Masz całe życie przed sobą

1 dzień temu

Słyszy: ucz się, zdobywaj doświadczenie, buduj swoją markę, inwestuj w siebie. A później odkrywa, iż pierwszy szczebel zawodowej drabiny znika, bo część najprostszych stanowisk przejmują algorytmy, mieszkanie staje się coraz trudniej dostępne, a stabilność, do której miał dojść wysiłkiem, wciąż przesuwa się o kilka lat. Wolność, która miała oznaczać możliwość wyboru, zaczyna przypominać egzamin z adekwatnego zarządzania samym sobą.

„Masz całe życie przed sobą…”. To jedno z tych zdań, które dorośli wypowiadają z najlepszą intencją. Ma uspokajać dziecko, które nie wie jeszcze, kim chce zostać, nastolatka wybierającego szkołę, maturzystę wahającego się między kierunkami studiów. Wszystko jest możliwe, każdą decyzję można jeszcze zmienić, a jeden nieudany wybór niczego nie przekreśla. W tych słowach mieści się obietnica otwartej przyszłości. Z czasem jednak zaczynamy słyszeć w nich także coś innego. Skoro masz przed sobą całe życie, nie wolno ci go zmarnować. Musisz wybrać dobrze, działać szybko, rozwijać się, zdobywać doświadczenie i nie zostać z tyłu. Pocieszenie niepostrzeżenie zamienia się w zobowiązanie.

Młody człowiek ma być jednocześnie odważny i ostrożny. Powinien eksperymentować, ale najlepiej tak, aby każdy eksperyment dobrze wyglądał w CV. Ma szukać własnej drogi, pod warunkiem, iż będzie to droga przyszłościowa, opłacalna i społecznie akceptowana. Powinien być elastyczny, mobilny, przedsiębiorczy, odporny psychicznie, gotowy do nieustannego uczenia się. Słyszy: ucz się, zdobywaj doświadczenie, buduj swoją markę, inwestuj w siebie. A później odkrywa, iż pierwszy szczebel zawodowej drabiny znika, bo część najprostszych stanowisk przejmują algorytmy, mieszkanie staje się coraz trudniej dostępne, a stabilność, do której miał dojść wysiłkiem, wciąż przesuwa się o kilka lat. Wolność, która miała oznaczać możliwość wyboru, zaczyna przypominać egzamin z adekwatnego zarządzania samym sobą. John Stuart Mill nazywał takie wybory „eksperymentami w życiu”. Wolność traci sens, jeżeli wolno eksperymentować tylko wtedy, gdy wynik jest z góry bezpieczny i społecznie zatwierdzony. To dość osobliwa wolność…

Wolność, która stała się egzaminem

Nie chodzi o to, aby zdjąć z młodych odpowiedzialność za decyzje. Wolność bez odpowiedzialności gwałtownie staje się pustym przywilejem. Trzeba jednak dostrzec, iż odpowiedzialność nie dla wszystkich oznacza to samo. Błąd popełniony przez osobę, która ma rodzinne wsparcie, mieszkanie i finansowe zabezpieczenie, może pozostać ciekawym doświadczeniem, historią opowiadaną po latach z uśmiechem. Taki sam błąd w życiu kogoś, kto nie ma żadnej poduszki bezpieczeństwa może oznaczać przerwane studia, zadłużenie, utratę mieszkania albo konieczność powrotu do punktu wyjścia. Jedni mogą próbować kilka razy, inni wiedzą, iż pierwsza pomyłka będzie ich kosztowała zbyt wiele. Prawo do błędu także jest nierówno rozdzielone.

Nie wszyscy mogą pozwolić sobie na ten sam upadek…

Także miejsce urodzenia wyznacza cenę pomyłki. Inaczej zmienia się szkołę, pracę czy kierunek studiów w dużym mieście, a inaczej w miejscowości, z której ostatni autobus odjeżdża po piętnastej. Dostęp do edukacji, transportu, mieszkań i pracy decyduje o tym, czy wybór pozostaje realny, czy jest tylko formalną możliwością. Wolność ma swoją geografię…

To ważne, bo współczesna opowieść o sukcesie chętnie pokazuje zwycięzców, ale rzadko mówi o zapleczu, które pozwoliło im przegrać kilka wcześniejszych rund. Zachwycamy się ludźmi, którzy zmienili kierunek, porzucili bezpieczną pracę, założyli firmę albo zaczęli wszystko od nowa. Rzadziej pytamy, kto w tym czasie płacił ich rachunki, zajmował się dziećmi, udostępnił mieszkanie i dawał pewność, iż w razie niepowodzenia będzie dokąd wrócić. Nie jest to argument przeciwko przedsiębiorczości, ambicji czy odpowiedzialności. Przeciwnie… jest to argument za wolnością, która istnieje naprawdę, a nie tylko w motywacyjnym haśle.

Eurobarometr dotyczący młodych Europejczyków, opublikowany w 2025 roku, pokazuje, iż ich obawy są bardzo konkretne. Dla 40 procent osób w wieku od 16 do 30 lat priorytetem są rosnące ceny i koszty życia, dla 31 procent sytuacja gospodarcza i miejsca pracy, a dla 23 procent mieszkalnictwo. To nie jest lista roszczeń pokolenia oczekującego niezwykłego życia bez wysiłku. To raczej pytanie o podstawy samodzielności. O to, czy praca pozwoli się utrzymać, czy będzie gdzie mieszkać i czy jedna choroba, utrata dochodu albo nietrafiona decyzja nie wywróci wszystkiego. Młodym wciąż powtarzamy, iż mają całe życie przed sobą, ale jednocześnie urządzamy świat, w którym każda pomyłka może bardzo wcześnie zawęzić ich przyszłość. Młodzi nie oczekują świata bez ryzyka. Oczekują, iż ryzyko nie będzie oznaczało życiowej ruiny.

Dobre społeczeństwo nie powinno gwarantować, iż każda decyzja zakończy się sukcesem. Nie może też usuwać wszystkich konsekwencji naszych wyborów. Powinno jednak sprawić, aby jedna porażka nie stawała się wyrokiem. Wolność potrzebuje odpowiedzialności, ale odpowiedzialność bez możliwości ponownej próby zamienia się w bezwzględność. Państwo nie ma prowadzić człowieka za rękę przez całe życie. Powinno natomiast pilnować, aby drzwi, które raz się zamknęły, nie były jedynymi, jakie kiedykolwiek przed nim otwarto.

I właśnie tu zaczyna się polityka.

Kto mówi młodym: rozumiem

W pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2025 roku wyborcy w wieku od 18 do 29 lat zagłosowali zupełnie inaczej niż starsze pokolenia. Według badania exit poll Ipsos Sławomir Mentzen otrzymał w tej grupie 36,1 procent głosów, Adrian Zandberg 19,7 procent, Rafał Trzaskowski 12,2 procent, a Karol Nawrocki 10,5 procent. Nie należy wkładać Mentzena i Zandberga do jednego ideowego worka ani uznawać wszystkich młodych za jednolity, populistyczny elektorat. Wynik mówi jednak coś ważnego: polityczne centrum, przez lata przekonane, iż reprezentuje rozsądek i normalność, przestało być dla wielu młodych naturalnym punktem odniesienia. Najmłodsi częściej wybierali kandydatów, którzy obiecywali wyraźne zerwanie z dotychczasowym sposobem uprawiania polityki.

Dlaczego część z nich szuka zrozumienia właśnie u populistów? Nie dlatego, iż młodzi są mniej inteligentni, gorzej wykształceni albo z natury niechętni demokracji. Taka odpowiedź byłaby wygodna, ale przede wszystkim arogancka. Populiści potrafią nazwać emocje, których umiarkowana polityka długo nie chciała zauważać. Mówią: widzimy waszą złość, wiemy, iż czujecie się oszukani, znamy winnych i oddamy wam kontrolę. Dają prostą odpowiedź w świecie pełnym niepewności, oferują wspólnotę, pozwalają na bunt przeciwko pokoleniu, które urządziło świat, a teraz poucza młodych, jak powinni się w nim odnaleźć. Przede wszystkim zdejmują z nich upokarzające podejrzenie, iż skoro sobie nie radzą, to widocznie za mało się starali.

Liberalna opowieść zbyt często brzmiała inaczej: jesteście wolni, więc wybierajcie odpowiedzialnie i ponoście skutki własnych decyzji. Było w niej dużo racji, ale mało empatii wobec ludzi, którzy mieli wybierać na rynku pracy pełnym niepewności, przy rosnących kosztach mieszkań i w rzeczywistości, w której reguły zmieniają się szybciej niż plany życiowe. Populizm odpowiadał: to nie wy zawiedliście, to was zdradzono. Pierwszy język bywał chłodny, drugi jest często fałszywy, ale emocjonalnie okazuje się znacznie skuteczniejszy. A przecież, kto nie daje ludziom nadziei, oddaje ich tym, którzy sprzedają im pewność…

Znaczenie ma również sposób, w jaki młodzi poznają politykę. Dla 42 procent młodych Europejczyków media społecznościowe są głównym źródłem informacji o sprawach politycznych i społecznych. Aż 76 procent uważa, iż w ciągu zaledwie tygodnia zetknęło się z dezinformacją, chociaż 70 procent jest przekonanych, iż potrafi ją rozpoznać. W świecie krótkich filmów, natychmiastowych reakcji i algorytmów premiujących silne emocje pewność siebie łatwo wygrywa z namysłem. Niuans wygląda jak słabość, wątpliwość jak brak przekonań, a kompromis jak zdrada. Populista nie musi mieć lepszej odpowiedzi. Wystarczy, iż wypowie ją szybciej, głośniej i bez cienia zawahania. A krzyk brzmi jak autentyczność.

Nie oznacza to, iż młodzi nie potrafią odróżnić prawdy od fałszu albo iż są bezwolnymi ofiarami algorytmów. Przeciwnie, często bardzo dobrze rozpoznają sztuczność języka oficjalnej polityki. Widzą ludzi, którzy przed wyborami mówią o przyszłości młodego pokolenia, a po nich wracają do sporów zrozumiałych głównie dla własnych partyjnych środowisk. Słyszą wezwania do cierpliwości od osób, które zdążyły kupić mieszkania, zbudować pozycję zawodową i skorzystać z czasów bardziej przewidywalnego awansu. Kiedy ich frustracja zostaje skwitowana wykładem o odpowiedzialności, populista otrzymuje gotowy argument: oni was nie słuchają, my przynajmniej mówimy waszym językiem. I oddajemy populistom monopol na gniew.

Tyle iż populistyczne zrozumienie ma swoją cenę. Daje wspólnotę, ale zwykle buduje ją przeciwko komuś. Pozwala wyrazić gniew, ale natychmiast wskazuje, na kogo należy go skierować. Obiecuje odzyskanie kontroli, choć w praktyce oczekuje podporządkowania się gotowej wizji świata. Zamiast prawa do poszukiwania oferuje pewność. Zamiast otwartej przyszłości proponuje powrót do wyobrażonej przeszłości, w której wszystko miało być prostsze, role oczywiste, a autorytety niepodważalne. Populiści nie mówią młodym, iż mają prawo szukać. Mówią im, iż już znają odpowiedzi i wiedzą, kogo należy obwinić.

Wolność, która nie zostawia człowieka samego

Odpowiedzią na populizm nie może być jeszcze więcej pouczania. Nie wystarczy mówić młodym, iż głosują nierozsądnie, ulegają manipulacji albo nie rozumieją konsekwencji swoich wyborów. Być może część z nich rzeczywiście popełnia polityczny błąd. Ale demokracja, która szanuje obywatela tylko wtedy, gdy głosuje on zgodnie z oczekiwaniami ludzi uznających się za rozsądnych, sama kilka rozumie z wolności. Trzeba spierać się ostro z poglądami ograniczającymi prawa innych, ale nie wolno odbierać podmiotowości ludziom, którzy takie poglądy popierają. Wyborcy populistów nie znikną od moralnego oburzenia. Mogą natomiast odejść od populizmu, jeżeli otrzymają bardziej wiarygodną opowieść o własnej przyszłości.

Taka opowieść powinna zaczynać się od prostego zdania: masz prawo jeszcze nie wiedzieć. Nie musisz w wieku osiemnastu, dwudziestu pięciu ani trzydziestu lat posiadać gotowego planu na całe życie. Możesz wybrać niewłaściwy kierunek, rozczarować się pierwszą pracą, zmienić poglądy, zrezygnować z celu, który przestał być twój. Poszukiwanie nie jest dowodem niedojrzałości. Zmiana zdania nie zawsze świadczy o braku charakteru. Czasem oznacza po prostu, iż człowiek dowiedział się czegoś nowego o świecie albo o sobie.

Prawo do błędu nie oznacza oczywiście prawa do życia bez konsekwencji. Nie każdy błąd czegoś nas nauczy, nie każdy da się naprawić, a niektóre decyzje krzywdzą innych i wymagają poniesienia odpowiedzialności. Wolnościowa polityka nie może obiecywać bezkarności ani wiecznego dzieciństwa. Powinna jednak bronić człowieka przed utożsamieniem go na zawsze z najgorszą decyzją, jaką podjął. Kara nie może odbierać całej przyszłości, nieudany wybór edukacyjny nie powinien zamykać drogi do nowego zawodu, a pierwsza porażka na rynku pracy nie może skazywać na trwałe pozostawanie poza nim. Karl Popper pisał, iż wiedza rośnie dzięki poprawianiu błędów. Dojrzałe społeczeństwo powinno więc umożliwiać korektę, a nie zamieniać omylność w dożywotni wyrok. A wolność bez drugiej szansy jest przywilejem tych, których stać na porażkę.

Potrzebne jest również prawo do rozczarowania. Młodzi mają prawo odkryć, iż praca, o której marzyli, nie daje satysfakcji, iż autorytet zawiódł, iż związek się rozpadł, a długo oczekiwany sukces nie przyniósł szczęścia. Nie każde rozczarowanie uszlachetnia. Niektóre po prostu bolą… Nie powinny jednak prowadzić do wniosku, iż nadzieja była błędem. Rozczarowanie nie jest przeciwieństwem nadziei. Jest ceną, jaką czasem płacimy za to, iż potrafiliśmy w coś uwierzyć.

I pozostało prawo do radości. Nie dopiero po zdobyciu dyplomu, mieszkania, stanowiska i finansowego bezpieczeństwa. Nie wtedy, gdy wszystkie problemy zostaną rozwiązane, bo taki dzień może nigdy nie nadejść. euforia nie musi być nagrodą za adekwatnie przeżyte życie. Może pojawić się pośrodku niepewności, w przyjaźni, rozmowie, podróży, muzyce, miłości albo zwyczajnym poranku, który niczego wielkiego nie obiecywał. Nie usuwa problemów i nie zastępuje polityki społecznej. Pozwala jednak nie oddać całego życia oczekiwaniu na moment, w którym wreszcie wolno będzie zacząć się nim cieszyć.

Wolnościowa odpowiedź musi więc łączyć osobistą odpowiedzialność z instytucjami, które umożliwiają kolejną próbę. Dostępne mieszkania na wynajem, pierwsza praca dająca doświadczenie, możliwość przekwalifikowania się, pomoc psychologiczna, sprawny transport i edukacja otwarta również dla tych, którzy wracają do niej po latach, nie są dodatkami do wolności. Tworzą jej materialne warunki. Państwo nie powinno wybierać człowiekowi drogi ani obiecywać życia bez ryzyka. Powinno jednak zadbać, aby ryzyko nie było luksusem dostępnym wyłącznie dla tych, których stać na porażkę. Amartya Sen przypominał, iż wolność to nie tylko brak zakazów, ale realna zdolność do prowadzenia życia, które mamy powody cenić. Formalny wybór kilka znaczy, gdy większość możliwości pozostaje poza zasięgiem.

To także odpowiedź na populizm. Nie kolejna wielka obietnica, iż odtąd wszystko będzie łatwe, ale uczciwa gwarancja, iż człowiek nie zostanie sam w chwili, gdy coś się nie powiedzie. Nie wspólnota zbudowana na wskazaniu wroga, ale wspólnota, która potrafi pomieścić różne życiowe drogi. Nie nakaz optymizmu, ale stworzenie warunków, w których nadzieja nie brzmi naiwnie. Liberalna demokracja odzyska wiarygodność nie wtedy, gdy zacznie krzyczeć głośniej od populistów, ale wtedy, gdy ponownie połączy wolność z poczuciem wpływu, bezpieczeństwem i godnością.

Wciąż mamy życie przed sobą

Optymizm nie polega na przekonaniu, iż wszystko się uda. Nie każda droga doprowadzi nas tam, dokąd chcieliśmy dotrzeć. Nie wszystkie drzwi pozostaną otwarte, nie każdą stratę da się odzyskać, a niektóre decyzje naprawdę zmieniają życie bez możliwości powrotu. Udawanie, iż wystarczy pozytywne nastawienie, byłoby kolejnym sposobem przerzucenia całej odpowiedzialności na jednostkę. jeżeli ci się nie udało, widocznie za mało wierzyłeś… Nie tędy droga.

Realistyczny optymizm mówi coś innego, ale ważniejszego: również po tym, co się nie udało, może wydarzyć się coś znaczącego. Człowiek nie jest skończonym projektem. Może zmienić zdanie, odbudować relację, nauczyć się nowej rzeczy, odnaleźć inne miejsce i inaczej zdefiniować sukces. Przyszłość nie jest nagrodą zarezerwowaną dla tych, którzy od początku podejmowali adekwatne decyzje. Nie jest też przywilejem młodości. W pewnym wieku przestajemy pytać ludzi, kim chcą zostać, jakby odpowiedź została już raz na zawsze udzielona. A przecież dopóki żyjemy, przez cały czas możemy się stawać.

Od dziecka mówiono nam, iż mamy całe życie przed sobą. Dziś rozumiem te słowa inaczej. Nie jako obietnicę nieskończonego czasu ani życia wolnego od błędów, strat i rozczarowań. Raczej jako przypomnienie, iż nic nie musi być wyłącznie podsumowaniem. Zawsze może okazać się także początkiem. Populiści karmią się lękiem, iż przyszłość została już komuś odebrana, a jedynym ratunkiem jest odzyskanie wyidealizowanej przeszłości. Wolnościowa odpowiedź powinna mówić: przyszłość przez cały czas może należeć do ciebie, ale nie napiszemy jej za ciebie.

Nie wszystko będzie dobrze. To byłaby bajka. Ale nie wszystko, co się nie udało, musi mieć ostatnie słowo. To właśnie jest najbardziej uczciwa forma nadziei… oraz najbardziej wolnościowa obietnica, jaką możemy dziś złożyć młodym. Masz prawo szukać. Masz prawo się rozczarować. Masz prawo cieszyć się po drodze. Masz prawo zacząć jeszcze raz. Masz całe życie przed sobą.

Bo wolność zaczyna się naprawdę nie wtedy, gdy możemy wybrać po raz pierwszy, ale wtedy, gdy po błędzie przez cały czas możemy wybrać jeszcze raz.

Idź do oryginalnego materiału