Marcin Bogdan: Polacy nie Gęsi
Mikołaj Rej z Nagłowic, poeta, tłumacz, polityk, teolog a także poseł na Sejm I Rzeczypospolitej w wydanym w roku 1562 zbiorze „Zwierzyniec”, w posłowiu zatytułowanym „Do tego, co czytał”, zawarł słynne słowa: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie Gęsi, iż swój język mają”.

Te słynne słowa Mikołaja Reja skierowane do współczesnych mu czytelników stały się swoistym testamentem poety, swoistym zobowiązaniem dla kolejnych pokoleń Polaków, zobowiązaniem, by korzystać z bogactwa polskiego języka, by cenić jego piękno i dbać o czystość polskiej mowy. Poeta Juliusz Słowacki w wydanym w roku 1841 poemacie „Beniowski”, w strofie XVIII z Pieśni V napisał zaś:
„Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa”
Język polski jest giętki, pozwala powiedzieć wszystko, co pomyśli głowa. Ale także, a może przede wszystkim, pozwala odbiorcy zrozumieć to, co chce powiedzieć, to co chce przekazać jego współrozmówca. choćby po wielu latach, gdy ze względu na upływ czasu i zmieniające się realia otaczającego nas świata, pojawiają się wątpliwości interpretacyjne, choćby wtedy, analizując poszczególne słowa, można adekwatnie odczytać i zrozumieć, co chciał wyrazić autor danych słów. Tak było w przypadku słynnych słów zapisanych przez Mikołaja Reja. Pierwsze skojarzenie podpowiada nam, iż Polacy to nie gęsi, Polacy to nie ptactwo domowe, iż Polacy mają swój język. Ale pojawiły się interpretacje mówiące, iż słowo „gęsi” w zdaniu zapisanym przez Reja nie jest rzeczownikiem tylko przymiotnikiem. Odnosi się nie do Polaków, ale do języka. Jaki język? Język nie gęsi, ale swój. Określenie „język gęsi” miało oznaczać język niezrozumiały, kojarzący się z gdakaniem, czyli w domyśle łacinę. Ale żadne źródła nie potwierdzają tego, żeby w XVI wieku łacinę nazywano językiem gęsim. Dopiero z czasem zwrócono uwagę, iż Mikołaj Rej zapisał słowo „Gęsi” z dużej litery. I to jest klucz do rozwiązania tej zagadki, do adekwatnego zrozumienia tego „co pomyślała głowa” poety. Otóż „gęś” to po czesku „hus”. A Jan Hus był twórcą literackiego języka czeskiego. W czasach Reja język czeski był tak powszechny i tak modny, jak dziś angielski. W wydanym w 1566 roku „Dworzaninie polskim” współczesny Mikołajowi Rejowi humanista Łukasz Górnicki pisał „O wpływach czeszczyzny na język polski”. I to na te wpływy zwracał uwagę Mikołaj Rej, pisząc, iż Polacy to nie husyci, iż Polacy to nie Czesi, Polacy mają swój język.
Język polski jest bogaty, jest piękny, pozwala powiedzieć wszystko co pomyśli głowa. Każdy kto dokonuje gwałtu na polskim języku, dokonuje gwałtu na polskim Narodzie. Dokonuje gwałtu na naszej historii i deprecjonuje naszą przyszłość. Kilka dni temu na scenie odbywającego się w Olsztynie Campusu „Polska Przyszłości” Barbara Nowacka dokonała gwałtu na polskim języku, mówiąc następujące słowa: „Jestem w dziwnej roli bycia gościnią i bycia gospodarką”. Barbara Nowacka rzeczywiście jest w dziwnej roli, roli, która ją przerasta, jest obsadzona w roli Ministra Edukacji. Minister Edukacji dokonuje gwałtu na języku, który jest absolutnym fundamentem tej edukacji. W edukacji adekwatnie dobrane słowa pozwalają porządkować pojęcia, budować logiczne myślenie i nazywać zjawiska otaczającego świata. A czemu służą słowa dobrane i użyte przez Barbarę Nowacką?
W języku polskim nie ma słowa gościnia. W pięknym przysłowiu „Gość w dom, Bóg w dom”, słowo „gość” nie odnosi się do mężczyzny, tylko do człowieka, czyli zarówno do kobiety jak i mężczyzny. Bo to człowiek jest zwiastunem Boga, a w obliczu Boga płeć traci znaczenie, bowiem istotny jest człowiek. Wygląda na to, iż osoby pokroju Barbary Nowackiej próbują świadomie wykluczyć się z ram tego przysłowia. Nie chcą, by ich odwiedziny w czyimś domu były kojarzone z Bogiem. Osoby pokroju Nowackiej prawdopodobnie hołdują bardziej postępowemu powiedzeniu: Gościnia w dom, diabeł w dom.
Jeszcze bardziej zaskakujące jest drugie dopełnienie użyte przez Barbarę Nowacką a mianowicie „gospodarką”, w roli bycia gospodarką. Słowo gospodarz nie przeszło jej przez rozpalone feminizmem gardło, zaś poprawna forma żeńska słowa gospodarz, czyli gospodyni, widać musiała jej się źle kojarzyć, np. z gospodynią domową, co tak wyemancypowanej kobiecie po prostu nie przystoi. W efekcie Barbara Nowacka ogłosiła ze sceny Campusu, iż jest gospodarką, a ja wreszcie zrozumiałem, dlaczego od samego początku rządów Tuska gospodarka leży. I to leży na łopatkach. I proszę szanownych czytelników, by nie sugerowali, iż ja tu łączę jakieś kropki. Nic z tych rzeczy. Owszem, wprawdzie Tusk bardzo troszczy się o gospodarkę, ale przecież nic mu z tego nie wychodzi.
Język polski jest bogaty i piękny zarazem. Język polski podkreśla, gloryfikuje pewne funkcje, pewne zawody, pewne profesje, pewne przymioty (prezydent, premier, minister, prezes, poseł, gość, kierowca) przypisując je do godności człowieka. Dotyczą one człowieka i poprzez sam fakt, iż nie mają formy męskiej i żeńskiej stanowią o równości kobiet i mężczyzn. Są też takie zawody i funkcje (wychowawca – wychowawczyni, gospodarz – gospodyni, sanitariusz - sanitariuszka), w których język polski poprzez formę męską i żeńską wskazuje na subtelne różnice między rolą kobiety i mężczyzny. Dobrze, iż Barbara Nowacka nie przyjechała na Campus „Polska Przyszłości” kierując samochodem, bo wtedy dowiedzielibyśmy się, iż Barbara Nowacka jest kierownicą.
Język polski jest piękny. Nie wolno go kaleczyć sztucznym słowotwórstwem powodowanym jakąś chorą ideologią. Język polski jest bogaty, można czerpać z całej jego głębi. Mamy przecież formy żeńskie od wielu cech i przymiotów. W języku polskim jest kretyn, jest też kretynka. Jest idiota, jest też idiotka. Pani Barbara Nowacka może czerpać z głębi polskiego języka. Może czerpać całymi garściami.
Marcin Bogdan
Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.
Oto nr konta:
67 2490 0005 0000 4520 4582 2486
Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.












