
(Po lewej, To portret rozbawionej duszy. Zdziwiony, bo został wysłany z Nieba, by stworzyć Niebo na ziemi, ale odkrył, iż sataniści mają inne plany.)
Od czasu opublikowania poniższego artykułu zatytułowanego "Jasna strona śmierci" w 2015 roku,
Doszedłem do wniosku, iż śmierć to tak naprawdę wyzwolenie, powrót do Nieba po długim pobycie
tutaj, na planecie Ziemi, która staje się piekłem. Wszechświat nie jest pusty.
To jest materialistyczne podejście promowane przez satanistów, którzy próbują wyparć Boga, moralną oderę.
Niszczą naszą duchową więź z Bogiem. Wszechświat naprawdę pulsuje miłością
Energia. Nasze dusze są odbiornikami radiowymi, które odbierają tę Energię. Ale sygnał ten jest zagłuszony przez szum emitowany przez nasze satanizmowo opętane społeczeństwo. Po śmierci ten szum znika. Nie ma powodu, by bać się śmierci. To jest wyzwolenie!
Cały świat jest sceną, a wszyscy mężczyźni i kobiety to jedynie aktorzy: mają swoje wyjścia i wejścia; a jeden człowiek w swoim czasie gra wiele ról, jego występy to siedem wieków. -- William Shakespeare
Patrzenie na śmierć w pozytywnym świetle
(Zaktualizowano z marca 2015 i 18 września 2021)
Autor: Henry Makow, Ph.D.
Po przedwczesnej śmierci przyjaciela żona nalegała, żebym zrobił elektrokardiogram (EKG).
Moja żona jest zastępczą hipochondryczką.
Wyobraża sobie, iż jestem chory.
Jej książka samopomocowa nosiłaby tytuł "Droga zmartwiciela".
Słucha "Doctor Radio."
Kanadyjskie Stowarzyszenie Diabetologiczne jest obecne na jej Twitterze.
Jestem psychosomatyczny. To złe połączenie.
Po EKG przez tydzień czułem bóle w okolicy serca.
Jestem przyzwyczajony do życia w spokoju. Zawsze wdoskonałym zdrowiu, najmniejszy dyskomfort fizyczny wywołuje niepokój.
W cukierni poczułam bóle i musiałam usiąść. Życzliwa młoda kobieta zapytała mnie, czy wszystko ze mną w porządku.
Czułem się jak stary gadacz, co chyba tak jest, choć mój obraz siebie wciąż jest jak u bystrego młodego człowieka.
Sporządziłem testament (bo mój przyjaciel głupio nie zrobił żadnego).
Zacząłem rozważać śmierć.
NIEPŁODNOŚĆ
Kiedy jesteśmy młodzi, starość i śmierć są odległymi problemami. Jesteśmy zbyt zajęci torowaniem drogi. Zachowujemy się, jakbyśmy mieli żyć wiecznie.
Gdy przekraczamy 65 lat, zauważamy, iż ludzie w naszym wieku umierają!

Koło Czasu porusza się jak zmieniające się pory roku. Gwiazdy, za którymi kiedyś tęskniłem, są stare. Oglądam klasyczne filmy i myślę – "wszyscy ci ludzie nie żyją!"
Otaczają nas duchy: Ludzie, którzy byli przed nami.
Czuję nostalgię. Każde pokolenie myśli, iż świat staje się coraz gorszy. Bo tak jest. (Cywilizacja przeżywa poważny upadek, z powodów, które omawiałem na tej stronie.)
Stopniowo moje życie zaczyna nabierać retrospektywnego wymiaru. Ale to niekoniecznie jest złe. Zamiast udawać, iż będę żył wiecznie, zaczynam widzieć życie takim, jakim naprawdę jest – ulotnym. Cenny. Krótko.
Umrę. Wszyscy jesteśmy.
Mam więcej współczucia dla bliźnich. Wyobrażam sobie każdego z nich w ich ostatnich chwilach przed śmiercią. Spotykamy naszego Stwórcę sami.
Nie prosiłyśmy, żeby się urodziłyś. Staramy się to zrozumieć, jak najlepiej wykorzystać, mimo przeszkód stawianych nam na drodze przez Illuminati.
JASNA STRONA ŚMIERCI
Podczas mojego "bólu serca" próbowałem pogodzić się ze Śmiercią:
"My" jesteśmy Boską Iskrą ukrytą w ciele małpy. Ta małpa ma określony czas życia. Kiedy się kończy, "my" znikamy. Ale kto powiedział, iż to coś złego?
Wszystko mierzymy w kategoriach wymiaru materiałowego. Ale wymiar materialny nas powstrzymuje. Obsesja małpy na punkcie pieniędzy, seksu, władzy i wygód ogarnia duszę.
Wszystko mierzymy w kategoriach wymiaru materiałowego. Ale wymiar materialny nas powstrzymuje. Obsesja małpy na punkcie pieniędzy, seksu, władzy i wygód ogarnia duszę.
Śmierć to wyzwolenie.
Prawdziwa impreza jest w sferze duchowej. Jedyną Rzeczywistością jest Bóg, do którego ponownie się łączymy po odejściu.
STÓŁ ŻYCIA
Gdybyśmy poszli do popularnej restauracji, nie śnilibyśmy o tym, by zatrzymać nasz stolik na zawsze. Zjemy kolację i wyjedziemy. Dzięki temu ktoś inny również będzie mógł zjeść posiłek.
To samo dotyczy życia. Zajmujemy miejsce. Podejmujemy pracę, domy, jedzenie. Zajmujemy też przestrzeń psychologiczną. Domagamy się szacunku, uwagi, miłości.
Musimy opuścić teren, aby nowe dusze w nowych ciałach mogły się ujawnić. Tak właśnie życie się odnawia. Musimy utożsamiać się z procesem, a nie z naszym osobistym istnieniem. (Te dusze mogą być w naszych dzieciach.)
Wyobraź sobie, iż nikt nie zestarzeje się i nie umiera! Na zawsze będziemy się stykać z Czyngis-chanem, Aleksandrem Wielkim, Robespierrem, Hitlerem i Hugon Hefnerem! Musielibyśmy słuchać Sonny'ego i Cher oraz Madonny na zawsze. Nixon i LBJ przez cały czas kandydowaliby na prezydenta.
Gdybyśmy poszli do popularnej restauracji, nie śnilibyśmy o tym, by zatrzymać nasz stolik na zawsze. Zjemy kolację i wyjedziemy. Dzięki temu ktoś inny również będzie mógł zjeść posiłek.
To samo dotyczy życia. Zajmujemy miejsce. Podejmujemy pracę, domy, jedzenie. Zajmujemy też przestrzeń psychologiczną. Domagamy się szacunku, uwagi, miłości.
Musimy opuścić teren, aby nowe dusze w nowych ciałach mogły się ujawnić. Tak właśnie życie się odnawia. Musimy utożsamiać się z procesem, a nie z naszym osobistym istnieniem. (Te dusze mogą być w naszych dzieciach.)
Wyobraź sobie, iż nikt nie zestarzeje się i nie umiera! Na zawsze będziemy się stykać z Czyngis-chanem, Aleksandrem Wielkim, Robespierrem, Hitlerem i Hugon Hefnerem! Musielibyśmy słuchać Sonny'ego i Cher oraz Madonny na zawsze. Nixon i LBJ przez cały czas kandydowaliby na prezydenta.

Życie musi się odnowić! Po naszej kolejce musimy zejść ze sceny.
Starzenie się i śmierć nie są różnicą. Bez względu na to, jak bogaci czy biedni, mądrzy czy głupi, sławni czy mało znani, dobrzy czy źli, wszyscy starzejemy się w tym samym tempie! Wszyscy umieramy. To prawda, iż niektórzy żyją dłużej, ale ostatecznie wszyscy umieramy.
Szczególnie satysfakcjonujące jest to, gdy myślę o Iluminatach. Nie mogą się uratować. Ci nieroby umrą, i bez względu na to, jak wspaniali mówią media, będziemy wiwatować. Ich śmierć będzie błogosławieństwem. Wiesz, o kim myślę.
Śmierć to sposób natury na oczyszczenie ludzkości i nowy start.
Starzenie się i śmierć nie są różnicą. Bez względu na to, jak bogaci czy biedni, mądrzy czy głupi, sławni czy mało znani, dobrzy czy źli, wszyscy starzejemy się w tym samym tempie! Wszyscy umieramy. To prawda, iż niektórzy żyją dłużej, ale ostatecznie wszyscy umieramy.
Szczególnie satysfakcjonujące jest to, gdy myślę o Iluminatach. Nie mogą się uratować. Ci nieroby umrą, i bez względu na to, jak wspaniali mówią media, będziemy wiwatować. Ich śmierć będzie błogosławieństwem. Wiesz, o kim myślę.
Śmierć to sposób natury na oczyszczenie ludzkości i nowy start.
STRACH PRZED ŚMIERCIĄ ITD. UNIEMOŻLIWIA NAM PRAWDZIWE ŻYCIE
(Po lewej Claus Von Stauffenberg umieścił bombę w bunkrze konferencyjnym.)
Śmierć czyni z nas wszystkich tchórzami. Na przykład wielu inteligentnych Niemców zdawało sobie sprawę, iż Hitler doprowadzi Niemcy do ruiny i zabije miliony, a jednak żaden nie był gotów poświęcić własnego życia, by załatwić tego łobuza kulą. Gdy bomba zawiodła, setki dobrych ludzi zginęły na hakach mięsnych.
Gdybyśmy zdawali sobie sprawę, iż i tak umrzemy, może nie trzymalibyśmy się życia. Może pokażemy więcej odwagi. Człowiek, który pokonał Hitlera, osiągnąłby nieśmiertelność.
(Po lewej Claus Von Stauffenberg umieścił bombę w bunkrze konferencyjnym.)

Śmierć czyni z nas wszystkich tchórzami. Na przykład wielu inteligentnych Niemców zdawało sobie sprawę, iż Hitler doprowadzi Niemcy do ruiny i zabije miliony, a jednak żaden nie był gotów poświęcić własnego życia, by załatwić tego łobuza kulą. Gdy bomba zawiodła, setki dobrych ludzi zginęły na hakach mięsnych.
Gdybyśmy zdawali sobie sprawę, iż i tak umrzemy, może nie trzymalibyśmy się życia. Może pokażemy więcej odwagi. Człowiek, który pokonał Hitlera, osiągnąłby nieśmiertelność.
Gdybyśmy nie bali się śmierci, nie balibyśmy się tak bardzo życia. Gdybyśmy skupiali się na ratowaniu naszych dusz, na naszym życiu wiecznym, nie bylibyśmy takimi tchórzami.
Wreszcie, każdy ma swoją misję. Robię to, do czego mi było przeznaczone: piszę prawdę.
Wreszcie, każdy ma swoją misję. Robię to, do czego mi było przeznaczone: piszę prawdę.
Ostatecznie najlepszym przygotowaniem na śmierć jest świadomość, iż wypełniliśmy Boży cel dla nas.
Możemy spotkać się z naszym Stwórcą z podniesioną głową.
--
Proszę przeczytać komentarz Tony'ego B poniżej o cudzie, który zarówno uratował, jak i odmienił jego życie.
Pierwszy komentarz Tony'ego B:
Dla mnie życie jest trochę głębsze.
Jako młody mężczyzna z trzema małymi synami przeprowadziłem nas do Laguna Beach w Kalifornii na prośbę "Mady" de Shismareff, aby łatwiej współpracować jako "Kalifornijska Liga Chrześcijańskich Rodziców", nasz mały kanał medialny, ponieważ to był jej dom.
Pewnej niedzieli odwiedziła mnie bardzo piękna młoda kobieta, którą znałem jeszcze przed przeprowadzką. Zabrałem ją, moich synów i rodzinnego psa na przejażdżkę po tylnych ścieżkach Laguna Beach, by pokazać jej piękno tego miejsca. Ale szlak nagle zakończył się jako wymycie z około 200-stopowym spadkiem i byliśmy już w powietrzu, gdy zauważyłem kontynuację szlaku w prawo na tym, co pozostało od tego wzgórza. Dziewczyna krzyczała i rzuciła się na mnie, ale w tej chwili, która zajęła znacznie mniej czasu niż czytanie tych słów, zrzuciłam ją i automatycznie wcisnęłam kierownicę w prawo. Po tym, jak Scout obrócił się o 90 stopni w powietrzu, przeleciał tę odległość w nowym kierunku do wciąż istniejący szlak, jakby opony miały przyczepność na twardym gruncie i osiedlił się na tym szlaku bez żadnych Bum. Wszyscy znów byliśmy na twardym gruncie.
Byłem zszokowany i nie byłem pewien tej pozornej rzeczywistości, ale dziewczyna udowodniła, iż to prawda, bo zaczęła na mnie krzyczeć, nazywać mnie diabłem itd., całą drogę do domu. Natychmiast odeszła i nigdy nie wróciła.
Chociaż mogłem to nazwać tylko cudem, który do tej pory mniej więcej odrzucałem, to i tak w krótkim czasie udało mi się wyrzucić to z głowy. Pewnie ze strachu, nie jestem pewien.
Ale w ostatnich latach zdaję sobie sprawę, iż z jakiegoś powodu dostałem przedłużenie na ziemi. A może jeden lub więcej moich synów, albo choćby dziewczyna, otrzymało to przedłużenie z jakiegoś powodu, a ja byłem tam tylko jako pojazd. Bez względu na cel, to wydarzenie wykraczało poza prawa fizyki, jak je rozumiemy, i weszło w sferę nadprzyrodzonego. Uwierz mi, takie doświadczenie zmienia sposób, w jaki człowiek postrzega życie. Nie da się odrzucić niewidzialnego świata nadprzyrodzonego jako czyjejś fantazji. Nagle zasady prawdziwego chrześcijaństwa stają się oczywiście realne, absolutnie logiczne, znacznie bardziej niż ktoś całkowicie zanurzony w materializmie chciałby przyznać.
Ale jak temu zaprzeczyć? To Bóg krzyczy ci do ucha: "Jestem prawdziwy." Nagle rozumiesz, iż świat materialny, który widzimy i dotykamy, jest iluzją, a prawdziwy świat to niewidzialny, który znamy tylko przez wiarę przed naszą doczesną śmiercią.
Jak przypominają mi moi teraz tradycyjni katoliccy bliźniacy, ta historia nie jest taka rzadka, cuda zdarzają się nieustannie, dziś i w przeszłości, są po prostu oficjalnie ignorowane w materialistycznym, zwłaszcza anglojęzycznym, protestanckim świecie.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:henrymakow.com




![Policjanci ze Świdnicy pomogli w pilnym transporcie krwi [VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/06/policja-transport-krwi.jpg)




