Odnawialne źródła energii są w polityce krajowej promowane jako fundament bezpieczeństwa energetycznego i autonomii państwa. Podstawę tej narracji stanowi zdecentralizowanie źródeł wytwarzania energii. Czy jednak polska energetyka rozproszona rzeczywiście jest rozproszona?
Ministerstwo Klimatu i Środowiska inwestuje miliardy złotych w rozwój sektora magazynów energii oraz transformację sieci przesyłowych. Od 2023 r. do chwili obecnej powstały 883 spółdzielnie energetyczne, z czego połowa tylko w tym roku. Zdawałoby się, iż wszystko jest na dobrej drodze do zwiększenia mocy i zbudowania solidnych fundamentów energetycznych.
Z perspektywy branży wygląda to zupełnie inaczej. O tym, co nie działa, rozmawiano podczas debaty „Wyzwania energetyki rozproszonej – głos branży” w trakcie Kongresu Energetyki Rozproszonej w Krakowie.
Mniejsi przedsiębiorcy przegrywają z dużymi graczami
Wbrew powszechnej narracji rynek OZE skręca w kierunku centralizacji, a regulacje uderzają w małych i średnich przedsiębiorców, którzy mieli być podstawą tworzenia energetyki rozproszonej. Brakuje również wizji docelowej dla rodzimego rynku energetycznego i konsekwentnego jej realizowania. w uproszczeniu właśnie tak można podsumować główne refleksje branży źródeł odnawialnych.
Największy problem stanowi brak korzyści z wysiłku, który lokalna społeczność musi ponieść, ażeby odciążyć system. To dlatego według Tomasza Drzała, prezesa Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE, podmiotów, które faktycznie działają, jest garstka. I to mimo kilkuset spółdzielni oraz 200 dofinansowanych klastrów, które mamy w Polsce.
Pozytywnym aspektem był przyjęty w tym roku Projekt UC84 nowelizacji Prawa energetycznego. Wyeliminował tzw. „projekty zombie”, odblokowując dużą ilość mocy z rąk podmiotów, które kiedyś tę moc pozyskały w warunkach przyłączenia, jednak w rzeczywistości nie wybudowały zakładanych inwestycji. Według Pawła Koniecznego, wiceprezesa zarządu PSES, skutki ustawy poszły jednak trochę za daleko.
Efektem ubocznym jest zwiększenie obciążenia finansowego podmiotów ubiegających się o przyłącze z 3 mln do 18 mln. Doprowadziło to do tego, iż o przyłączenia starają się podmioty duże, o znacznym kapitale; głównie firmy zagraniczne. Małych polskich przedsiębiorców na to nie stać.
- Czytaj na SmogLab: „Wiatr, słońce i woda to polska racja stanu”. Poseł odpowiada na „OZE-sroze”
To nie koniec wyzwań
Wyzwaniem finansowym są również koszty zmian we wnioskach wydanych warunków przyłączenia. To między innymi zmiana lokalizacji inwestycji czy rozkładu mocy paneli. Każdorazowo taka zmiana kosztuje 100 tys. zł, co dla małych przedsiębiorców jest obciążające. Kolejne trudności w przygotowaniu projektów przyniosła zmiana ustawy o planowaniu przestrzennym.
– Do tej pory projekty realizować można było na WZ [decyzję o warunkach zabudowy – red.], co trwało kilka miesięcy od wydania decyzji i kosztowało kilkaset złotych. Dzisiaj musimy przejść przez proces planistyczny. Trwa to w praktyce co najmniej dwa lata i [kosztuje] kilkadziesiąt tysięcy złotych. W tej chwili w ministerstwie toczą się prace nad ustawą dotyczącą opłat koncesyjnych – tłumaczy Konieczny.
Jak dodaje, wskaźniki mają wzrosnąć dziesięciokrotnie, co też wpływa na późniejszą eksploatację takiego projektu. – Zbliża się koniec systemu aukcyjnego, czyli publicznego wsparcia rozwoju takich źródeł. Więc wydaje się, iż zamiast szukania rozwiązań, które by ułatwiały przygotowanie takich projektów, to niestety – pomimo tych deklaracji – w zasadzie na każdym polu jest trochę gorzej – przyznaje.
- Czytaj na SmogLab: OZE głównym źródłem energii na świecie. Pierwszy raz w historii
Magazyny energii nie są panaceum
Polska traci ok. 2 TWh niewykorzystanej energii rocznie. W skali ogólnej produkcji krajowej (180 TWh rocznie) może się to wydawać niewiele, natomiast z perspektywy samej energetyki rozproszonej to już kilka procent utraconej energii z powodu niemożliwości jej wykorzystania. Nadzieje na domknięcie systemów pokłada się w magazynach energii.
Entuzjazm studzi jednak Krzysztof Kochanowski, Prezes PIME+: – Obawiam się, iż większość rynku będzie traktowała magazyny energii jako jakieś panaceum na uleczenie tego rynku, a ta technologia nie do tego służy. Ma ona zadania techniczne i handlowe bardziej dopełniające niż te, które mają spowodować, iż nagle nam się wyprostuje rynek źródeł OZE.
Według Kochanowskiego magazyn energii sprawdza się w każdym układzie, niezależnie od tego, czy rząd zdecyduje, iż centralizujemy lub rozpraszamy system. Zdaniem specjalisty najbardziej brakuje docelowej wizji rynku energetycznego. Taka wizja oraz polityka energetyczna, dzięki której inwestorzy będą wiedzieć, jak może wyglądać sytuacja za 30 lat. Jej brak otwiera rynek dla firm, których najważniejszym celem będzie szybki zwrot kosztów, a nie długotrwałe eksploatowanie strategicznie ważnych instalacji.
Mamy najtaniej wytwarzaną energię w historii. Skąd tak wysokie rachunki?
Według Jana Sakławskiego, wiceprezesa zarządu PSFiME, odpowiedź jest wielowątkowa. To kwestia luki wytwórczej, scentralizowanego zarządzania energetyką oraz monopolizacji kapitału. Nie ma zdrowej konkurencji pomiędzy dużymi grupami posiadającymi ratingi w największych agencjach, a pozostałymi graczami, choćby znanych lokalnie.
– W sytuacji, w której energetyka ma się rozproszyć, to ona oprócz tego, iż musi się rozproszyć w kontekście lokalizacyjnym, musi się też rozproszyć kapitałowo. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, iż cztery duże grupy energetyczne wybudują energetykę lokalną – przekonuje Sakławski.
Obniżenie ceny systemowej przez dokładanie źródeł OZE (najtańszych i najłatwiejszych w budowie) nie jest równoznaczne ze zmniejszeniem ceny u odbiorcy. Jak podkreślają eksperci, dzieje się tak ze względu na wszystkie opłaty systemowe. Powstaje paradoks – pomimo coraz większej ilości przyłączy, cena dla odbiorcy utrzymuje się na podobnym poziomie.
Według prelegentów państwo musi się zmierzyć z potrzebą gruntownych zmian w myśleniu o energetyce. Wiele pytań wymaga debaty na poziomie wręcz filozoficznym. Czy cena nie tylko usług dystrybucyjnych, ale również samej energii wytwarzanej bliżej odbiorcy nie powinna również być niższa? A co z beneficjentami cen ujemnych?
– Dobrze by było, żeby też i odbiorca końcowy był beneficjentem cen ujemnych. A dlaczego nie? Dlaczego tylko jakieś wąskie grono spółek obrotu? Musimy przerobić podejście do tego rynku i popatrzeć na niego uczciwie. Czyli uczciwie rozłożyć akcenty na wszystkich interesariuszy – komentuje Kochanowski.
Przebudować należy również centralne finansowanie krajowego systemu energetycznego. W praktyce jest to bardzo trudne w realizacji, ponieważ ciężko zbilansować kilka milionów źródeł na poziomie kraju.
Kadencyjność i przestarzały model przemysłowy – problemy w realizacji polityki energetycznej
Zdaniem dr Jarosława Tworóga, wiceprezesa zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, przeszkodą jest błąd popełniony w latach 90. Chodzi o finansowanie systemu energetycznego. Ekspert zwraca uwagę, iż energetyka (jako jedyny system w kraju) jest w całości kontrolowana przez jedną instytucję. W momencie rozwoju technologicznego ten system przestał działać i wymaga przebudowy.
Tworóg podkreśla, iż OZE nie urodziły się wczoraj – dyskusje realizowane są już od lat 90. Według niego zmiany nie dokonują się z powodów politycznych. Politycy funkcjonują w trybie czteroletnim, natomiast cykl inwestycyjny tak wielkiej transformacji obejmuje 20-30 lat.
Rozwiązaniem byłoby zdjęcie z władz krajowych monopolu zarządzania procesem i utworzenie centrów decyzyjnych. W ich gestii miałoby być ustanowienie planu rozwoju infrastruktury w co najmniej w jednym cyklu inwestycyjnym.
– To, co się dzieje w energetyce nie ma najmniejszego sensu. Aby Polska mogła stać się krajem wysoko rozwiniętym, musimy pokonać politykę przemysłową w taki sposób, żeby ona wygenerowała popyt na energię elektryczną. To oznacza, iż energia elektryczna ma na przedsiębiorstwa czekać i być tania. Państwo musi o to zadbać. I ta dyskusja konieczna jest w gabinetach. Poważna, w oparciu o dokumenty i ze zrozumieniem – zaleca.
–
Zdjęcie tytułowe: Leonid Sorokin/Shutterstock

1 godzina temu






![Leon XIV w Urugwaju, Argentynie i Peru. Papież w epicentrum napięć Ameryki Południowej [ANALIZA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/08/mid-epa13171050.jpg)




