Marcin Bogdan: Elyta i bydło
Zdolny, młody, ambitny i szybki. Tak zdolny, iż mimo braku specjalizacji, w wieku 27 lat, został koordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowegoSOR.
Tak młody, iż pracował w piątek i świątek średnio po 11 godzin na dobę. 11 godzin w warszawskim Szpitalu Południowym.
Pozostałe 13 godzin dzielił między pracę w trzech innych szpitalach, funkcję radnego oraz zasłużony odpoczynek.
Tak ambitny, iż stworzył coś czego od niego oczekiwano. Stworzył specjalną ścieżkę szybkiego
dostępu do usług medycznych poza standardową kolejnością. Ścieżkę przeznaczoną dla działaczy KO i
ich rodzin. Ścieżkę tak szybkiego dostępu jak szybki był Porsche, którym się przemieszczał pomiędzy
szpitalami.

Żeby było jasne. Są osoby, którym z racji piastowanego wysokiego stanowiska państwowego przysługuje specjalna opieka medyczna. To naturalne. W Warszawie są dwa szpitale świadczące takie usługi, Centralny Szpital Kliniczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji przy ulicy Wołoskiej oraz Wojskowy Instytut Medyczny przy ulicy Szaserów. Ale specjalną ścieżkę szybkiego dostępu stworzono w podległym warszawskiemu samorządowi Szpitalu Południowym, który to szpital jest oczkiem w głowie prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Ścieżkę stworzono dla szerokiego grona działaczy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin. Stworzono dla elyt, nie elit ale elyt.
I elyty korzystały z przywilejów, rzec by można, pełnymi garściami. Senator Krzysztof Kwiatkowski pisał w mediach społecznościowych: „Dawidzie, dziękuję, iż kiedy nagle wylądowałem w szpitalu pokazałeś jakim dobrym i empatycznym jesteś lekarzem”. Tak, empatycznym. Empatyczny to człowiek, który „potrafi wczuć się w emocje innych i spojrzeć na świat z ich perspektywy”. Dawid patrzył na świat z ich perspektywy, z perspektywy elyt. I wczuwał się w emocje elyt. Emocje towarzyszące Marszałek Kidawie-Błońskiej, której mąż, jak napisała w mediach społecznościowych, „trafił do Szpitala Południowego ze względu na poważny stan zdrowia”. Stan zdrowia był poważny więc i dostęp do opieki był szybki. Tak szybki, iż ani pani marszałek, ani jej mąż, nie zauważyli setek pacjentów czekających godzinami w kolejce. Czekających nierzadko 20, czy choćby 30 godzin. No cóż, pewnie stan zdrowia tych pacjentów nie był tak poważy, jak stan męża Marszałek Kidawy-Błońskiej, więc mogli sobie pozwolić na tak długie czekanie. A iż parę osób zmarło w kolejce na SOR-ze? No cóż, mogli poczekać.
Elyty nie czekały a jak już musiały chwilę poczekać, to nie czekały w poczekalni tylko na skórzanych kanapach w pokoiku VIP. Pokoik utworzono w sali zajmowanej dotychczas przez Centrum Chirurgii Kręgosłupa. No ale po co elytom Centrum Kręgosłupa jak oni kręgosłupa nie mają, przynajmniej kręgosłupa moralnego. A jak ktoś w tych czasach zachował jeszcze takowy kręgosłup, to sam sobie winien. Takiemu to już żadna chirurgia nie pomoże.
Ujawniona historia może mieć dalekosiężne skutki. Zwróćmy uwagę na dwa jej istotne aspekty:
Aspekt 1
Po raz pierwszy nie zadziałała doktryna Neumanna: „Pamiętaj: jedna zasada jest dla mnie święta, k***a. Naucz się tego, jak będziesz o czymkolwiek rozmawiał. Jak będziesz w Platformie, będę cię bronił, k***a, jak niepodległości”. Koordynatora SOR w warszawskim Szpitalu Południowym nikt nie broni, ani autor doktryny Sławomir Neumann, ani jego partyjny szef Marcin Kierwiński, ani szef szefów Donald Tusk. Zdolny, młody, ambitny lekarz, który stworzył to czego od niego oczekiwały elyty, został zmuszony do wypisania się z Koalicji Obywatelskiej. Nikt go nie broni, nie tylko nie broni jak niepodległości, ale choćby nie broni jak ostatniego przyczółku. Wprawdzie atakują sygnalistę, który informował o tych patologiach, który ujawnił całą aferę, ale jego nie bronią, nikt go nie broni.
Aspekt 2
Po raz pierwszy ocena ujawnionych zdarzeń jest w dużej mierze niezależna od poglądów i preferencji wyborczych społeczeństwa. Podobnie, z dużą dezaprobatą, wyrażają się nie tylko przeciwnicy koalicji rządowej, ale także jej dotychczasowi gorliwi zwolennicy. Zwolennicy, którzy po ujawnieniu afery pedofilskiej w szeregach KO mówili, iż ich to nie dotyczy, iż oni pilnują swoich dzieci a sami są dalecy od tego typu dewiacji. Zwolennicy, którzy po ujawnieniu nadużyć finansowych różnych działaczy KO mówili, iż ich to nie dotyczy, bo oni sami są uczciwi i nie kradną. Zwolennicy, którzy widząc lawinowe zadłużanie kraju uznali, iż to nie ich pieniądze tylko państwowe, a ich domowe budżety są pod adekwatną kontrolą. Byli obojętni a choćby wyrozumiali wobec tego typu afer. Ale w tym przypadku sprawa dotyczy ich bezpośrednio, dotyczy nas bezpośrednio, dotyczy wszystkich niezależnie od poglądów i preferencji wyborczych. Bo czy jest coś cenniejszego od zdrowia? Samozwańcze elyty okazały wszystkim, także swoim własnym wyborcom, głęboką pogardę. Ścieżką szybkiego dostępu oddzielili się od całego społeczeństwa. Po jednej stronie znaleźli się oni, elyty, a po drugiej stronie reszta społeczeństwa potraktowana jak bydło. Ale rozjuszone bydło potrafi wierzgać, rozwścieczone bydło potrafi być groźne. Zamiast ścieżki szybkiego dostępu elyty mogą niebawem szukać drogi ewakuacyjnej.
Marcin Bogdan
***Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.
Oto nr konta:
67 2490 0005 0000 4520 4582 2486
Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.













