysku fleszy skromne zacisze gabinetu. Zamiast sławy ciężki znój urzędniczej harówki…

Nieodmiennie wzrusza mnie, iż pomimo całego tego zaangażowania zawsze znajduje czas, by być blisko prawdziwych ludzi. Na przykład na paradach LGBT, na których występują ludzie w najprawdziwszym z możliwych rodzajów. Jednak choćby to nie zamyka ust nienawistnikom.

Ci sami, którzy dziś oburzają się na zasłużone użycie przez Jacka wobec Poznaniaków słowa „hołota”, wyśmiewali się z niego wtedy, gdy wykazując się polityczną odpowiedzialnością postanowił stanąć w prawyborcze szranki przed wyborami prezydenckimi. A przecież już sam ten gest wymagał od niego odwagi. Jakiejś śmiałej wizji. Projekcji niezrozumiałej dla tej właśnie, nie bójmy się tego słowa, hołoty.

Wytykacie mu, iż zatrudnia jako swoich zastępców ludzi, którzy, by zdobyć wykształcenie, musieli kupić je sobie na Collegium Humanum. Nie wszyscy są zdolni i pracowici. Nie wszyscy potrafią ukończyć studia lub studia podyplomowe w normalny sposób. Czy pomyśleliście trochę o tych mniej uzdolnionych? Czy nie warto dać im szansy? Czy nie warto być wrażliwym? Wy nazywacie to nepotyzmem (cóż za wydumane słowo) dla mnie to otwartość i życzliwość. Sam pragnąłbym mieć szefa, który, nie bacząc na oczywisty brak kompetencji, wyznaczy mi pensję w wysokości kilkuset tysięcy złotych rocznie. Czy zatem możemy mieć pretensje do Jacka, iż on jest właśnie takim szefem?

Małostkowo i złośliwie wytykacie Jaśkowiakowi rzekomy brak kompetencji w zakresie zarządzania miastem. Nieudane przetargi, ślimaczące się inwestycje, niezdolność do remontu poznańskiej Areny i inne tego typu drobiazgi. Czy jednak prezydent jest po to, by pracować za cały urząd? Gdzie tu jego wina? choćby ten tytan pracy, otaczający się starannie wyselekcjonowanymi przez siebie kadrami, nie jest w stanie podołać zadaniu tak złożonemu jak zakup działającego tramwaju lub remont hali widowiskowo-sportowej. Nazwijmy rzeczy po imieniu – tym zadaniom nie podołałby żaden człowiek.

Nie bądźcie więc nienawistnikami. Doceniajcie ten diament, tę bryłę szlachetnego kruszcu, którą podarował nam los, zanim kolejny tort śmierci zakończy jego misję.

Przemysław Piasta

PS. Dla osób szczególnie odpornych na ironię małe wyjaśnienie: to oczywiście żart. Nie popieram robienia polityki przez happeningi, ale znajmy proporcje. To nie była bomba albo choćby cegła, ale tort. Rzucenie tortem to nie zamach. Tymczasem sam Jacek Jaśkowiak swoją butą i arogancją ciężko zapracował na bezpośredni kontakt z wyborcami. To nie jedyny wśród włodarzy polskich miast, którzy zapomnieli, iż są pracownikami swoich wyborców, a nie udzielnymi książętami. Czas im o tym przypomnieć.

Idź do oryginalnego materiału