Marcin Bogdan: Odzyskać słowa
Czy tytuły felietonów są ważne? Myślę, iż są bardzo ważne, ponieważ mogą przyciągać uwagę, zaciekawiać, wręcz zaintrygować czytelnika, nakłonić go do przeczytania znajdujących się pod tymi tytułami tekstów. Tytuł powinien być krótki, dlatego w tytule istotne jest każde słowo. Każde słowo powinno być jasne, znaczenie każdego użytego w tytule słowa nie powinno budzić żadnych wątpliwości. To jednak nie jest takie łatwe, gdyż żyjemy w tej chwili w czasach, w których słowa są przeinaczane, słowom przypisywane są inne, różne od dotychczasowych, znaczenia. Żyjemy w czasach, w których, by się wzajemnie zrozumieć, musimy odzyskać słowa. Przede wszystkim musimy odzyskać słowa.

Stąd tytuł tego felietonu. Tytuł ten nie jest mojego autorstwa. Inspirację do takiego zatytułowania felietonu zaczerpnąłem z podcastu Tomasza Sztrekera, który prowadzi patriotyczno-katolicką kawiarnię dyskusyjną Agere Contra. Tomasz Sztreker, mówiąc o podtruwaniu Chrześcijaństwa, o obumieraniu, czy wręcz o śmierci Chrześcijaństwa, nie tylko stawia diagnozę, ale też proponuje antidotum, proponuje odtrutkę. Proponuje mianowicie, by „odzyskać słowo”. Tą odtrutką, tym antidotum ma być właśnie odzyskanie słowa. Zachęcam do zapoznania się z tą dogłębną analizą przedstawioną przez Tomasza Sztrekera. To jedna z ważniejszych analiz dotyczących przemian jakim niestety, pod wpływem i naciskiem współczesnego świata i lewackich ideologii, ulega Chrześcijaństwo:
Nie będę tu streszczał czy też omawiał powyższej analizy. Dodam jedynie kilka swoich spostrzeżeń pokazujących, jak poprzez zmianę znaczenia pojedynczych słów wypacza się chrześcijańskie nauczanie Kościoła katolickiego. Tu trzeba zaznaczyć, iż mechanizm ten nie dotyczy tylko Kościoła. Dotyczy języka codziennego, polityki, gospodarki, relacji społecznych. Poprzez podmianę znaczenia słów próbuje się wyprowadzać fałszywe wnioski, niezgodne ze stanem faktycznym, często wręcz sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Doskonałym przykładem takiej właśnie inżynierii społecznej jest fałszywa interpretacja ważności ślubowania złożonego przez sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego. Ta fałszywa interpretacja opiera się na zmianie znaczenia słowa „wobec” w zapisanym w ustawie warunku ważności przysięgi, która ma być złożona „wobec Prezydenta RP”. Zmiana znaczenia jednego słowa prowadzi w konsekwencji do całkowicie wypaczonych wniosków i odwrotnych skutków.
Problem podmieniania znaczenia słów jest, jak widać, zjawiskiem szerszym, nie dotyczy tylko Kościoła, ale niestety Kościoła dotyczy także. Kościoła, który przecież głosi: «Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi» [Mateusz 5,37]. Kościoła, który nawołuje do mowy prostej, jasnej, opartej na prawdzie. Czy współczesny Kościół otwarty na wpływy zmaterializowanego świata zawsze opiera się na prawdzie? Podam kilka przykładów do czego prowadzi przeinaczanie słów.
Od pewnego czasu w Kościele Katolickim zostało rozpowszechnione następujące tłumaczenie na język polski Modlitwy do św. Michała Archanioła:
„Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną.
Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy,
a Ty, Wodzu niebieskich zastępów,
szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą,
mocą Bożą strąć do piekła.
Amen."
A teraz spójrzmy jak wygląda oryginalny, czyli zapisany po łacinie, tekst tego egzorcyzmu ułożonego przez papieża Leona XIII pod koniec XIX wieku:
„Sancte Michael Archangele, defende nos in praelio,
contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium.
Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque,
Princeps militiae caelestis, Satanam aliosque spiritus
malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo,
divina virtute, in infernum detrude.
Amen.”
Nie trzeba mieć specjalistycznego wykształcenia ani skończonych kilku fakultetów, by dostrzec zasadnicze różnice w tłumaczeniu. W oryginale jest "Princeps militiae caelestis”, czyli Książę niebieskich zastępów, a w narzuconym i rozpowszechnionym w tej chwili tłumaczeniu mamy „Wodzu niebieskich zastępów”. Czy ktoś nie dostrzega różnicy między Księciem a Wodzem? Ale to jeszcze nie wszystko. W oryginale modliliśmy się do Świętego Michała Archanioła: „defende nos in praelio”,czyli broń nas w walce, a w narzuconym i rozpowszechnionym w tej chwili tłumaczeniu mamy się modlić „wspomagaj nas w walce”. Jeszcze kilkanaście lat temu tłumaczenie tej Modlitwy na język polski było poprawne, wierne oryginałowi. Ale ktoś, celowo i z rozmysłem, narzucił i rozpropagował tę błędną wersję. Zamiast modlić się z pokorą do św. Michała Archanioła: „Książę niebieskich zastępów, broń nas w walce”, podsuwa się katolikom buńczuczną Modlitwę: „Wodzu niebieskich zastępów, wspomagaj nas w walce”. Generalnie to damy radę, sami sobie damy radę z szatanem, ale, gdybyś mógł Wodzu, to nas wspomagaj. Kiedyś pokora była uznawana za jedną z najważniejszych cnót, nazywana była fundamentem innych cnót.
Drugi przykład na istotną zmianę tłumaczenia, tym razem z greki, pozostało bardziej dobitny. Zwrócił na to uwagę redaktor Paweł Lisicki komentując słynny List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Chodzi o fragment z Listu św. Pawła do Rzymian, rozdział 11 wers 29. Brzmi on w oryginale następująco: „ἀμεταμέλητα γὰρ τὰ χαρίσματα καὶ ἡ κλῆσις τοῦ θεοῦ”. najważniejsze w tym tekście jest słowo „ἀμεταμέλητα”, ametamelēta. Słowo to jest przymiotnikiem i składa się z przeczenia a- oraz rdzenia związanego z czasownikiem metamelomai, odczuwać żal, żałować czegoś. Dlatego pierwotne tłumaczenia Pisma Świętego, jak choćby tłumaczenie księdza Jakuba Wujka, podają następujące brzmienie wersu 29: „Albowiem bez żałowania są dary i wezwania Boże”. To trochę archaiczny język średniopolski, sięgnijmy zatem do tłumaczenia zawartego w Biblii Gdańskiej z roku 1632. Jest to wprawdzie tłumaczenie protestanckie, ale właśnie protestanckie tłumaczenia cechowały się wyjątkową precyzją. Wers 29. z 11. rozdziału Listu św. Pawła brzmi: „Albowiem darów swoich i wezwania Bóg nie żałuje”. A jak ten wers brzmi w obecnych tłumaczeniach?
W najbardziej popularnej w tej chwili Biblii Tysiąclecia wers 29. z 11. rozdziału Listu św. Pawła do Rzymian brzmi: „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”. Różnica, jak widać, jest fundamentalna. Między stwierdzeniem, iż Bóg darów swoich nie żałuje, a stwierdzeniem, iż dary Boże są nieodwołane, istnieje przepaść interpretacyjna. I właśnie na tym fałszywym tłumaczeniu polscy Biskupi oparli główną tezę Listu Konferencji Episkopatu. Uznali bowiem, iż skoro Izrael był narodem wybranym, a dary łask i wezwanie Boże są nieodwołalne, to Izrael pozostaje przez cały czas narodem wybranym. Z adekwatnego, prawdziwego tłumaczenia Listu św. Pawła jednak nic takiego nie wynika. Bóg nie żałuje, iż obdarował Izrael mianem narodu wybranego, ale to nie oznacza, iż Izrael przez cały czas pozostaje narodem wybranym. Ze zmiany znaczenia jednego wyrazu wyprowadzono rewolucyjne wnioski. Biskupi zamiast nawoływać do nawracania Żydów, wzywają nas, byśmy poszli do synagogi. Teza oparta na fałszu zawsze jest fałszywa.
Na koniec podam jeszcze jeden przykład przeinaczania słów w tłumaczeniu Ewangelii. Przykład, który wielu osobom prawdopodobnie znany jest ze słyszenia, ale niewielu zastanawia się nad przyczyną i konsekwencjami tego przeinaczenia. Chodzi o pierwszą przypowieść Jezusa zapisaną w 25 rozdziale Ewangelii św. Mateusza. Wszyscy chyba znamy treść tej przypowieści mówiącej o dziesięciu pannach: „które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć zaś z nich było mądrych, a pięć głupich. Głupie bowiem wziąwszy swoje lampy nie zabrały z sobą oliwy. Mądre zaś ze swymi lampami wzięły i oliwę w naczyniach swoich”. W tłumaczeniu księdza Jakuba Wujka panny są mądre i głupie. Ale w Biblii Tysiąclecia, jak podają internetowi egzegeci: „złagodzono te cechy na roztropne i nierozsądne”. Złagodzono? A może zafałszowano tłumaczenie? Ktoś spyta, po co mieliby fałszować? Doskonale to ujął w swoim komentarzu Tomasz Sztreker: po to „żeby nie ranić drugiego człowieka, bo to może ingerować w jego wrażliwość”. A gdzie jest prawda? Prawda rani? A może POWINNA ranić, może MUSI ranić!
Spójrzmy jak różnicę między określeniami „głupi” a „nieroztropny, nierozsądny” opisuje słownik języka polskiego: „Głupi oznacza ogólny brak inteligencji i ma charakter stały, podczas gdy nieroztropny, wskazuje na brak rozsądku w konkretnym działaniu i odnosi się do chwilowej lekkomyślności. Słowa te różnią się głębią, tonem oraz zakresem znaczeniowym”. Ksiądz Jakub Wujek tłumaczył Biblię z Wulgaty, czyli z przekładu łacińskiego z końca IV wieku, ale w tekście oryginalnym, czyli greckim, występuje para antonimów: phronimoi oraz mōrai. Słowo phronimos oznacza człowieka „mądrego, praktycznie inteligentnego”, zaś słowo mōros oznacza człowieka „głupiego, niemądrego, tępego”. Jednak bibliści Kościoła otwartego dowodzą, iż „błąd panien nie polegał na ogólnym deficycie intelektualnym, ale na chwilowym braku przewidywania i przezorności”. Jakże to przypomina współczesne wyroki, gdy sąd umarza sprawę z powodu chwilowego zaburzenia poczytalności sprawcy.
Kiedyś, czyli zaledwie kilkanaście, no może kilkadziesiąt lat temu, Kościół nauczał, iż „Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Dzisiaj słyszymy, iż Bóg jest Miłosierny. Czy Miłosierny Bóg może ukarać kogoś za „chwilowy brak przewidywania i przezorności”?
Konieczne jest odzyskanie słów. jeżeli nie chcemy pobłądzić, jeżeli nie chcemy się zagubić, jeżeli nie chcemy dać się złapać w pułapki współczesnego świata, musimy odzyskać słowa. Odzyskać słowa w polityce, w ekonomii, w relacjach społecznych i międzyludzkich. Ale musimy odzyskać słowa także w Kościele. Także w Kościele. jeżeli tego nie zrobimy, to niedługo narzucą nam streszczenie Biblii, które będzie brzmiało: róbta co chceta. Kościół zostanie otwarty na wszystkie ideologie i patologie współczesnego świata. Ojciec Dariusz Kowalczyk SJ na portalu „Opoka” napisał: Chrześcijaństwo nie jest religią „otwartości”. Jest religią prawdy, która nas wyzwala; religią miłości, która ma granice; religią nadziei, która wymaga wyboru. Otwartość, która nie wie, co chronić, nie jest cnotą – jest głupotą, która naraża na zniszczenie to, co najcenniejsze”. Nie dajmy zniszczyć tego, co najcenniejsze. Aby tego dokonać musimy odzyskać słowa. Odzyskajmy zatem słowa. Odzyskajmy słowa, póki jeszcze pamiętamy ich prawdziwe znaczenie.
Marcin Bogdan
***
Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.
Oto nr konta:
67 2490 0005 0000 4520 4582 2486
Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.













