Marek Baterowicz - Parada na Placu Czerwonym

I jak co roku odbyła się ta parada, dla Rosjan zwana paradą zwycięstwa, ale dla wielu państw paradą klęski... Triumf Armii Czerwonej nad nazizmem ( możliwy zresztą tylko dzięki wielkiej pomocy Aliantów – Rosjanie potrzebowali nie tylko butów, ale i sprzętu, broni, ciężarówek ) celebruje się nieustannie, pomijając to, iż w 1945 na gruzach hitlerowskiej Rzeszy powstało nowe imperium totalitarne ze stolicą w Moskwie. I to ono przejmowało pod swoją “krwawą opiekę” kraje podbite lub zajęte niedawno przez Niemcy. Po 1945 nastąpiła na tych ziemiach wyłącznie zmiana okupanta oraz szyldów. I tak, w okupowanej przez Sowiety Polsce, Gestapo zastąpiło NKWD, pojawiły się też inne skróty równie makabryczne, jak UB lub ORMO... I oto po 1945 Stalin (jako były negocjator Ribbentropa) wkraczał już dwoma nogami do Polski, co zajęło mu sześć lat, ale jakże mu się to opłaciło przy budowie imperium. A to, co rozpoczął z Ribbentropem, dokończył dzięki ogromnej życzliwości Roosevelta, okazanej mu podczas konferencji w Teheranie i Jałcie. Przy tej życzliwości stanowisko Churchilla było mniej ważne, może grał rolę statysty? I być może dzisiaj Amerykanie nie musieliby przebywać w Europie, by bronić jej przed agresją Kremla, gdyby wtedy Roosevelt trzymał się zasad prawa międzynarodowego oraz był lojalny wobec Polski jako ważnego przecież alianta w tamtej wojnie. A w tonacji gdybania warto również przytoczyć jeden lwowski wierszyk Władysława Broniewskiego, którym poeta tak oto podsumował skutki układu Ribbentrop-Mołotow:
I byłby nowy Grunwald,
byłyby nowe Płowce,
gdyby nie te bombowce...
I gdyby nie te czołgi,
które przyszły znad Wołgi
Poeta we Lwowie spędzał często czas w knajpach, popijając z mężem Wandy Wasilewskiej, prostym robotnikiem, który usiłował otworzyć Wandzie oczy na rzeczywistość sowiecką. Daremnie,
po licznych kłótniach z żoną Marian Bogatko zginął zastrzelony przez NKWD w ich domu, zaś Broniewski trafił na Łubiankę. Śmierć męża Wasilewskiej owiana jest tajemnicą, bo w tej samej willi szukano polskiej konspiry, co mogło mieć związek z siostrą Wandy, Halszką, wielką patriotką. Jednak zabójstwo Mariana pozostaje zagadką, wiadomo bowiem, iż NKWD wolało najpierw brać ludzi na przesłuchania.
A wracając do cytowanego powyżej wierszyka, który prawdopodobnie tylko trochę przyczynił się do aresztowania poety i byłego legionisty (wyszedł dopiero po półtora roku), powiedzmy, iż z dużym smutkiem patrzę na opisy i wzmianki polskich historyków, dotyczących haniebnego okresu po inwazji sowieckiej 17 września 1939. Opisy te są zwykle skromne, jakby skrótowe, a upiorne pacyfikacje miast – nie tylko Lwowa – przedstawiane są jako...dramatyczne, podczas gdy były to przecież dantejskie masakry. Deportacje na Sybir można też przedstawić lepiej...Być może działa tu jeszcze nawyk z PRL-u, zabraniający wspominać zbrodnie Sowietów, bo byliśmy wtedy barakiem w ich imperium. Z antypodów widzę jedynie znakomitą książkę Piotra Szubarczyka – “Czerwona apokalipsa” – która przedstawia tę ogromną tragedię w sposób zadowalający. Niestety, książka jest już “out of stock”... Mamy jednak nadzieję, iż nasi historycy uzupełnią tę lukę, ostatecznie od tego upadku PRL-u ( a może nie był to kres PRL-u jak też się sądzi ?) minęło już lat prawie trzydzieści siedem! Jak ten czas leci, a jeszcze peerelczykom udało się prawie przywrócić PRL w 2023 – jak to się stało, iż nie upilnowaliśmy Polski ?
Marek Baterowicz









