Feminizm to ogromny sukces kobiet w XX wieku. Dzięki wytrwałości w woli zmiany, dekadom walki i protestom w tej chwili mogą one pracować, mają prawa wyborcze i decydują o sobie niezależnie od mężczyzn, mówiąc w uproszczeniu – są wolne. Taki stan rzeczy nie podoba się jednak właśnie mężczyznom, a przynajmniej części z nich, która coraz głośniej o tym mówi, promując coś na kształt kontr-feminizmu. Manosfera, bo o niej mowa, coraz bardziej zyskuje na popularności, zwłaszcza wśród nastolatków i wchodzących w dorosłość mężczyzn. Na czym polega fenomen toksycznej męskości i dlaczego dla wielu osób jest ona tak atrakcyjna?
Manosfera to zjawisko, które skrótowo opisać można jako internetową przestrzeń, w której mężczyźni poruszają tematy dotyczące ich męskości, relacji damsko-męskich i ich praw w zestawieniu z prawami kobiet. Pozornie nie wydaje się to niczym niepokojącym, wręcz przeciwnie, można pomyśleć, iż w dzisiejszym świecie, w którym konflikt wyrasta na konflikcie, a przemoc i agresja zdają się być najskuteczniejszymi narzędziami komunikacyjnymi, brakuje mężczyzn, którzy łączą się i wspólnie dyskutują nad obrazem społeczeństwa. Niestety w rzeczywistości nie jest tak kolorowo, bowiem
treści publikowane w obszarze manosfery są mizoginistyczne, seksistowskie, antyfeministyczne i naturalistyczne – odwołujące się do „naturalnego porządku świata” (mężczyzna jako głowa rodziny, żywiciel, przywódca stada).
Przyczyną takiej aktywności wśród męskich użytkowników internetu mają być postępujące zmiany społeczne, polegające na redefinicji ról płciowych i swoistym odtrąceniu dotychczasowego modelu relacji między kobietami a mężczyznami. Ci, którzy wobec zachodzących zmian przyjmują postawę obronną i ich nie akceptują, mogą czuć się nierozumiani, a grupy w mediach społecznościowych, pełne osób z tymi samymi problemami, wydają się być czymś w rodzaju bezpiecznego miejsca. Ich członkowie przedstawiają sensowne argumenty i sięgają po to, z czym wszyscy chłopcy zaznajamiani byli od najmłodszych lat, czyli tradycyjne wartości, opierające się na męskości, niestety bardzo często toksycznej, i sile, teoretycznie charakteru, ale jednak bardziej mięśni, których rozmiar zdecydowanie ma znaczenie.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Początki ruchu
Swoje pierwsze kroki manosfera stawiała mniej więcej w 2015 roku na popularnym forum internetowym – Reddit.
Użytkownicy tej platformy rozproszeni są po całym świecie, co pozwala na wymianę doświadczeń, myśli i spostrzeżeń z mieszkańcami najróżniejszych zakątków kuli ziemskiej. Bardzo przydatna opcja, na przykład, gdy podróżuje się do nowego miasta i poszukuje się ciekawych miejsc. Zamiast albo wraz z typowymi przewodnikami turystycznymi skorzystać można wtedy z porad lokalsów, które często umożliwiają poznanie danego obszaru z mniej turystycznej perspektywy. To jedna z jasnych stron Reddita, ale niestety jak w tej chwili prawie wszystko, ma on też te ciemniejsze.
Każdy użytkownik, kiedy tylko chce, może rozpocząć nową dyskusję na jakikolwiek temat. Wprawdzie usprawnia to korzystanie z portalu, ale jednocześnie nie ma kontroli nad tym, jakie treści się na nim pojawiają. To pozwala na publikowanie kontrowersyjnych, często choćby zawierających mowę nienawiści, postów i komentarzy. Nie dziwi więc, iż internauci należący do manosfery właśnie tam zdecydowali się rozpowszechniać swoje przekonania. niedługo jednak treści te zaczęły przedostawać się do coraz szerszej publiki dzięki mediów społecznościowych. Facebook i Instagram, mimo swoich ograniczeń i wyciszania niepoprawnych politycznie publikacji, nie były w stanie skutecznie bronić swoich użytkowników przed niepożądanymi postami. Z kolei ci, dla których były one pożądane i tak mieli do nich łatwy dostęp dzięki swoim algorytmom, co pokazuje paradoks działania tych portali społecznościowych.
Coś, co z założenia miało dać odpowiedź młodym, zagubionym mężczyznom, zmagającym się z samotnością i niezrozumieniem ze strony płci przeciwnej, bardzo gwałtownie zyskiwało na popularności. Do tego stopnia, iż w 2021 roku liczba postów na Reddicie na tematy związane z manosferą przekroczyła 22 miliony. Czy to dlatego, iż opublikowane treści okazały się pomocne w rozwiązaniu tych uniwersalnych problemów? Nie, pozwoliły za to uwierzyć, iż odpowiedzialność za brak powodzenia w podrywie i odrzucenie nie są winą mężczyzn, tylko kobiet, które ich nie rozumieją, a jeżeli choćby mężczyzn, to tych słabych, czyli takich którym na pewno brakuje męskości. Bo o to właśnie chodzi w manosferze. Według jej najpopularniejszych internautów w dzisiejszych czasach nie ma już prawdziwych samców. Chłopcy wychowywani są na kogoś, kogo określają wulgarnie jako „pussy” czyli „miękkie faje”, „miękiszonów”, „mięczaków”, więc nic dziwnego, iż nie mają z kim spędzać czasu, nie wspominając już o znalezieniu dziewczyny – na tym właśnie polega bycie incelem. Incel to określenie, które bazuje na pierwszych sylabach słów „involuntary”, czyli nie z własnej woli, i „celibate” – celibat. Jest to „najgorsze”, co może się przytrafić młodemu chłopakowi.
„Umyka oficjalnym statystykom”. Raport o przemocy domowej w Polsce i jej kosztach Marek Gerasimiuk
Twarze toksycznego testosteronu – „W głębi manosfery”
Odpowiedzią na wszystkie problemy nastolatków oraz wchodzących w dorosłość i już dorosłych (przynajmniej wiekiem) mężczyzn ma być męskość.
Prawdopodobnie każdy ma jej za mało, bo społeczeństwo od dłuższego czasu skupia się tylko na kobietach, na ich prawach, karierach i pragnieniach. Tym samym tłumiony jest ten zew, samcza energia Alfa, tkwiąca w każdym facecie. To samo społeczeństwo nie pozwala na kultywowanie tradycyjnych ról płciowych i życie według konwencjonalnych wzorców rodziny z silnym, odpowiedzialnym i co najważniejsze autorytarnym liderem na czele. Idealnie pokazuje to w swoim dokumencie o manosferze brytyjski dziennikarz Louis Theroux, który do rozmowy o ich internetowej aktywności zaprosił najpopularniejszych twórców kojarzonych z tym środowiskiem.
Theroux to dokumentalista pracujący w telewizji od prawie 30. lat, mający na koncie wiele cenionych produkcji, wśród których, tak jak i w tym przypadku, nie brakowało kontrowersyjnych gości. Na przykład w 2003 roku udał się do Kalifornii, żeby porozmawiać z „największym rasistą w Ameryce”. W 2009 roku również w Kalifornii nakręcił dokument „Miasto uzależnione od metamfetaminy” o Fresno, czyli mieście z największą liczbą uzależnionych od tego narkotyku w Stanach Zjednoczonych. Być może upodobał sobie podróże do USA, ale robi to nie bez powodu, bowiem w swoich filmach pokazuje skrajności, niebezpieczeństwa i niejednoznaczne mechanizmy działania dzisiejszego świata, które właśnie w „krainie wolności” występują najczęściej i nierzadko pod najgorszą postacią.
Nie inaczej było też w przypadku „W głębi manosfery”, czyli jego najnowszego hitu. Manosfera początkowo funkcjonowała głównie wśród internautów ze Stanów Zjednoczonych i mimo iż później w innych krajach także stała się czymś powszechnym, to w swoim mateczniku ma ona najwierniejszych wyznawców, prowadzonych przez największych guru, których nazwać można twarzami toksycznego testosteronu.
Wzór manosfery ucieka przed odpowiedzialnością
Chociaż większość rozmówców Theroux stanowili Amerykanie, to dokument zaczyna się od spotkania z rodakiem dziennikarza, 23-letnim Anglikiem, Harrisonem Sullivanem, znanym z filmików, w których pokazuje swoje luksusowe życie, podrywanie kobiet na ulicy czy treningi na siłowni. Jest on wielką inspiracją dla wchodzących w dorosłość nastolatków, dlatego iż udowadnia, iż można osiągnąć sukces – sława i pieniądze – będąc wcześniej nikim. Co warte zaznaczenia zdradza przepis na sukces, zapraszając swoich fanów do dołączenia do jego grupy na Telegramie, gdzie za odpowiednią opłatą poznać można tajniki tradingu, czyli skupu i sprzedaży aktywów w krótkich odstępach czasu. Telegram to darmowy komunikator internetowy, na którym można zakładać grupy do choćby 200 tys. członków.
O ile nie wiadomo, ile i czy w ogóle na tradingu zarabia bohater dokumentu (choć, rzecz jasna, chwali się ogromnymi zyskami, na przykład 10 tys. funtów w półtorej godziny), to wiadomo, iż bardzo duży przychód zapewniają mu ci, którzy korzystają z jego „porad”.
Jest to powszechna forma zarobku wśród najbardziej prominentnych guru manosfery. Czterech z pięciu mężczyzn, z którymi rozmawiał Louis Theroux oferowało swoim widzom zniżki i porady tradingowe, gorąco zachęcając do skorzystania z tego narzędzia, jako bardzo prostej formy szybkiego wzbogacenia się.
Bardzo istotne dla tej społeczności jest też propagowanie ideologii „red pill”, mającej swoje korzenie w filmie „Matrix”, gdzie główny bohater musiał wybrać między niebieską, a czerwoną tabletką. Wybór czerwonej polega na odrzuceniu systemu (Matrixa), drogi życia, jaką narzuca ludziom, ograniczając ich i wyzyskując, na przykład poprzez pracę na etat oraz treści w mediach głównego nurtu, które przyczyniają się do rosnącej dyskryminacji mężczyzn i zburzenia ich tradycyjnej roli w społeczeństwie, na co daje się przyzwolenie wybierając tę niebieską tabletkę (ideologia „blue pill”).
Harrison przedstawia się jako osoba, która wybrała tę przeciwną systemowi ścieżkę i została za to sowicie nagrodzona – w wieku 23 lat ma mnóstwo pieniędzy, pokazuje się z (jak na obecne ideały piękna) atrakcyjnymi kobietami i jeździ drogimi samochodami.
Jego brawurowe życie dostarcza mu sporo problemów – w czasie nagrywania dokumentu przebywał w Hiszpanii, ukrywając się przed angielskim wymiarem sprawiedliwości, żeby uniknąć odpowiedzialności za spowodowanie wypadku.
Oprócz zarabiania na zaufaniu fanów kolejną rzeczą, która łączy bohaterów dokumentu, jest rażąca hipokryzja i powtarzające się sprzeczności. Sullivan twierdzi, iż wydziedziczyłby swoją córkę, gdyby zarabiała na platformie Only Fans, bo go to brzydzi. Jednocześnie współpracuje z kobietami, które to robią i promuje je na swoich kanałach w mediach społecznościowych, co zresztą podbija zasięgi obu stronom. Wydziedziczyłby też swojego syna, gdyby ten okazał się gejem. Ciekawie słucha się takich wypowiedzi w zestawieniu z opowieściami o matce, która wychowywała go samotnie i której wiele zawdzięcza. Sullivan przyznaje, iż pewnie byłaby rozczarowana, gdyby wiedziała, co on sam mówi o swoich potencjalnych dzieciach albo o swojej dziewczynie, którą przedstawił jako swoją zmywarkę.
Jednostronna monogamia
Kolejnym rozmówcą jest Justin Waller, ojciec bliźniaczek i biznesmen, który żyje w jednostronnej monogamii. Polega to na tym, iż on sam spotyka się z różnymi kobietami, a jego partnerka, która opiekuje się dziećmi i domem, musi pozostać mu wierna i nie powinna mieć z tym problemu, bo według niego kobieta, która kocha jakiegoś mężczyznę, nie chce sypiać z innymi mężczyznami. Kiedy Waller opowiada o tym dziennikarzowi, można odnieść wrażenie, iż oczekuje od swojego rozmówcy zazdrości. „Chwali się”, iż wielu jego znajomych reagowało właśnie zazdrością, gdy dowiadywali się o układzie między nim a jego żoną. Widać jednak, iż Waller odbiera to wyłącznie pozytywnie jako wyraz podziwu, tak jakby jego życie było odzwierciedleniem marzeń każdego mężczyzny.
Jego sława została zbudowana na kontrowersyjnych wypowiedziach w mediach społecznościowych. Według niego kobiety nie wiedzą, czego chcą, ale to nie ich wina, zresztą nie muszą się niczym martwić, bo mężczyźni i tak we wszystkim zadecydują lepiej niż one.
Sława jest jednak czymś, co może łatwo ulecieć, a bohater dokumentu „W głębi manosfery” chyba doskonale o tym wie, dlatego korzysta z dobrodziejstw współczesnego PR-u i mediów społecznościowych, prezentując się tam jako uosobienie sukcesu. Drogie, szyte na miarę garnitury, luksusowe samochody, kosztowne zegarki i umięśniona sylwetka.
Znajomy schemat? Może z paroma różnicami, ale w gruncie rzeczy chodzi właśnie o prezencję i o grę. O to, żeby sprzedać naiwnym, pogubionym chłopcom nieosiągalną wersję życia jako coś, co jest tak adekwatnie na wyciągnięcie ręki.
To banalnie proste, wystarczy tylko odrzucić system, założyć sobie konto w aplikacji do zarabiania pieniędzy (koniecznie w tej poleconej przez idola – wtedy będą się zarabiać same) i trochę zainwestować. No i najważniejsze, wziąć się wreszcie za siebie. Pójść na siłownię i wyrzeźbić sześciopak.
Cytując innego boga manosfery – Andrew Tate’a – „Jeśli czujesz się przygnębiony, idź na siłownię, zrób sześciopak, a zobaczysz, iż będzie ci lepiej”. Czyli coś w rodzaju „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, a więc na chłopski rozum – a w końcu przekaz trafia do chłopów – musi działać.
Wpływ manosfery na młodych mężczyzn widać gołym okiem, gdy twórcy dokumentu w herbaciarni trafiają na zagorzałych fanów Wallera. Theroux pyta, co wyciągają z jego twórczości, „Żeby nigdy się nie poddawać” – słyszy w odpowiedzi. Jeden z nich dodaje, iż wielu takich jak on, pochodzących z domów bez męskiego wzorca, zdobywa tym samym brakujące doświadczenie.
Potem jednak robi się trochę ciekawiej, bo dowiadujemy się, iż o ile kobiety przychodząc na świat mają jakąś wartość – wynikającą z ich piękna, które otwiera wiele dróg w obecnym świecie i sprawia, iż mają w nim łatwiej (ciekawe przez kogo został on stworzony) – o tyle mężczyźni muszą pracować, żeby jakąś wartość osiągnąć i w przeciwieństwie do kobiet, nic nie dostają za darmo. Najbardziej poruszający był jednak moment, w którym jeden ze spotkanych fanów opowiadał o swoim bracie, który popełnił samobójstwo. Chwilę wcześniej obaj mówili, iż nie wierzą w depresję. No bo jak ktoś, kto ma wszystkie potrzebne narzędzia do tego, żeby być szczęśliwym, może być nieszczęśliwy? To sposób myślenia zaprogramowany na sukces, pomija świat wewnętrzny drugiego człowieka.
Jak sprzedawać mizoginię?
Między rozmówcami Louisa Theroux jest wiele podobieństw. Kolejny, Myron Gaines, również żyje w jednostronnej monogamii (choć jego związek skończył się krótko po nakręceniu dokumentu) i tak samo jak poprzednicy ma rzeszę internetowych fanów. Wyróżnia go jego kontrowersyjność, wulgarność i rażąca mizoginia. Od paru lat prowadzi podcast promujący męskość i – w założeniu – zdrowie fizyczne. Gaines uważa, iż mężczyźni w związku powinni zachowywać się jak dyktatorzy, liderzy, których zdanie jest nie do podważenia. To sprowadza kobiety do roli poddanych i dokładnie tak traktuje on swoją (jeszcze wtedy) dziewczynę, która na chwilę pojawia się choćby na ekranie, ale jej wypowiedzi są mocno ograniczone przez jej partnera. Co kuriozalne, na pytanie czy postrzega siebie jako mizogina, odpowiada, iż nie, bo według niego mizoginia polega na nienawiści wobec kobiet, a on je kocha i rozumie, dlatego wie, co jest dla nich najlepsze.
Do swojego podcastu zaprasza różnych gości, choć przeważnie są to mężczyźni wpisujący się w nurt manosfery albo kobiety związane z twórczością w mediach społecznościowych i nierzadko z platformą Only Fans.
Format jego programu jest raczej upokarzający dla jego uczestniczek, które przedstawiane są jako głupie i niewyedukowane, a więc patrząc powierzchownie (czyli dokładnie tak, jak bezkrytycznie oglądający te filmy fani) tezy o wyższości mężczyzny nad kobietą się sprawdzają.
Zarzuca się też im, iż nie mają do zaoferowania nic poza swoim wyglądem. Paradoksalnie za ten wygląd są przez gospodarza podcastu wyzywane, często bardzo wulgarnie, ku uciesze oglądających rozmowę na żywo fanów. Tworzy się zatem swego rodzaju spirala. Rozochoceni widzowie wzywają do coraz to radykalniejszych akcji, a gdy twórca je podejmuje, bo przecież musi zadowolić swoich klientów, ci wynagradzają go w postaci napiwków. Na tym jednak nie poprzestają, bo wymyślają kolejne wyzwania, co przypomina strukturę popularnego w Polsce patostreama i chyba rzeczywiście nim jest.
W filmie Theroux rozmawiał w sumie z pięcioma twórcami zaliczanymi do tych najpopularniejszych z obszaru manosfery. Zabrakło jednak tego, który postrzegany jest za ich prekursora, tego absolutnie najpopularniejszego – Andrew Tate’a, który został zaproszony do programu, ale nie wziął w nim udziału. Większość opisanych wyżej mechanizmów w mniejszej lub większej skali była wprowadzona właśnie przez niego. I to chyba również od niego biła największa hipokryzja, jeszcze kiedy regularnie publikował w przestrzeni publicznej.
Od 2023 roku toczy się wobec niego postępowanie, które obciąża go w sprawie o handel ludźmi i jego aktywność w sieci zdecydowanie spadła. Czy handel ludźmi to przykład powrotu konserwatywnych wartości, których tak głośno domagają się przedstawiciele manosfery?
Czy manosfera dotarła już do Polski?
W porównaniu z USA w naszym kraju nie wyłonili się jeszcze zdecydowani liderzy czy wzory do naśladowania, nie znaczy to jednak, iż nie ma nikogo, do kogo takie treści by trafiały.
Po prostu do Polski większość fenomenów społeczno-kulturowych dociera trochę później, więc prawdopodobnie kwestią czasu jest pojawienie się przywódcy mentalnego dla młodych chłopaków potrzebujących kogoś, kto pokaże im adekwatną drogę życiową. Mimo tego w rodzimym internecie manosfera już funkcjonuje i jeżeli można tak powiedzieć, to ma się ona dobrze. Zamiast Reddit’a mamy Wykop.pl i różne grupy na Facebooku (na przykład „Samiec Alfa”), a zamiast incela jest „przegryw”, nazywany też czasem „piwniczakiem”.
Język, polityka, płeć i zmiany: O roli feminatywów w codziennym życiu Alicja Konstantynowicz, Martyna Zachorska
Także kobiety mają swoje określenia, często obraźliwe, a niektóre wręcz dehumanizujące i nienawistne, jak na przykład „cumdumpsters” – worki/śmietniki na spermę, co sprowadza je do roli obiektu seksualnego, czyli prawdopodobnie jedynej akceptowalnej dla mężczyzn w manosferze. Jednocześnie twierdzą oni, iż dziewczyny ubierają się zbyt wyzywająco i nie mają do siebie szacunku, dlatego nie powinny dziwić się, iż są zaczepiane albo w najgorszych przypadkach gwałcone. Tak, powszechne przekonanie wśród inceli/przegrywów mówi, iż to kobiety są winne tego, co robią im mężczyźni. To zjawisko to „victim blaming” (obwinianie ofiary), bardzo istotne w manosferze, która zrzuca odpowiedzialność za wszystko co złe na kobiety. Te jednak podjęły próbę stworzenia swojej własnej społeczności w sieci.
Femosfera – kobieca odpowiedź na manosferę
Akcja równa się reakcja. Nie inaczej było w przypadku żeńskich użytkowniczek internetu, którym nie podobała się rosnąca popularność mizoginistycznych treści, co przecież ma swoje odzwierciedlenie w tym, jak traktowane są one w prawdziwym życiu.
Postanowiły więc zrobić coś podobnego, tylko iż dla kobiet. Przestrzeń ta, co interesujące początkowo także funkcjonująca na Reddicie, z założenia jest feministyczna i reprezentuje interesy kobiet poprzez krytykę seksistowskich i nienawistnych wobec nich treści. W rzeczywistości jednak przejawia się to w tworzeniu treści wskazujących na wyższość płci żeńskiej nad męską i nienawistnych komentarzach. Wygląda to jak lustrzane odbicie manosfery, zwłaszcza, iż w femosferze funkcjonują „femcele” – żeńskie odpowiedniki inceli, i ideologia „pink pill”, która jest żeńską wersją „red pill”, funkcjonującej w manosferze.
Jednym z istotniejszych elementów femosfery jest „Żeńska Strategia Randkowania” z ang. „Female Dating Strategy (FDS)”. To powstała w 2019 roku na Reddicie podgrupa, która teraz funkcjonuje jako oddzielna strona internetowa. Jej celem jest przekazanie kobietom strategii, które pomogą im w obecnym świecie randkowania, w którym coraz większą przewagę, także za sprawą manosfery, budują sobie mężczyźni. Znowu powierzchownie wydaje się to być nieszkodliwe, a choćby przydatne, tym bardziej, iż ukazywane jest pod przykrywką zbliżenia do siebie kobiet i zbudowania swojego rodzaju siostrzeństwa. Bliższe spojrzenie ujawnia jednak, na czym tak naprawdę polegają promowane przez ten ruch strategie. Przede wszystkim chodzi o bezwzględny awans kobiet jako klasy społecznej do tej pory dominowanej przez mężczyzn. Można to osiągnąć na przykład poprzez randkowanie z kilkoma adoratorami jednocześnie. FDS dzieli adoratorów na tych z wysoką wartością, czyli takich, którzy wiedzą, na czym polega bycie mężczyzną i jak zadbać o swoją partnerkę i jej potrzeby, i tych z niską, zerową albo wręcz negatywną wartością, których naturalnie powinno się unikać. Generalnie jednak chodzi o to, czy dany mężczyzna jest bogaty.
Manosfera jako idealne narzędzie polaryzacji
Manosfera i jej sukces pokazują, iż mamy do czynienia z postępującą radykalizacją i polaryzacją społeczeństw.
Korzystają na tym jak zwykle najbogatsi, którzy jeszcze bardziej się wzbogacają powielając ten sam schemat, który zawsze działał na te biedniejsze warstwy. „Wy też możecie być tacy jak my” – mówią do nich z góry. „Wystarczy tylko trochę więcej wysiłku, bo macie swój los w swoich rękach. A jeżeli ktoś stoi na drodze do waszego szczęścia, to na pewno nie jesteśmy to my, tylko…” – w tę lukę można wpisać wszystko. W przypadku manosfery będą to kobiety albo mężczyźni, którzy wybrali „blue pill”, w przypadku femosfery będą to mężczyźni, ale zwłaszcza niskowartościowi „frajerzy”.
Najważniejsze jest to, iż każda grupa/ruch/ideologia ma jakiegoś wroga, przeciwko któremu nieustannie walczy, bo stale zagraża jej interesom. Nieważne, iż w rzeczywistości większości ludzi chodzi o to samo i różnice, które ich dzielą są tak naprawdę mniejsze niż im się wydaje albo też mniejsze niż przedstawiają to media. Nie tylko te tradycyjne, może choćby zwłaszcza nie te tradycyjne, dlatego iż w tej chwili to media społecznościowe skupiają na sobie największą uwagę. To właśnie postami na Instagramie, czy „X” politycy zdobywają wyborców i zniechęcają do swoich konkurentów, publicznie mieszając ich z błotem. To właśnie na Tik-Toku mają szansę wybić się trendy w stylu „Szonpatrolu”, czyli grupach nastolatków ubranych w odblaskowe kamizelki na wzór policjantów, szukających tzw. szonów, czyli dziewczyn, które mają się nieodpowiednio tj. wyzywająco zachowywać i ubierać.
Na szczęście spora część internautów wyraźnie sprzeciwia się tego rodzaju modom, ale zaznaczyć należy, iż chodzi tu o dorosłych użytkowników internetu.
Ci, do których w pierwszej kolejności takie treści docierają i którzy je tworzą to w zdecydowanej większości młodzi chłopcy, którzy w swojej „dobrej zabawie” często nieświadomie relatywizują nienawiść wobec różnych grup społecznych. choćby kiedy na zewnątrz śmieją się z tych filmików, to wewnętrznie buduje się w nich warstwa przyzwolenia na krzywdzące innych treści. To z kolei doprowadza do tego, iż sami mogą stać się tymi, którzy krzywdę wyrządzają, bez poczucia, iż robią coś złego. Może to też wina niewystarczającej wyobraźni, braku refleksji o tym, iż druga osoba ma uczucia, które mogą zostać zranione. Dlatego w czasach, kiedy wszystko musi być szybkie i na już, warto wstrzymać się na chwilę i po prostu zastanowić, użyć wyobraźni, żeby pomyśleć o drugim człowieku.

1 godzina temu








