Lewica ma szczególne powody, by pamiętać o parlamentarzystkach
Powoli odchodzą twórcy III Rzeczypospolitej. Tylko w lipcu br. zmarły trzy nieprzeciętne kobiety, których kariery polityczne wiążą się z Sejmem wybranym w czerwcu 1989 r. Wiesława Ziółkowska – ekonomistka, rodowita poznanianka, została posłanką z ramienia PZPR, do której należała od 1974 r. Danuta Grabowska – nauczycielka z Radomia, również była działaczką tej partii, ze stażem od 1971 r., a na początku lat 80. choćby sekretarzem komitetu wojewódzkiego. Anna Knysok – pielęgniarka z Chorzowa, od 1980 r. działaczka legalnej i podziemnej Solidarności, w stanie wojennym przez kilka miesięcy więziona, weszła do Sejmu z listy Komitetu Obywatelskiego.
Dziwny to był Sejm i do dziś traktowany jest jako swoiste kuriozum. Oficjalnie nazywa się go Sejmem PRL/RP X kadencji, bo gdy był wybierany, nic nie wskazywało, iż Polska Rzeczpospolita Ludowa tak gwałtownie zmieni nazwę. Dokonał tego zresztą właśnie ten Sejm po zaledwie sześciu miesiącach istnienia. Jednak numeracja kadencji do samego jej końca – czyli do jesieni 1991 r. – świadczyła o instytucjonalnej ciągłości z państwem, którego już wtedy formalnie nie było. Wszak Sejm PRL I kadencji został wyłoniony w 1952 r., a kolejne w latach 1957, 1961, 1965, 1969, 1972, 1976, 1980 i 1985.
Czym więc był ów Sejm działający w latach 1989-1991? Można by powiedzieć, iż najlepszym dowodem na pokojową, ewolucyjną przemianę Polski Ludowej w III RP. W naszym kraju doszło bowiem nie do „obalenia komunizmu”, ale do wyjątkowego w polskich dziejach kompromisu najważniejszych sił politycznych: obozu sprawującego władzę od 45 lat, opozycji zorganizowanej pod sztandarem Solidarności od początku lat 80. oraz hierarchów Kościoła katolickiego, którzy pełnili funkcję pośrednika. Efektem tego kompromisu, zawartego na początku kwietnia 1989 r. przy Okrągłym Stole, były czerwcowe wybory, w których obóz rządzący nie tylko „posunął się”, dając opozycji możliwość uzyskania 35% miejsc w nowym Sejmie i wszystkich miejsc w odrodzonym Senacie, ale także dokonał wymiany pokoleniowej we własnych szeregach.
Porażka listy krajowej, na której znalazła się czołówka przywódców PZPR, ZSL, SD i prorządowych organizacji katolickich, sprawiła, iż w Sejmie X kadencji zabrakło całej ścisłej elity rządzącej dotąd Polską. Władza, która przez poprzednie dekady starała się kontrolować procesy kadrowe na każdym szczeblu, niespodziewanie dopuściła do pełnej demokratyzacji własnych szeregów. Po raz pierwszy w Sejmie PRL ogromna większość posłów nie miała zatem żadnego doświadczenia parlamentarnego. Miało je zaledwie 38 posłów na 460, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej i nigdy później. W III RP wymiana kadr parlamentarnych następowała znacznie wolniej, dlatego od wielu kadencji trzon posłów i senatorów pozostaje ten sam.
Konieczność przemian
Sejm i Senat wyłonione w 1989 r. dały więc początek elitom politycznym demokratycznej Polski. Była to zmiana jakościowa pod każdym względem, wszak nowi reprezentanci społeczeństwa, którzy musieli się uczyć parlamentarnego rzemiosła w zupełnie innych niż dotąd warunkach, byli najczęściej ludźmi młodymi, dobrze wykształconymi (oczywiście w szkołach i na uczelniach „komunistycznej” Polski, którą dziś postponują historycy wykształceni w III RP), a przy tym zdającymi sobie sprawę z konieczności przemian ustrojowych.
Wbrew prawicowej czarnej legendzie w Sejmie „kontraktowym” nikt nie chciał bronić starego systemu, z którego niewydolności politycznej i gospodarczej wszyscy zdawali sobie sprawę. Wręcz przeciwnie, posłowie zarówno ze strony dotychczasowej władzy,
Post Matki założycielki III RP pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

3 dni temu











