Marcin Bogdan: Zmartwychwstanie 2026

solidarni2010.pl 3 tygodni temu
Felietony
Marcin Bogdan: Zmartwychwstanie 2026
data:02 kwietnia 2026 Redaktor: GKut
Zmatrwychwstanie Nadberezyńcy Czarnyszewicz

„Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie.

Wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie.

Bo zmartwychwstał samowładnie,

Jak przepowiedział dokładnie. Alleluja”

Jak tu wyzuć z serca żale, jak się weselić, radować, gdy Polska, Ojczyzna nasza tonie w długach i traci Suwerenność? Jak tu wyzuć z serca żale, jak się weselić, radować, gdy polscy Biskupi w przededniu Wigilii Paschalnej kierują do wiernych słowa podważające fundamenty wiary katolickiej i jedynej drogi do Zbawienia, która wiedzie przez Mękę i Zmartwychwstanie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa? Jak tu wyzuć z serca żale, jak się weselić, radować, gdy świat ogarnia wojna, a izraelska policja uniemożliwia łacińskiemu patriarsze Jerozolimy, kardynałowi Pierbattiście Pizzaballi, oraz kustoszowi Ziemi Świętej, ojcu Francesco Ielpo, wejście w Palmową Niedzielę do Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie? W synagogach i meczetach mogło się gromadzić do pięćdziesięciu osób, a do Bazyliki Grobu Pańskiego nie wpuszczono dwóch osób. «Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich» [Mateusz 18,20]. Do Bazylki Grobu Pańskiego nie wpuszczona Chrystusa. Jak tu wyzuć z serca żale, jak się weselić, radować, gdy we współczesnym świecie przed Chrystusem zamyka się drzwi, gdy Chrystus we współczesnym świecie staje się Persona non grata? Jak wyzuć z serca żale? Jak się weselić i radować?

Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy,

Niech Zmartwychwstały Chrystus każdemu z Państwa Błogosławi i obdarzy nadzieją, iż Polska semper fidelis, zawsze wierna, nie ulegnie, iż w tych trudnych czasach doczekamy takich kapłanów jak czcigodny sługa Boży Biskup Zygmunt Łoziński herbu Lubicz. Zygmunt Łoziński jako biskup miński jesienią 1918 roku wizytował parafie w okolicach Bobrujska nad Berezyną. Przyjechał też do Wończy, by poświęcić kaplicę, wybudowaną staraniem zamieszkałych tam Polaków. Wygłosił kazanie, które po latach opisał Florian Czarnyszewicz w swojej powieści „Nadberezyńcy”. Niech te słowa Biskupa Zygmunta Łozińskiego, które zapadły głęboko w sercu pisarza, rozniecą w Państwa sercach płomień nadziei na lepsze jutro. Przecież nadzieja zawsze umiera ostatnia. Nie pozwólmy, by umarła.

Marcin Bogdan

Kazanie Biskupa Zygmunta Łozińskiego z powieści „Nadberezyńcy” Floriana Czarnyszewicza

Dzieci moje!

Pozdrawiam was od Diecezji swej, od braci waszych z Macierzy i dziękuję za miłą niespodziankę. Jak mi Bóg miły, szczerze mówię: wielką niespodziankę sprawiliście mi! Objąwszy powierzoną mi przez Stolicę Apostolską strażnicę, spieszyłem w wasze strony, mniemając, iż w tak odległym od mej siedziby miejscu, przyjął się kąkol, zasiany przez wrogów Chrystusa, iż znajdę was zwątpionych w moc i sprawiedliwość Boga, skłonnych do usług szatanowi. Spieszyłem na wsparcie, a tymczasem przekonywuję się, iż czym dalej na wschód, tym większa wiara w narodzie się znajduje. Wiara, którą widzę w Wończy, może być wzorem dla chrześcijan całej Rzeczypospolitej. Ta świątynia wzniesiona w tak niespokojnym i bezbożnym czasie, te ozdoby: koło młyńskie i obie tęcze uwite z milionów kwiecia, które choćby króla koronującego się wzruszyłyby, to wasze zgromadzenie się z dziećmi i starcami i te płomienie w oczach waszych napełniają serce moje takim ogromem błogich uczuć, iż choćby wypowiedzieć nie mogę. Tylko kapłaństwo w młodych latach otrzymując, taką euforia miałem, jakiej teraz doznaję; tylko da matki swej rodzonej taką wdzięczność żywię, jaką do was za waszą wiarę czuję. Widzę, iż wasza wiara jak wulkan gorąca, a jak skała mocna. Dziękuję wam za nią.

Jako kapłan dziękuję wam za wiarę w Chrystusa, a jako Polak – za wiarę w Polskę. Tak jak pobożnością, tak i patriotyzmem wzorem być możecie. W żadnej okolicy naszych Kresów nie spotkałem takiej ilości szkółek polskich, powstałych z własnej inicjatywy narodu, nie słyszałem o żadnej organizacji samokształcenia dorosłych, jaka się zawiązała w tutejszym rejonie, w żadnej okolicy nie widziałem tak gęsto mundurów żołnierzy polskich ani takiej jedności i braterstwa w narodzie i nadziei w zmartwychwstanie Polski.

Gdy wrócę z objazdu, pojadę do Warszawy i powiem o tym teraźniejszemu Rządowi, jakkolwiek niewyzwolonej jeszcze Polski. Powiem przed Radą Regencyjną: -Tam na dalekich kresach, u styku ziem mińsko–mohilewskich mocno żarzy się Polska. Przetrzebiona jest srodze długą niewolą i ciężkim prześladowaniem, rzadka już – jak ten las wystawiony na chłody lute, burze szalone, długą posuchę, ale to co zostało, zdrowe jest w pniu, mocne w korzeniu, odporne na wszelkie zakusy. Rzadka, ale wierna Macierzy, zwarta duchowo. Powiem członkom jej: -Jakoście zwierzchnicy i wodzowie Narodu, cieszcie się, iż na najdalszym posterunku macie dobrych synów i wiernych obrońców. Cieszcie się, ale też nie zapominajcie o nich. Gdy Naród zerwie kajdany, gdy miernicy i cieśle wyruszą budować granicę Polski, przypomnijcie im starą miedzę, nie pozwólcie stawiać parkanu w głębi ziemi Rzeczypospolitej. Nie wyprzyjcie się ziemi związanej z macierzą pięciowiekową tradycją, nie zostawcie na zgubę synów oddanych wam całą duszą, gotowych do największych poświęceń, nie zlekceważcie lasu, który chociaż rzadki w drzewa zdrowe, ma wiele pni świeżo uwiędłych, lub świeżo złamanych, które po zaporze wiatrów szkodliwych, po deszczu i cieple słonecznych promieni, jeszcze odżyją, albo latorośle z korzeni puszczą.

Tak im powiem. I wierzę niezłomnie, jak w to, iż niewola Narodu już się kończy, iż Polska już powstanie i rozrośnie się dobrą wolą bratnich plemion w dawniejszą potęgę i chwałę, jak w moc i sprawiedliwość Boga – tak w to, iż macierz dobrych synów nie zapomni.

Ale dzieci moje, powinniście wytrwać w takiej wierze, aż po was ojcowie przyjdą. Wytrzymajcie aż do końca. Stoicie przed możliwością nowych bolesnych prób i doświadczeń. Tam na wschodzie wisi czarna chmura – wielka chmura, dzika, niebezpieczna. Chmura zarazy bezbożnej, rozkładu moralnego, nieprawości; chmura pożogi, mordu barbarzyństwa. Może ona tu nawrócić.

Dziś ją wspiera filar zbrojnej potęgi Niemiec. Filar na pozór granitowy, niezwyciężony. Ale niezbadane wyroki Boże: dziś jednym moc i potęgę daje – jutro je odbiera i w słabych zamienia; wielkich w nicość obraca, maluczkich na wyżyny wznosi; dziś jedne narody do panowania nad pół światem dopuszcza – jutro w niewolników wczorajszych sług zamienia. Czasami wieki całe realizowane są mocarstwa, zdają się być niezwyciężonymi, a tu patrzysz – naraz rozlatuje się, jakoby ten pyłek za podmuchem wiatru. Tak runęła potęga moskiewska, tak może się rozwalić niemiecka. I wówczas ta chmura barbarii bolszewickiej na waszą, z kraju stojącą ziemię, spadnie. Na waszą ziemię całym swym ciężarem spadnie i przeciwko wam, sprzymierzeńcom walk o niepodległość Polski, przeciwko wam obrońcom chrześcijaństwa, cała adekwatność szatańska wprzódy się skieruje.

Truchleją serca wasze….. Prawda, dziadki, gorzki to kielich byłby do wypicia, ale nie trzeba rozpaczać, powinniście ten ciężar przyjąć z odwagą godną prawdziwych chrześcijan. Mówię to wam, byście zawczasu duchem się przygotowali. Nie bójcie się – nie zginiecie. Przodkowie wasi niejedną taką plagę przeżyli. Czuwa nad wami Chrystus sam i Matka Jego, która nie zapominajcie, iż jest Królową Korony Polskiej i naród Rzeczypospolitej ma w swojej opiece. Do Niej w ciężkich chwilach się zwracajcie, do Niej też i w obecnym uczuciu trwogi się zwróćcie.

Zakończenie kazania, które Biskup Zygmunt Łoziński wygłosił w Wończy koło Bobrujska, Florian Czarnyszewicz opisał następująco:

Tu obrócił się do ołtarza, ukląkł i zaintonował Litanie Loretańskie. Kto był tylko w tłumie, przyłączył się z całą mocą swych piersi do wtóru. Nie tylko kaplica, ale choćby budynki stojące w pobliżu, zatrzęsły się od kilkutysięcznych wołań. Nie był to śpiew zwykły uroczystościom, gdzie człowiek chociaż słyszy nutę przeważnie tęskną, czuje zeń jakąś euforia w sercu i natchnienie błogie; tu było łkanie żałosne i lament rozpaczliwy, wstrząsający duszą. Oto tyle już czasu od owej uroczystości upłynęło, a jednak, gdy tylko usłyszę gdzieś śpiew litanii, albo samą jej nutę, w rozmyśleniu tęsknym o ziemicy rodzonej przypomnę sobie, to zawsze jakby widzę zgromadzenie braci, jakby słyszę ich błaganie żałosne i za każdym razem łzy mi w oczach stają. Jak Boga kocham !

***

Od redakcji:
Przypomianmy, iż można nabyć książkę Marcina Bogdana "OSTATNIE LATA POLSKI W FELIETONACH"

Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.

Oto nr konta:

67 2490 0005 0000 4520 4582 2486

Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.

Idź do oryginalnego materiału