Marcin Kierwiński od kilku dni nie wydał choćby pogłosu

5 godzin temu

Marcin Kierwiński byłby idealnym eksponatem w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag z siedzibą we francuskim Sevres. W tej znanej na całym świecie instytucji gromadzone są wzorce miar i wag, a Marcin Kierwiński to precyzyjnie odmierzony i zważony kapciowy. Zaczynał u boku Hanny Gronkiewicz-Waltz i już wtedy uchodził za safandułę, który swoimi publicznymi występami wzbudzał śmiech i politowanie, ale to nie przeszkodziło mu w budowaniu politycznej kariery. Najpierw piął się po szczeblach samorządowych, został radnym i wicemarszałkiem sejmiku, potem uzyskał mandat posła, by w 2015 roku, dzięki premier Ewie Kopacz, zostać szefem gabinetu politycznego.

Po utracie władzy przez PO, kariera Kiewińskiego nie zwolniła, wręcz przeciwnie, ponownie został posłem i sekretarzem generalnym partii. W 2023 roku dorobił się teki szefa MSW, ale po roku stracił stanowisko i wówczas pojawiły się plotki, iż pierwszy raz musiał czymś podpaść. Teoretycznie mogło tak to wyglądać, bo Donald Tusk odesłał Kiewińskiego do Parlamentu Europejskiego, co było polityczną degradacją, ale na pewno nie finansową. Poza tym były minister dostał „jedynkę” na warszawskiej liście KO, co wskazywało, iż raczej nie jest to sankcja, tylko nagroda połączona z próbą podkręcenia wyniku wyborczego partii. Zaledwie po trzech miesiącach od uzyskania mandatu PE, Marcin Kierwiński został wezwany przez Donalda Tuska do Polski i ponownie został Ministrem Obrony Narodowej. W taki sposób rozwiązała się zagadka jego europejskiej misji. Dodatkowo zbieg okoliczności sprawił, iż Donald Tusk nie musiał się wysilać z uzasadnieniem swojej decyzji – Marcin Kierwiński wrócił do Polski, żeby razem z Jerzym Owsiakiem pomagać powodzianom.

Wszystkie zwroty w karierze Kierwińskiego mają wspólny mianownik, choćby jeżeli na chwilę tonął, to zaraz wypływał i od razu na szersze wody, bo wierność połączona z uległością to jego motto życiowe. Nigdy nie wykazał się asertywnością, zawsze podawał kapcie i wiernie służył: Hannie Gronkiewicz-Waltz, Ewie Kopacz, Donaldowi Tuskowi. Jedyny obszar, na którym Marcin Kierwiński może poczuć się szefem nie kapciowym, to warszawskie struktury Koalicji Obywatelskiej, jednak i tam jako szef nie podejmuje najważniejszych decyzji bez konsultacji z Donaldem Tuskiem. Dzięki tej modelowej uległości udawało się Kierwińskiemu przechodzić przez rozmaite kryzysy, od słynnego „pogłosu”, po serię fałszywych alarmów wymierzonych w polityków i media opozycji.

W ostatnim czasie coś się jednak zaczęło psuć i to lawinowo. Najpierw Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł na temat astronomicznych zarobków (350 tys zł rocznie) żony Agnieszki Gierzyńskiej-Kierwińskiej i wiadomo, iż takie artykuły w zaprzyjaźnionych mediach zawsze są sygnałem ostrzegawczym wysłanym od „swoich”. Sprawy nabrały skrajnie niebezpiecznego tempa po ujawnieniu afery młodego lekarza zatrudnionego w Warszawskim Szpitalu Południowym. Patryk Słowik, dziennikarz portalu zero.pl, opisał przypadek Dawida Kacprzyka, który zarobił 1,6 miliona złotych w ciągu roku i tak się nieszczęśliwie dla Kierwińskiego złożyło, iż pan „doktor” jest radnym KO z Warszawy oraz byłym szefem młodzieżówki. Za takie awanse oczywiście odpowiada szef regionu i to nie koniec, bo w kolejnym artykule Patryk Słowik przedstawił całą patologiczną machinę przyjmowania pacjentów z politycznego klucza KO. Po tych publikacjach na kilka dni słuch o Marcinie Kierwińskim zaginął, nie było go w mediach tradycyjnych, nie było w Internecie.

Wypowiedział się za to Donald Tusk i pogroził personalnymi konsekwencjami, jednak na razie zakończyło się zwolnieniem Dawida Kacprzyka i dyrektor ds. medycznych, dr Agaty Kusz-Rynkun. Takie kroki zdecydowanie nie wystarczą do ugaszenia afery, tym bardziej, iż „sprawa jest rozwojowa” i po mediach już krążą duże nazwiska, które miały korzystać z „pokoiku VIP” w warszawskim szpitalu. Numerem jeden na liście politycznych konsekwencji jest oczywiście Marcin Kierwiński i gdyby Donald Tusk chciał przynajmniej na chwilę odwrócić uwagę opinii publicznej od sedna afery, to taka dymisja już by nastąpiła. Czy i tym razem ślepa wierność połączona z uniżonością uratują Kierwińskiego? Wszystko zależy od tego, jak się afera rozwinie albo zwinie, na co akurat szanse są niewielkie. W każdym razie Donald Tusk będzie musiał rzucić na pożarcie kogoś z samej góry KO i trudny to będzie wybór. Jak rzuci Marcina Kierwińskiego, najwierniejszego z wiernych, złamie „doktrynę Neumanna” i straci w oczach wielu działaczy. jeżeli nie będzie spektakularnych decyzji kadrowych, to zatonąć może cała KO.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału